OJP

Ostatnio ciągle jestem zbulwersowana. Dziś znów przez Gazetę.pl, tym razem wydanie lokalne.

Policja: Pseudokibice czerpali korzyść z nierządu

To tytuł artykułu. A teraz akapit gdzieś w środku:

Jak powiedział rzecznik podlaskiej policji Andrzej Baranowski, akcję przeprowadzono w dwóch agencjach towarzyskich w Białymstoku, przeciwko osobom ułatwiającym i czerpiących korzyści z cudzego nierządu. Zatrzymano 6 kobiet i 5 mężczyzn.

Czy teraz każda interwencja będzie zaczynała się od pytania zatrzymanego o jego ulubiony klub piłkarski?

Czekam z niecierpliwieniem na informacje: „Głosami kibiców klubu X przegłosowano w sejmie projekt ustawy Y”

Reklamy

Gazeta mi płaci

„Gazeta mi płaci” – ktoś taniego nicka ma na forum. Bardzo mi to pasuje do tytułu dzisiejszego wpisu. Kiedyś pisałam o medialnej prostytucji lokalnego wydania gazety wyborczej. Dziś napisze o Agorze w wydaniu ogólnokrajowym.

Całkiem niedawno Agora prowadziła akcję dokopywania Biedronce poprzez swoje organa: Gazetę Wyborczą oraz blogi swych dziennikarz, a wszystko to umieszczane było na pierwszej stronie ich medialnej prawej ręki: portalu gazeta.pl

Nagonka miała rożne formy:

– na blogach i raz w pseudo-wywiadzie z sklepikarzem winiarskim (błędnie nazywanym „winiarzem”) uprawiano akcję deprecjonowania win z Biedronki. Wpisy były niby neutralne, jednak na koniec zawsze z przytykiem pisano o tym, że jednak są to wina kiepskiej jakości.

– pojawiało się dużo bezsensownych artykułów o dyskontach (ile zarobiły w ostatnich latach) z koniecznym przypomnieniem, że kiedyś tam na początku istnienia marki, w którymś tam sklepie dochodziło do nieprawidłowości. Jednocześnie nie przedstawiano obecnej sytuacji pracowników w sieci i innych jednostkach handlowych.

– raz pojawił się cudowny pseudo-reportaż o tym, że jakiś bogacz kupuje srajtaśmie w drogiej sieci, bo po srajtaśmie widać jego wysoki poziom osobowościowy, a menelstwo i skrajna biedota kupuje chłam w Biedronce.

– artykułach o tym, że związkowcy jada  do Platiniego bronić kilkudziesięciu lewusów, którym biedronka nie przesłużyła umów, jednocześnie mając gdzieś pozostałe kilkaset osób nie płacących składek związkowych.

Wszystko to miało odnośniki na stronie głównej w czołowym miejscu, ukazywało się średnio 2-3 razy w tygodniu. Ustało równie nagle jak się zaczęło.

Można się domyślić, że wszystko było przyczyną wykupienia nagonki. Pytanie: przez kogo?

Jakiś czas temu było całkiem dużo artykułów o tym, że Carrefour zamierza odejść od strategi marketów mniejszych bądź hiper i przemienić się w sieć dyskontów. Dużo było też o Tesco i planowanemu przejęciu Żabek. Tego można się tylko domyślać.

Nie minął miesiąc i mamy całkowite odwrócenie wizerunku Biedronki. Tym razem Agora oburza się na to, że Jarosław Kaczyński nazwał Biedronki sklepami dla najuboższych (co również wynikało z pseudo-reportażu). Mimo, iż newsy mają formę oficjalnych notek informatycznych, to widać to doskonale na forum. Na głównej stronie znajdują się odnośniki do „najciekawszych dyskusji”. Oto te najciekawsze dziś:

Co ciekawe: gazeta.pl niedawno blokowała rozmowy na „Forum Kobieta” o debacie o OFE, bo jest „Forum Kraj” do tego typów rozmów. Nie pozwala też rozmawiać na inne polityczne tematy na forach tematycznych (bo Forum Kobieta takim ponoć jest). Dziś nie dość, że pozwala, to jeszcze zachęca.

Jak to mawiał któryś z prezydentów USA: „wszyscy kupujemy w Biedronce” … dziś

Naturalność

Kiedyś… na jakimś forum… ktoś… wkleił linka do ciekawego zjawiska. Była to strona internetowa na której młode dziewczyny manifestowały swój naturalizm. Robiły to nago w otoczeniu dzikiej natury pokazując dumnie swe niewygolone nogi, pachy i łona. Zdjęcia były stylizowane na ukazujące piękno niewinnych nimf z powiewającymi włosami na wietrze. Jak można się domyślić, dziewczyny te należały do subkultur punkowo-reegowo-niewiadomojakich, taka typowa młodzież zbuntowana przeciw temu jak zorganizowany jest świat.  To co dotknęło mnie tak mocno, że do dziś nie mogę o tym zapomnieć to taki paradoks: dziewczyny tak pragnące naturalności, że gotowe ukazać się nago w internecie, miały poprzekłuwane najróżniejsze części ciała, a niektóre nawet tatuaże samoróbki. Co jest bardziej naturalnego w przekłuciu wargi, brwi, nosa, pępka niż w ogoleniu pachy?

3 Króli, czyli czego nie cierpie w zacietrzewionych „ateistach”

Niektórzy wyznają zasadę lizania tyłków współbratymcom ideowym i przymykania oczu na ich kretynizm. Inni najbardziej właśnie tego kretynizmu nie znoszą. Ja należę do tej drugiej grupy, dlatego też tak strasznie razi mnie jak osoby podające się za „ateistów”, a w rzeczywistości będące tylko antyklerykalne, szczekają zacietrzewione na wszelkie przejawy życia katolickiego. Nie religijnego, bo przecież dla takich ludzi inne religie, np buddyzm, to samo dobro wymagające tolerancji, a nawet zachwytu.

Wczoraj (dla najbardziej zacietrzewionych również 24-26 grudnia) odbywał się taki właśnie seans „2 minuty nienawiści”. Na wszelakich forach różni ludzie narzekali jaka to niesprawiedliwość, że wczoraj nie pracowali. Ale nie to jest najgorsze. O wiele bardziej groźnym zjawiskiem dla ich życia jest niemożność pójścia do sklepu. A pomysły, by w każdą niedzielę sklepy były pozamykane to największa zbrodnia na ludzkości.

Zastanawia mnie tylko jak zareagowaliby ci narzekający, gdyby z powodu odchodzenia od Katolandu i laicyzacji kazano im iść do pracy w niedzielę. Chciałabym zobaczyć co wtedy będą pisać na forum te wszystkie panie i panowie biurowi i urzędowi, nie mówiąc o nauczycielach.

Tęsknie za dawną sobą

Czasem nachodzi mnie na słuchanie muzyki z młodości, wspomnienia i tęsknoty. Co najdziwniejsze, nie tęsknie za ludźmi z którymi nie mam już kontaktu, za miejscami w jakich bywałam, ale za tym jaka byłam kiedyś. Nie wiem nawet kiedy ktoś mi odebrał całą spontaniczność, frywolność i radość życiową. A może to naturalny efekt starzenia się?

Dzisiejszy dzień sponsorują Gunsi : [1] [2] [3] [4] [5] [6] [7] [8] [9] [10] [11] [12]

Nie wiem co się ze mną dzieje

Mało kiedy pisze tak bardzo osobiście. Nie wiem co mi jest, co jest przyczyną, a co skutkiem. Mam jednak olbrzymie skłonności samo-analizowania się i  mówienie o tym może mi pomóc. Choć przyznam, że pierwszy raz w życiu nie bardzo wiem jak sobie pomóc i jestem tak zdezorientowana. Wiem też, że to jak analizuje sobie może wpływać na wciskanie sobie do mózgu tego co w rzeczywistości nie istnieje. Już raz postawiłam sobie diagnozę, która była chybiona.

Wszystko zaczęło się rok temu jakoś w sierpniu. Pierwszy raz w życiu miałam ból głowy. Wcześniej odczuwałam jakieś ciśnienie kiedy np byłam chora, albo silnie podekscytowana (w chwilach dołka), ale nie nazwałabym tego bólem, nie takim zwykłym. Głowa bolała mnie tym razem bez żadnej przyczyny. Było to tak silne, że nie mogłam racjonalnie myśleć, miałam zaburzenia spostrzegawczości. Trwało to od rana do wieczora, nie miało przyczyn zdrowotnych (nie byłam chora), nie miało przyczyn emocjonalnych (nic się wielkiego tego dnia nie stało, nie wywoływało strachu czy stresu). Oczywiście to olałam. Później przez całą zimę miewałam mniejsze i krótkotrwałe bóle. Myślałam, że się starzeje i zaczynam być wrażliwa na zmiany ciśnienia. Myliłam się. Z czasem bóle zaczęły się nasilać, rozpoczynały się po paru godzinach w pracy, mijały jak wracałam do domu. W pracy stawały się słabsze jak zaczynałam się ruszać. Ból stopniowo skupiał się tuż nas nosem, a nawet zaczął się rozprzestrzeniać nad oczy. Doszły do tego zawroty głowy i ogólne roztrzęsienie. Zaczęłam wiązać to ze spływaniem wydzieliny z zatok, która towarzyszyła mi przez całą zimę i na wiosnę zatrzymała się. Lekarz rodzinny również to stwierdził i wysłał mnie do laryngologa. Dostałam tabletki na rozrzedzenie wydzieliny i przeciwzapalne. Wydzielina zaczęła mi spływać i przez następne 3 tygodnie miałam spokój. Później nastąpił nawrót, kolejna wizyta u laryngologa, kolejne tabletki, zalecenie zęby przyjść jak tylko zacznie się znów na zdjęcie, koniecznie jak jeszcze będzie boleć. Przy trzeciej wizycie okazało się, że zdjęcie nic nie wykazuje. Dostałam skierowanie do neurologa, który z kolei zaczął podejrzewać migreny. Bóle z nad nosa ustępowały, nasilały się zawroty głowy i ucisk na oczy. Od półtorej miesiąca nie miałam ani bóli, ani zawrotów, jednocześnie po przeziębieniu 1,5 miesiąca temu wznowiło mi się spływanie wydzieliny. Można by znów wiązać to z zatokami.

Jednocześnie w tym czasie zdążyło się kilka faktów. Przestałą mi się podobać praca, z czasem zaczęłam myśleć o rzuceniu jej, ale brak alternatywy był w tym względzie decydujący. Zamieszkałam ze swoim facetem i zaczęliśmy się wspierać o pierdoły związane z mieszkaniem razem (wcześniej nie mieszkaliśmy razem). Miałam wrażenie, że praca powoduje, że coraz bardziej cofam się w rozwoju oraz zabiera mi pewność siebie. Docieranie się z facetem wzbudziło moją nerwowość. Podczas kłótni czasem miewałam lekkie zawroty i bóle, ale migreny przecież mogą być ponoć wynikiem emocji. Teraz od miesiąca jestem bezrobotna i od tamtego czasu nie miałam bóli głowy i zawrotów. Do tego weekendu. Zdarzyło się coś co normalnie wywołałoby lekki stres, szybko ogarnięty przez racjonalizm. Tym razem jednak, wyraźnie z tego powodu, zaczęły się zawroty. Dziś teoretycznie bez przyczyny zrobiłam się roztrzęsiona i nie mija mi.

Nie wiem co jest przyczyną a co skutkiem, ale mam wrażenie, że to jest błędne kółko. Skłonność do wzmocnionego przeżywania emocji sprawia, że boli i kręci mi się w głowie, jestem roztrzęsiona. Jednocześnie duże napięcie powoduje właśnie ból. Takie błędne koło. Wszystko prowadzi do obniżenia samopoczucia psychicznego. Jeśli powodem jest coś neurologicznego (np brak jakiejś produkowanej substancji w organizmie, albo ciśnienie wewnątrzcząsteczkowe) to powinnam dalej leczyć się u neurologa. Jeśli to emocje tak na mnie działają to  chyba czas brać coś na uspokojenie lub rozweselenie.

Najdziwniejsze jest to, że „rozumem” wiem, że to coś nie tak jest z moim organizmem, a nie „życie jest do dupy”, a jednak ciężko mi nie poddawać się spadkom nastroju i psychicznemu napięciu. Dziś na przykład od razu zorientowałam się, że nakręca mi się wewnętrzne napięcie, wiem chyba co mogło to spowodować, jestem już spokojna „rozumem”, ale ciało nadal we mnie jest totalnie spięte i odczuwam duże ciśnienie w głowie.

Antyreklama

Od wczoraj jestem za totalnym zakazem reklamowania tabletek i innych preparatów lekopodobnych. Doprowadziła do tego pewna reklama.

Już było dobrze, już pojawiło się to miłe uczucie, że świat nie schodzi na psy i jednak jakąś rozsądność można w nim dostrzec. Pojawiła się reklama środka dla dzieci na przeziębienie czy coś podobnego, w której było jasno powiedziane, że to jest preparat silniejszy, a więc „to samo działanie, mniejsza dawka”. Podbudowało mnie to trochę, bo moda na spożywanie tabletek z byle powodu nie jest tym co powinno się propagować. Bo do tej pory reklamowano suplementy i leki przeciwbólowe na zasadzie „lepsze bo mocniejsze”. Szkodliwość lekomani jest nie mniejsza niż spożywanie alkoholu co jakiś czas, wiec dlaczego ma być to traktowane inaczej?

Wczoraj do moich oczu dotarła reklama BluMAG Jedyny. Jeśli ktokolwiek to czyta powinien zapamiętać tę nazwę ku przestrodze, właśnie po to dopuszczam się karygodnej antyreklamy :-)

Reklama jak i nazwa produktu bezpośrednio mówi, że jest to jedyny preparat z magnezem, który zapewnia 100% zapotrzebowanie na pierwiastek. Wspomniane jest też coś o zwiększeniu tego zapotrzebowania przez ministra, ale o tym nie będę się wypowiadać, bo nie wiem w jaki sposób minister to określa. Mi wydawało się, że to wynika z badań naukowych, a nie rozporządzeń. Reklama pośrednio sugeruje, że ktoś przyjmuje 15% i źle się czuje, ktoś inny przyjmuje BluMag i jest szczęśliwy. Robi się ludziom sieczkę z głowy. Stwarza się wrażenie, że muszą dostarczać dane substancje poprzez tabletki, zapominając, że do przyjmowania witamin, mikro, makro i ultraelementów służy wynalazek ewolucji, czyli spożywanie ich wraz z jedzeniem. W tej akurat reklamie już mówi się, że nie starczy domineralizowanie, ale pełna suplementacja. No i ta nazwa produktu: coś tam coś tam JEDYNY.

To się nadaje do rozpatrzenia kilku instytucjom: tych zajmującym się etyką i rzetelnością reklam, tych zajmujących się  zdrowiem i ochroną pacjentów. Ktoś inny natomiast powinien zająć się ustawą uniemożliwiającą koncernom farmaceutycznym tworzenia kłamliwego poczucia konieczności suplementacji i propagowaniu „mody” na nią.

Bardzo piękna piosenka

Wokalista strasznie zawodzi, wokalistka pięknie śpiewa, ale w tle zagłuszana przez wokalistę… to wszystko jest bez znaczenia, bo piosenka i tak piękna.

Jefferson Airplane – Today

Jakoś tak mam, że jak mnie jakaś piosenka pochłonie to wszystkim ją muszę pokazać :-)

A [TU] wersja studyjna. Lepiej zaśpiewana, ale bardziej „surowa”

Nie lubie feministek

Może jestem jakaś zacietrzewiona czy coś… Może ten temat tak mnie interesuje, bo w pewien sposób jest mi bliski. W rozmowie ze mną ludzie dochodzą do dwóch sprzecznych wniosków: że jestem feministka najgorszego sortu, czyli tak zwanym babo-chłopem, albo wręcz przeciwnie, że jestem antyfeministką.

Ostatnio trafiłam na 2 takie feministyczne obiekty w prasie i TV, które znów wznieciły moje rozmyślania w tym temacie. Jednym z nich była jakaś tam doktor czegoś tam. Kobieta opowiadała jak to jest być feministką w Polsce i mówiła o tym co ją denerwuje w tym jak inni ją widzą i o czym z nią rozmawiają, co z kolei rozszerzyło się na rozmawianie ogólnie o dyskryminacji kobiet. Takie modne pogaduchy z cyklu „nie wiem co napisać, ale dziabnę coś modnego”.

Początkowo Pani ta zrobiła na mnie wrażenie. Pomyślałam sobie, że oto mamy sensowną feministkę w Polsce. O mojej pomyłce dowiedziałam się brutalnie, kiedy rozmowa zeszła na cycki i tyłki. Zdaniem tej Pani zaglądanie w dekolt jest dyskryminogenne (to mój wkład w polszczyznę, a nie słowo tej Pani), ponieważ jest seksistowskie, a do tego w rozmowach służbowych wpływa na stwarzanie relacji poniżających kobietę, dewaluującej wartość jej wypowiedzi, peszącej ją. Kobiety często traktowane są jak maskotki, a nie jak partnerzy. Pani ta podawała inne przykłady, z którymi nie sposób się nie zgodzić. Np zwracanie się przełożonego do kobiety o stopniu doktora określeniem „Pani Agnieszko”, do mężczyzny natomiast „Panie doktorze”, jest objawem stosunku jaki przełożony ma do wartości dorobku naukowego swoich przełożonych. Jest jeszcze masa takich innych „grzeczności” wypracowanych w społeczeństwie, które demaskują role kobiet w danych aspektach służbowo/zawodowych. Wracając do piersi: zostało wyjaśnione, że patrzenie na nie w czasie rozmowy uwłaczające jest straszliwie. Tu padło pytanie o to czy Pani Agnieszka patrzy na tyłki innych facetów. Patrzy. Nastąpiło pytanie o to czy nie uwłacza mężczyznom jako jej rozmówcom to, że po rozmowie z nimi Pan Agnieszka mierzy ich wzrokiem. Otóż: NIE. Gapienie się na tyłki mężczyzn nie jest seksistowskie, uwłaczające, mężczyźni przez to nie są traktowani jak mięso do sex-szenia się. Dlaczego: bo dupa jest z tyłu, a nie przodu.

Zgodziłam się z Panią Agnieszką co do tego, że wiele zachowań, grzeczności tak naprawdę są tylko symptomem braku poważania kobiet na gruncie zawodowym/naukowym. Ten sam mechanizm funkcjonuje nie tylko służbowo, ale też w zwykłej codzienności. Na każdym kroku mężczyźni jak i kobiety traktują kobiety jako takie biedne kurki, którymi musi się opiekować prawdziwy samczy samiec. Sensowne feministki, tak zwane babo-chłopy widzą to. Tyle, że te zachowania nie dyskryminują tylko kobiet, ale też mężczyzn.

Przykładem czysto lajtowym jest komunikacja miejska i zasada, że mężczyzna powinien ustąpić kobiecie. Logicznie byłoby gdyby istniała zasada, że ustępuje bardziej zmęczony, tyle, że to mężczyźni wykonują najcięższe prace, a w przypadku dzieciaków wracających z zajęć na studiach nie ma tu już żadnych przesłanek. Sytuacja odwrotna spowodowana jest bezsensownymi względami kulturowymi. Po wcześniejszych wiekach kultywowana jest wizja bezbronnej kobiety i mężczyzny, który musi zadbać o nią i troszczyć się, bo ona-głupia gąska sama nie da rady. Nie da rady też zajmować się tematami tak ciężkimi jak np polityka czy gospodarka, bo jest nieodporna psychicznie i często miewa migreny. Jej nieporadność przeszkadza jej nie tylko wchodzić do karety, ale też zajmować się nauką i finansami. Jest bezradna, więc ma tylko siedzieć i pachnieć. Może się co najwyżej zająć czymś w domu, bo to zajęcie przecież tak błahe, że powinna podołać. Z drugiej strony mężczyźni sami tym dowalają sobie, bo przecież to oni cierpią katusze stojąc w chorobie czy słabościach po harówce fizycznej.

Przykład hardcorowy: dzisiejszy wypadek. Wojewoda czy ktoś tam inny wypowiada się w telewizji słowami: „zginało 18 osób w tym 4 kobiety”. Dlaczego wartościuje się życie ofiar różnych wypadków? Dlaczego mówi się o tym jakby śmierć mężczyzn byłą mniej „niezwykła” niż śmierć innych? Albo z drugiej strony, dlaczego kobiety wymienia się wśród słabych i niedołężnych? Niby błaha sprawa, ale jakiego znaczenia nabywa kiedy np. tonie statek i mężczyźni są odpychani, bo na początku ratować mogą się tylko kobiety, dzieci i starcy. Tu feministki się nie oburzają. Ja się oburzam, bo kobiety pozwalając na nierówne/wyższe traktowanie w przypadku gdzie odnoszą korzyści, a za zarazem stawianie na równi z niedołężnymi i potrzebującymi pomocy, pozwalają tym samym na utarcie tego samego stereotypu, który pracodawcom mówi, że nie nadaje się do „męskich stanowisk”. Za to nie lubię feministek.

Dopalacze

Jakaś Pani w jakimś artykule wypowiedziała się na temat odtruwania ludzi po dopalaczach w jej szpitalu w Łodzi. Takich osób było od początku roku 60. Niby śmiesznie mała ilość w stosunku do innych używek (choć i liczba używających dużo mniejsza), mała w stosunku to sprzedanych dopalaczy. Rzetelnych informacji ukazujących „ogrom” tego zjawiska nie ma. Poza tym ja nie o tym… To na co warto zwrócić uwagę w tym momencie to to, że takich przypadków było 60, a naświetlane publicznie było tylko kilka ostatnich i to z całej Polski a nie tylko z Łodzi. Świadczy to dobitnie o tym, że codzienne informacje w mediach były tylko wstępem przed akcją rządu.

Niby wszystko w temacie jest jasne i logiczne. Mnie jednak zastanawia co PO chce tym uzyskać (bo przecież nie robi tego dla dobra młodzieży). Akcja wydaje się być takim pokazaniem fucka w stronę byłych wyborców – ludzi młodych. I nie chodzi już o to, że niby młodzieży nie będzie podobać się, że nie mogą sobie użyć kadzidełka, albo soli do kąpieli. Bardziej o to, że ludzie młodzi (nie gówniarze, ale powiedzmy ci, którzy weszli w dorosłe życie już o transformacji, a PRL pamiętają z czasów żłobka, albo iw ogóle) mają o wiele większe skłonności do sprzeciwu w stosunku do łamaniu prawa, traktowaniu wyborców jak stada baranów, które ma bezwzględnie słuchać organów państwowych.

Podczas debaty o dopalaczach Tusk powiedział coś o tym, że jeśli organy państwowe coś postanowią, to obywatel ma się słuchać, bez względu na to czy decyzja organów jest zgodna z prawem czy zwyczajnie sprawiedliwa. W tym konkretnym przypadku: jeśli na drzwiach do sklepu jest plomba, nawet bezprawnie, to w żaden sposób nie można się temu przeciwstawić. I powiedział to ktoś szczycący się walką o wolność i demokrację w Polsce.

System, w którym całe społeczeństwo wyodrębnia grupę ludzi mającą reprezentować ich interesy i dla dobra ogółu tworzyć jak najlepsze przepisy regulujące zasad działania społeczeństwa wręcz wymaga, aby ludzie kontrolowali działania organów państwa. Czy można podejmować działania wbrew decyzjom? Oczywiście, że tak. Jeśli Państwo działa wbrew prawu, to jego decyzje są bezprawne, a jednostka musi mieć pewien margines dobrowolności w ukazaniu tych nieprawidłowości.

Premier za to wypowiadając się jako premier, a nie osoba prywatna, nie ma prawa działać niezgodnie z prawem. Po pierwsze nie może z mównicy sejmowej podważać niezawisłości władzy sądowniczej, a więc swoimi wypowiedziami wpływać na wyroki. Nie może też osądzać ludzi jeszcze przed końcem procesu. Jako reprezentant ludu nie może też nikogo szykanować, ale to wynika ze zwykłej przyzwoitości, nie prawa. Kiedy Zbigniew „Zero” Ziobro wypowiadał się o wiadomym doktorze na konferencji, niektóry chcieli go stawiać przed trybunałem stany, właśnie ze względu na to jak traktował prawo. A przecież Zbigniew Ziobro złamał dokładnie te same zasady, które złamał Donald Tusk.

Jest kilka powodów dla których PO mogłoby stracić młody elektorat. Nie zajmuje się obietnicami, dzięki którym młodzi chcieli na Po głosować, a teraz w dodatku zaczyna przybierać pozę  PIS w kwestii delegalizacji i wsadzania za kratki (nie ważne czego i kogo) posługując się pospolitą nagonką, nie podejmując rzetelnej dyskusji publicznej. Po zasłyszanych rozmowach w autobusie można by rzec, że PO zaczyna walczyć wręcz o elektorat PIS, który tak boi się „dzisiejszej młodzieży”.

Jeszcze rok temu uważałam, że SLD może stać się ważną siłą polityczną, a nawet wygrać. Po wyborach prezydenckich i kompromitacjach PISu byłam pewna, że za Pisem na dno będzie szło też PO, a w takich warunkach SLD ma 100% szans na przejęcie parlamentu. Teraz po aferze z Palikotem boje się, że to naprawdę może być gra na przejęcie przez PO elektoratu PIS, oraz elektoratu SLD przez Palikota.

Mariusz Błaszczak

Mariusz Błaszczak to straszna menda polityczna… wystawiają go zawsze jak trzeba poszczekać, nigdy kiedy potrzebna jest konkretna rozmowa na argumenty. Jak gościowi nie wstyd? Przecież PIS jawnie z niego robi pieska na posyłki.

Dziś w TV  mówił jak to rząd krzywdzi najbiedniejszych, gdyż jak wiadomo to im najbardziej potrzebny jest zasiłek pogrzebowy… Aż brak mi słów. Wszędzie mówi się, że im większe zasiłki tym większe ceny za pogrzeby, a ten dalej wyciera sobie kłamliwą gębę najbiedniejszymi.

Ta straszna Radziszewska…

… wcale mi się nie podobała. Wręcz uważałam ją za pokłon PO do konserwatyzmu, sprzecznością z „młodzieżową” i „nowoczesną” PO. Pani ta jest zbyt nijaka na tak niewdzięczne stanowisko. Aby w kwestiach równouprawnienia coś uzyskać, aby zmusić rząd i parlament do zajmowania się ważnymi społecznymi problemami trzeba być osobą z jajami. W Polsce to jednak nie możliwe, aby pełnomocnikiem do spraw równego traktowania/statusu kobiet i mężczyzn, czy jak to nazwać był mężczyzna. Od 2005r. niemożliwe jest, aby była to też konkretna kobieta. Wstawia się więc byle kogo, kto nie robi nic, kto ujawnia się tylko jak palnie jakieś głupstwo.

W tej jednak sprawie Pani Radziszewska atakowana była niemal równie histerycznie jak obecnie sklepy z dopalaczami. Jeszcze nigdy przenigdy nie widziałam/słyszałam, aby tam gdzie była histeria odbywały się jakieś merytoryczne rozmowy na konkretne argumenty. Nie chce pisać o tej sprawie, ale chyba nie da się bez tego obejść. Od razu zaznaczę, że to co chce głośno napisać tu będzie dopiero na samym końcu. Za Orwellem urządzę tam sobie „2 minuty pogardy”, a chwile później wyleje pomyje na Mariusza Błaszczaka, bo właśnie widzę go w TV i aż brak mi słów na wyrażenie tego co o tym miernym „polityku” myślę.

Nie wiem od czego zacząć, co jest kluczowe dla mej postawy. Zacznę od kwestii równości. Nierówność społeczne wobec pewnych grup bierze się z poczucia, że coś jest „gorsze” (w znacznie szerszym znaczeniu tego słowa z przypisaniem mu wszelkich negatywnych odczuć psychicznych jakie wytwarza się w ludziach o jedynie słusznej postawie), poczucia zagrożenia swej jedynie słusznej postawy i konieczności obrony, wredoty i egoizmu ludzkiego, które usprawiedliwią wszystko byle dogodzić sobie samemu i swojemu otoczeniu… wielu wielu innych czynników. Nie od dziś wiadomo, że najlepszą metodą na zakorzenianie w społeczeństwie tolerancji jest edukacja. Najlepszą metoda na sprawiedliwość społeczną jest edukowanie. Edukowanie jest najlepsze na wszelkie krzywdy, bo tylko widząc bezsens pewnych podstaw można wprowadzać inne podstawy.

Jak edukować społeczeństwo w kierunku tolerancji dla inności innych, w tym inności seksualnych? Przecież nie da się tego zrobić bez pokazywania tego, że inni ludzie istnieją, są miedzy nami i wcale nie są tacy straszni. Wcale nie są aż tak inni aż tak bardzo, bardziej niż niby nam podobni. Jak zwalczyć stereotyp żałosnego pedzia z idealnie ułożonymi włosami, wypiłowanymi paznokciami, odstającym małym palcem podczas trzymania filiżanki, śmiesznie się śmiejącego, z apaszką albo jakimś niemal damskim szalem? Za tym idzie kolejny stereotyp: prawdziwego mężczyzny, który nie dba o siebie aby nie być posądzonym o bycie żenującym pedziem. Społeczeństwo będzie się bać takich ludzi, dopóki normalni mężczyźni o homoseksualnej orientacji nie będą pokazywali, że homoseksualista to nie to samo co żenujący pedzio. Po pewnym czasie społeczeństwo się przyzwyczai i nikt już nie będzie patrzył się na takich ludzi, jak na małpy w zoo.

A co robią homoseksualiści? Ukrywają się. W TV/radio/prasie itp. można spokojnie powiedzieć, że jest się heteroseksualistą. Jakaś tam pani posłanka do jakiegoś tam pana posła może bez wahania powiedzieć, że ten ma żonę. Homoseksualizm jest natomiast traktowany jako coś wstydliwego, coś co trzeba ukrywać. Nawet jeśli wszyscy wiedzą o orientacji kogoś, to muszą to ukrywać przed oficjalnym światem (co innego gadać o tym za plecami). Homoseksualizm jest przecież tak wstydliwą kwestią, że nie wolno o tym mówić. Czy nie jest to elementem braku tolerancji/niezrozumienia/tłamszenia inności? W tym przypadku wywołanym przez Pani Radziszewską, to nie ta Pani tłamsiła, ale sam poszkodowany i środowiska niby walczące o prawo tego Pana do swobodnego życia tak jak mu się podoba. Nawet nie wiadomo co Radziszewska chciała powiedzieć.

Tylko tu nasuwa się pytanie: Jak do cholery homoseksualiści chcą uzyskać zrozumienie i normalnie żyć, skoro sami się ukrywają, wstydzą samych siebie, dyskryminują?

Po drugie w tej całej sytuacji nastąpiła dyskryminacja „nie homoseksualistów”. Kiedy ktoś rozmawia np o sprawach in vitro, religii w szkołach, uprzywilejowywania kobiet… tfu tfu zrównywania statusu kobiet i mężczyzn, otwarcie mówi się o tym kto jest katolikiem/feministką, a kto nie. W tych kwestiach wszyscy rozumieją, że skoro się jest „kimś”, to znaczy, że ma się pewne poglądy na pewne tematy,prezentuje pewne postawy, które to dopiero definiują „to coś”. Za każdą postawą kryją się podstawy mniej lub bardziej ideologiczne, a postawa z kolei napędza kolejne przemyślenia i doprowadza do dalszych wniosków. Wszystko jest skomplikowane w życiu i się niesamowicie zazębia. Nic nie jest samo w sobie.  Jeśli tylko rozmawia się w kwestiach orientacji seksualnej nagle homoseksualizm w żaden sposób nie jest determinowany przez pewne spojrzenie na świat i sam nie determinuje do dalszych rozważań i postaw… nic tu się nie przeplata i nie zazębia. Homoseksualista w kwestiach homoseksualizmu nigdy nie rozmawia jako homoseksualista, zawsze jest bezwzględnie obiektywny. Za to katolik o sprawach katolicyzmu zawsze rozmawia jako katolik. Konserwatysta o kwestiach konserwatyzmu zawsze rozmawia jako konserwatysta. I mało tego: zarówno katolik jak i konserwatysta i inni im podobni z tego względu są skażeni i często nie wiedzą o czym mówią. Przecież to jest do cholery krzywdzące dla pewnych grup, i to nie dla tych „mniejszościowych” i „nierównych”.

Tak więc ostatecznie:
– Pani Radziszewska nie zrobiła nic złego mówiąc, że pewien Pan wypowiadał się jako homoseksualista, bo to nic wstydliwego, a może być pomocne przy zrozumieniu tego Pana (no chyba, że uchwalić zakaz publicznego prezentowania własnych postaw dla absolutnie wszystkich)
– Pan homoseksualista i środowiska walczące o równouprawnienie nie maja prawa dyskryminować homoseksualistów poprzez spychanie ich do ciemnych głębin wstydu i zapomnienia

Burza jednak się rozpętała. Zaproszono do TVP Info Panią Radziszewską i jeszcze jedną z Partii Kobiet. Prowadząca była bardzo uprzedzona i dawała się ponieść ogólnej histerii. Pani z Partii Kobiet lekceważąco i pogardliwie uśmiechała się pod nosem nie słuchając Pani Radziszewskiej, czym dyskryminowała Radziszewską. Ta podpierała się ustawami, dyrektywami, mówiła z sensem. Pozostałe Pani urządzały sobie sesje histerycznego forsowania swoich poglądów poprzez blokowanie logiki i rozumu.

W pewnym momencie padły słowa: „Przecież Pani jest ministrem do spraw równouprawnienia. Przecież Pani powinna być feministką”. Cycki,ręce i w ogóle wszystko mi opadło. Jak można być, aż tak ociemniałym, żeby nie rozumieć, że minister do spraw równouprawnienia nie może być reprezentantem absolutnie żadnego lobby społecznego? Ze samo sformułowanie „do spraw równouprawnienia” oznacza również reprezentowanie praw mężczyzn tam gdzie są dyskryminowani? Że równouprawnienie nie oznacza podwyższania przywilejów tylko jednej grupy społecznej? I oni takie baby biorą do telewizji..

Ta napuszona Pani po raz kolejny pokazała mi, że feministki są jedna z grup charakteryzujących się największą hipokryzją.

Tomek i muchomorek

Serwisy informacyjne muszą walczyć z coraz większą konkurencją. Nie dziw, że sięgają po coraz mniej wybredna publiczność. A jak o takowych walczyć? Trzeba tworzyć seriale niusowe łatwe i chwytliwe. Skąd takie wziąć? a no można z najzwyczajniejszej historii zrobić melodramat (najlepiej z sensacją w tle. Kiedyś pisałam o nagonce na biednego ojca, który chciał mieć dziecko przy sobie i nie chciał zostawić go przy nierobie-matce. Teraz media serwują nam melodramat pod tytułem „Tomek i muchomorek” i co dzień maltretują nas informacjami o tym. Niedawno wszyscy się ekscytowali tym jak szybko znalazła się wątroba dla Tomka. Och i ach i w ogóle… i bez mediów nie było by tak szybko…

Tylko, że mała refleksja:

Transplantologia ostatnio kuleje i na przeszczepy od niespokrewnionych się trochę długo czeka. Ciekawe kto właśnie zajął upragnione pierwsze miejsce w kolejce po tę wątrobę? Ciekawe kiedy będzie następna? Ciekawe czy doczeka jej?

Pokrzywdzonemu przez media i bezmyślnych jełopów (bez podaży nie ma popytu) życzę zdrowia.

Ciekawych rzeczy można dowiedziec się z forum…

Dziś właśnie leże sobie w łóżku… Nic mi się nie chce… łażę po necie… Aż tu nagle „cycki mi opadły” (jak to mawia pewien chłopak z mojej pracy).

Natrafiłam na wątek 40 letniej kobiety, która opisała perypetie w związku ze swoją 3 tygodniową ciążą. Ważne w tym wszystkim jest to, że wątek ten znalazł się na forum „W oczekiwaniu”, czyli jak rozumiem forumowiczki tamtejsze powinny mieć minimum wiedzy o rozmnażaniu płciowym człowieka. Pomyliłam się, zszokowałam, a następnie niesamowicie uśmiałam. Oto przyczyna:

Jedna z osób napisała coś czego nie zrozumiałam:

„3 tc? Toz to dopiero do zagniezdzenia dochodzi? wink Pewnie masz 5. tydzien od
ostaniej misiaczki na mysli?”

Z lekcji biologii, książek, programów telewizyjnych itp pamiętałam, że do zagnieżdżenia dochodzi 7 dnia po zapłodnieniu. Pomyślałam, że ktoś po prostu twierdzi inaczej. I o co chodzi w kolejnym zdaniu? Wyjaśniła mi to dopiero kolejna osoba na forum.

„to samo pomyślałam, 3 tydzień ciąży najczęściej jeszcze jest
niewykrywalny, poziom HCG jeszcze nie zmienia się tak, by go wykryć.

Pewnie 5 tydzień ciąży, 3 tydzień po zapłodnieniu.”

I w tym momencie szczęka mi opadła. Nie wiedziałam, że w ciąży można być przed zapłodnieniem…

Nie jestem na NIE!

W niektórych kwestiach naprawdę czuć we mnie upartość. Sama to czuje. Niektórzy sugerują, że na siłę jestem anty-. To prawdę, że kwestionuje bardzo dużo z tego co mnie otacza w społeczeństwie. Cała nauka opiera się na kwestionowaniu wszystkiego co odkryto do tej pory. Stąd się bierze postęp. Dlatego w nauce ludzkość osiągnęła tak dużo, dlatego w kwestiach społecznych nie żyjemy mentalnie w jaskiniach. Zawsze należy pytać dlaczego i po co… i ośmieszać to co nielogiczne i nieracjonalne.

Tym co zawsze wywoływało we mnie ostry sprzeciw było puste powiedzenie, że  (…) należy się szacunek. W wykropkowane miejsca pojawiają się różne pojęcia w zależności od sytuacji: kobietom, starszym, blablabla. Z jakiej kurde racji?? Dlaczego to, że ktoś jest stary ma mu przysparzać jakichkolwiek cech godnych szacunku? Ten ktoś równie dobrze mógł podczas II wojny światowej zapędzać żydów do stodoły, wydawać sąsiadów okupantom, po wojnie donosić na kolegów z pracy i niszczyć im życie. Mało tego: powiedzenie, że szacunek starszym się należy jednocześnie samo w sobie sugeruje, że młodszym się nie należy. A przecież to jaki jest człowiek, co sobą prezentuje i jak to należy oceniać nie jest uwarunkowane wiekowo. Jestem nawet skora do braku szacunku dla ludzi, którzy tak mawiają i uważają, bo nie uważam żeby na szacunek zasługiwali ludzie, którzy sami nie szanują innych. Powiem inaczej: tacy mają u mnie wielkiego minusa.

Z okazji niedawnego wypadku samolotowego mój umysł automatycznie zbuntował się przeciw innemu pustemu frazesowi: o zmarłych albo dobrze albo wcale. Toż to jest jeszcze bardziej idiotyczne. Okazuje się, że dla niektórych śmierć to najlepsze co mogą zrobić w swoim życiu. Okazuje się, że ocena człowieka zależy od jego stanu. Jeśli jest żywy to należy oceniać go za jego postępowanie i jeśli jest ono złe to krytykować, krytykować, krytykować. Jeśli ktoś jest nieżywy to automatycznie staje się dobry. Ciekawe czy ze zbrodniarzami po śmierci dzieje się to samo :-)

Zastanawia mnie skąd w ludziach tyle bezmyślności, bo nie wiem jak inaczej nazwać przyjmowanie do siebie pewnych haseł bez krzty zastanowienia się nad tym co oznaczają. Nie rozumiem też dlaczego wszelkie próby rewizji tych bezsensownych frazesów są tak nerwowo przez niektórych atakowane. Wystarczy poczytać to co wypisują na forach zwolennicy frazesów w obliczu ostatniego wypadku samolotowego… Zatrważające jest to, że ludzie najczęściej mówiący o szacunku, najmniej go przejawiają  wobec innych…

A może ja po prostu zupełnie inaczej pojmuje słowo „szacunek”?

Żyje

Żyje… przeprowadzałam się i nie miałam weny do pisania. Przeszło mi już. Nawet książkę zaczęłam pisać.. niedługo napisze wszystko co mi leży na wątrobie, a nazbierało się tego dużo. Postanowiłam obiecać sama sobie tu, że napisze, bo inaczej ten blog przestałby istnieć. Mam nadzieje, że jeszcze nie wszyscy o nim zapomnieli.

Skąd się bierze troska o naturę?

Zaczynają mnie zastanawiać ludzie chcący na siłę ratować Ziemię, foki, wilki, klimat, wszystko. A tak dokładniej to efekt który chcą uzyskać.

Można sobie kochać przyrodę, zwierzątka, rozczulać się pięknem życia jako fenomanalnej siły. W zasadzie sama w dzieciństwie fascynowałam się tym jak skąplikowane i piękne jest życie samo w sobie. Tyle, że co to ma wspólnego z maniakalnym płakaniem za wymierającymi gatunkami i utrzymywaniem na siłe ostatnich kilku owadów na ostatnim stanowisku? Zycie w tym swoim „pięknie” brutalnie wybiło już miliardy gatunków. O ile można się oburzać nad celowym wybijaniem tygrysów tasmańskich i rozczulać filmem z ostatnim żywym osobnikiem, to dlaczego by płakać po gatunku, ktury natura sama wybija, bo już jest nieprzystosowany/za słaby do życia? Przecież powstawanie i ginięcie gatunków jest najnaturalniejsze w naturze.

Podobna sprawa ma się z klimatem. Niektórzy roztrząsają zmiany klimatyczne z ponktu widzenia ludzkości, ale co ich obchodzi co będzie za 100 lat jak nie będzie ich na świecie? Inni zagrożeń dla natury. Tyle, że to właśnie w okresach znacznie wyższych temperatur najbujniej rozwijało się życie na Zimi.

Jeszcze inni na tej samej zasadzie boją się napływu innych kultur do Europy… a przecież współczesna europa wzieła się z upadku starej europy i najazdu „innych”…  upadki imperiów, systemów społecznych itp jest naturalną sprawą. Po co się tego bać? To tylko tworzy konflikty i nieszczęścia.

Zastanawiające dla mnie jest to skąd w ludziach taka konieczność zachowywania tego co już jest? Skąd lęk przed zmianami, które w zasadzie dotyczyć mogą późniejsze pokolenia? Skąd parcie na utrzymywanie świata takiego jakim jest teraz? Dużo spokojniej żyło by sie ludziom gdyby uczyli się o przeszłości, zauważali i przyjmowali ze spokojem naturalne zmiany wynikające z pewnej ewolucji społecznej/biologicznej/klimatycznej i każdej innego.

Samotność

Każdy ma jakieś tam własne potrzeby usytuowania własnego ja w czasoprzestrzeni. Każdy ma jakieś tam warunki, które muszą być spełnione, żeby czuł się dobrze. Wszystko wynika z przeszłości, z warunków w jakich mieliśmy okazje rozwijać się (celowo nie napisałam wychowywać, bo to od razu kojarzy się z dziećmi).

Można mieć różny stosunek do samotności. Ja też mam swój. Samotność w moim życiu ma ogromne znaczenie. Potrzebuje samotności. Czasem tak bardzo przytłaczają mnie ludzie, że chcialabym być niezauważalna przez nich. Co ciekawe w tej całej samotności nie lubie być sama. Wiem jak bardzo dziwnie to brzmi.

Dla mnie samotność to możliwość całkowitej odrębności, życia tak jak chce i jak lubie, tak żeby nikt nie patrzył i nie interesował się tym póki sama nie zechce mu o tym powiedzieć. A jednak potrzebuje mieć ludzi koło siebie. Kiedy zostaje sama w domu czuje się fajnie przez jakiś czas. Moge robić to czego nie moge jak są wszyscy w domu. Problem się pojawia kiedy jestem sama zbyt długo. Czasem porównuje to do psów, które nie wiedzą co ze sobą zrobić w pustym mieszkaniu. Kiedy zaczyna sie robić późno/ciemno wszytsko sie nasila. To jest paskudne uczucie. Nie wiem jakbym poradziła sobie gdybym miała mieszkać sama.

Jednocześnie w tej całej samotności odczuwałam (od podstawówki chyba) potrzebe posiadania przy sobie drugiego człowieka. Takiego, który dawałby mi poczucie bycia w 100% odrębną jednostką jedynie z nim kooperującą. Taki ktoś potrzebny jest mi do tego, żeby opowiedzieć mu o moim świecie. O mojej wizji sensu życia, o Afryce, o człowieczeństwwie, o ogórkach, o mojej podświadomości.

Zawsze miałam takie wizje idealnego faceta… takiego który słucha tego jaka jestem i pomaga mi być dzikim nieoswojonym stworzeniem, który w jakiś magiczny sposób będzie pomagał mi być taką jaką lubie być.

Chyba nie do końca mi się to udało. Chyba ciężko byłoby zachować to w normalnej codzienności. Chyba zatraciłam to w momencie włączenia się we mnie potrzeby stworzenia relacji damsko-meskich. Choć czułam, że ten mój ideał też musi być mężczyzną, to zapomniałam o tym kiedy z chłopcami/mężczyznami zaczełam miec doczynienia. Ciężko mi nazwać mężczyzną kogoś poniżej 25 roku życia – i to nie z kwestii wieku, ale cech charakteru wspołnych młodym osobom. Zresztą tak samo nigdy wcześniej nie uważałam się za kobietę.

„TO” wciąż we mnie siedzi. W dalszym ciągu jestem samotnicą. W dalszym ciągu nie sile się do tworzenia jakiś relacji w pracy czy gdzie indziej. Nadal wystarczam sama sobie, lecz chciałabym być jeszcze bardziej tamtym zdesperowanym królikiem z młodości, kiedy bylam w 100% samotna, bronia do siebie dostępu i zagrzebującą się w swoim świecie. Pogubiłam się, ale chce wrócić do siebie. Tęsknie za sobą samą.

Czasem czułam się jak „Wilk stepowy” i było mi z tym dobrze… Musze w końcu przeczytać tę książkę do końca. Kiedyś była dla mnie nudna, bo „nieodkrywcza”, ale teraz może dałaby mi kopa, żeby pielgnować siebie samą i nie stawać się babsztylem.

Kompletnie nie rozumiem dlaczego potrzebowałam to teraz napisać.

Wyższość kobiet nad mężczyznami.

Mam internet na święta. Chciałam od dwóch dni już tyle napisać, ale przytłaczało mnie to, że mam tyle w głowie.

Kiedyś tam chciałam napisać o Beacie Sawickiej. Oglądałam wywiad z nią przeprowadzony przez Tomasza Lisa. Warto zauważyć, że wywiad bardzo mocno wyreżyserowany i  autoryzowany. Wywiad, który miał wybielić ja. Beata Sawicka nakreślała się w nim jako biedna, skrzywdzona istotka, osobę którą wykorzystano, grano jej uczuciami. Ona – dobra i szlachetna, chciała tylko pomóc przyjacielowi, który okazał się… Lis co prawda zadał jej jedno pytanie zaburzające jej wybielanie, lecz nie ciągną kwestii jak prawdziwy reporter zasługujący na nagrody, lecz jak sprzedawczyk medialny, który działa z odgórnych nakazów.

Oglądałam ten wywiad z zachwytem. Nie zwracając uwagi na to co mówiłą Beata Sawicka (bo nie było warte uwagi) dało się zauważyć czystą, wyrafinowaną kobiecą grę. Coś czego nie potrafią robić mężczyźni. Próbę przedstawiania siebie jako słabą, delikatną, wykorzystaną. Coś co każda kobieta robi w każdej nadażającej się okazji przeciw mężczyznom nienauczonych tak wykwintnych technik manipulacji. Coś co również jest wykorzystane w sprawie Barbary Blidy.

Kiedyś czytałam gdzieś, że to wszystko przez poporodowe uderzenie testosteronu na móżg noworodka. Samce ponoć przez to później uczą się technik manipulacji, takich jak coś co ładnie nazwano „wykluczeniem społecznym”. Czy to prawda czy nie, na co dzień widać jak na dłoni, że kobiety są bardziej zaawansowane w niecnych metodach. A najfajniejsze jest to, że mężczyznom się wydaje, że to oni rządzą światem :-)

Wstrętne papierochy

Palenie papierosów mimo wielu negatywnych skutków ma jednego, niekiedy ogromnego plusa – odstresowuje, łagodzi obyczaje, pozwala się uspokoić. Ciężko jest rzucić kiedy się ma ciężki okres w życiu. Tęskni się kiedy wspomni się te przyjemne chwile „papierosek, poranne słoneczko i ja”. Miałam w życiu chwile kiedy prowadziłam zdrowy tryb życia, jak i te stresogenne. W tych drugich jest tylko jedno co mnie odstraszało od papierosów.

Oglądałam kiedyś najlepszy dokument o holokauście jaki widziałam. Nazywał się „Shoah”, polecam go gorąco. W pewnym momencie  wypowiadał się pewien Pan pracujący przy uprzątaniu komór gazowych. To jak nie tylko on, ale i inni opowiadali było więcej mówiące niż to co mówili. To było niesamowite.

Pan ten w pewnym momencie powiedział, że ludzie podczas zagazowywania dostawali mimowolnego rozluźnienia przewodu pokarmowego. Nie jest to dziwne, że tracili nad tym kontrole, ale jakoś nigdy wcześniej nie zdawałam sobie sprawy z tego efektu.

Trochę później, w piękny wiosenny poranek uspokajałam zmysły na ogrodzie z fajką w ręku. Zaczęłam myśleć nad efektem „papieros + kawa = posiadówa w kibelku”, tyle że ja nie pijam kawy. Przypomniało mi się to co mówił tamten Pan i zaskoczyło coś.

Przecież to jest ten sam efekt. Czasem podobny mają też Ci od zaczadzenia. Zatrucie Cyklonem B/czadem/nikotyną powoduje w pewnym momencie reakcje w przewodzie pokarmowym. Paląc papierosy w pewien sposób serwuje się sobie mini komorę gazową.

Wstrząsnęło mną to. Najmocniej to, że kilka milionów ludzi zginało, a palacze robią sobie to dla przyjemności. Kiedy o tym myślę, kwestia niepalenia jest tak jakby kwestią … nawet nie wiem jak to nazwać, ale to nie wypada.

Przed fikołkami pasażer zobowiązany jest okazać dowód

Od jutra nie mam Internetu w domu. Czekałam na ten dzień długo. W końcu nie będę hodować płaskodupia. Może to i dobrze dla bloga, bo póki co po pracy (poza życiem prywatnym) dałam rade tylko bezmyślnie czytać informacje (jak miałam dobry dzień) albo forum (jak potrzebowałam się odmóżdżyć). Teraz będę pisać w domu i wklejać w pracy. Ciekawe ile wytrzymam bez Internetu :-)

Chciałam napisać coś o hicie ostatnich dni: Romanie Polańskim. Nie mogę uwierzyć jaka histeria ogarnęła niektórych. Jasne, że jak ktoś jest znany, doceniany i lubiany (a Polańskiego ceniłabym jako reżysera nawet jakby nakręcił całą masę kiczu i jedne jedyne „Dziecko Rosemary”) to łatwiej jest współczuć, za to anonimowego przyjemnie jest opluć publicznie. Są jednak pewne kwestie uniwersalne na tyle, że pomimo sympatii zamykają usta.

100 sław podpisało list wspierający Polańskiego. Jakież to żenujące, że całe środowisko tak otwarcie pokazuje, że ma gdzieś prawo i domaga się „łagodnego traktowania” dla siebie. Zaczynam nabierać obrzydzenia do tych ludzi. Szczególnie Woody Allen (którego przecież też tak bardzo lubię za filmy) nie powinien się odzywać.

Z drugiej strony: pozwolenie Polańskiemu na radosne życie na wolności jest jawnym śmianiem się z wymiaru sprawiedliwości, złapanie go dopiero teraz jeszcze bardziej.

Z trzeciej strony: to wspaniałomyślne, że Szwajcaria odważyła się na taki krok. W Polsce to by nigdy nie przeszło, a przecież jesteśmy powiązani z USA pewnymi umowami. Choć z jeszcze innej strony: dlaczego mielibyśmy oddać im naszego i francuskiego obywatela (obcego im), skoro oni nie oddali nam naszego/Mazura?

Zagmatwane to trochę, ale prawo jest prawem. Kiedy prawo jest złe obowiązkiem obywatela jest sprzeciwiać się i zmieniać je. W tym przypadku jest dobre. Polański popełnił przestępstwo uciekając i powinien za to ponieść konsekwencje. Nawet jeśli ktoś ze „środowiska” usprawiedliwia seks z nieletnimi, jeśli nie widzi w tym nic złego, jeśli nieletnie w pełni świadomie godzą się i są na tyle dojrzałe (Danusia z „Krzyżaków” jakoś była :-)) , jeśli to było wrobienie.. itp., itp.. to i tak powinien zamknąć paszcze w kwestii ekstradycji i kary za ucieczke.

Nie lubię feministek, bo one nie lubią kobiet

Abstrahując od tego kto to powiedział, gdzie, czy mówił to jako funkcjonariusz państwowy, czy osoba prywatna… Ja też ich nie lubię, ale z innych względów. Zastanowiwszy się jednak nad tym tekstem dochodzę coraz częściej do wniosku, że to prawda. Widać to na forach internetowych, widać w nastawieniu tak zwanych „kobiet wyzwolonych” do tak zwanych „kur domowych”… widać to wszędzie. Bez względu na to, że feminizm ma różne oblicza, że niektóre kobiety mianujące się feministkami są w rzeczywistości tylko zdesperowanymi kurami domowymi.. bez względu na wszystko… gdyby zrobić ankietę wśród feministek odnośnie przykładowej kobiety-kury domowej, zażartej katoliczki, obrończyni ogniska domowego, przeważające głosy wobec niej byłyby gardzące, a nawet obraźliwe. A przecież to feministki powinny stać na straży wolności kobiet do robienia tego co chcą w życiu i spełniania się w tym.

Ja też nie lubię feministek, ale z innego powodu: bo feministki dyskryminują kobiety i mężczyzn. Oczywiście nie wszystkie, ale z całej różnorodności feminizmu trudno znaleźć te, które oponują za równouprawnieniem. Bo równouprawnieniem nie jest przecież lobbowanie ku własnym korzyściom i obrona własnych przywieli. Inną sprawą jest to, że osoby będące za równouprawnieniem nie powinno nazywać się feministkami, bo ta nazwa sama w sobie zaprzecza równouprawnieniu.

Feminizm ma różne oblicza. Jednym z nich była taka jedna znana (ostatnio tylko z sporadycznego szczekania w TV) kobieta (nie jestem w stanie przypomnieć sobie jej nazwiska). Uzewnętrzniała ona na antenie poglądy, które najczęściej daje się słyszeć u ust osób uznających się za feministki. W pewnym momencie powiedziała coś co dyskredytuje ją jak i środowisko w imieniu którego się wypowiadało jako osobę/grupę inteligentną. Chodziło o to, że kobietom należą się przywileje, bo kobiety muszą pracować, a do tego rodzić i wychowywać dzieci (to po przecinku jest niemal dokładnie tym co powiedziała).

Ta wypowiedz zwaliła mnie z nóg. Ta pani nie zdaje sobie sprawy, że nie dość, że podtrzymuje szkodliwe dla kobiet stereotypy, to jeszcze dyskryminuje mężczyzn odbierając im prawo do uczestniczeniu w wychowywaniu dzieci. Jaka jest zatem różnica miedzy takim feminizmem (najczęściej spotykanym w Polsce), a tym niezwykle ociemniałym ciemnogrodem mentalnym jakim jest konserwatyzm społeczny? Jedyną różnicą jest to, że feminizm domaga się za to samo kasy, stanowisk i przywieli.

Kobieta nie dość, że nie musi po pracy sama wychowywać dzieci, to jeszcze nie może odbierać prawa ojca do opieki nad dzieckiem!!

Z pewnego artykułu opisującego ankietę na dość dużej próbie wynikało, że 75% kobiet uważa, że to one powinny odbierać dzieci z przedszkola, zwalniać się z pracy kiedy dziecko jest chore. Jeszcze więcej uważało, że to one powinny iść na urlopy wychowawcze. Z tego jasno wynika, że 75% kobiet uważa, że powinna izolować mężczyzn od opieki nad dziećmi, robić z nich niedzielnych ojców. Czy w takich okolicznościach dziwne jest, że to mężczyźni z masą wolnego czasu awansują zawodowo i zarabiają więcej? Może pierwszym co feministki powinny robić w walce o równouprawnienia w drodze do kariery zawodowej, jest wybijanie tym 75% kobiet, że musza zajmować się dziećmi oraz że nie wolno im odbierać praw mężczyzn do wychowywania dzieci.

Kaczy kuper

2krzesłaNiektórzy popełniają wyjątkowo dużo gaf. Niektóre z tych gaf są niesamowicie żenujące. Jedna z nich jest Artur Borubar i Roger Pererio. Nie dość, że jest wyrazem lekceważenia tego czym emocjonuje się duża część rodaków, to jeszcze wskazuje na problemy z nietolerancją alkoholu (bo wątpię, żeby takie przejęzyczenie było efektem tylko pomyłki oraz, że pozwolili by na to spece od wizerunku).

Żenujące jest jednak jeszcze coś: szukanie takich gaf na silę, wyśmiewanie na silę. W ubiegającym tygodniu hitem było to zdjęcie, choć nie wielkiej wagi (na co wskazywało umiejscowienie tego niusa w serwisach mniejszej „powagi”).

Co takiego mnie w tym żenuje? Zachowanie ludzi, którzy wyśmieli prezydenta zakrywając tym swoje kompleksy.

Co ja widzę na tym zdjęciu? Próbę wyjścia z niezręcznej sytuacji w jakiej postawiono (może celowo, może nie) prezydenta, poprzez utrzymanie jednakowej odległości między przedstawicielami wrogich obozów politycznych. Próbę bycia ponad podziałami. W zasadzie należy się uznanie za to zachowanie (oczywiście w kontekście wcześniejszych zachowań  Zapewne gdyby prezydent się nie spóźnił dodatkowego krzesła by nie było.

Ostatnio za mocno się bulwersuję :-)

Eko-oszołomizm

Właśnie obejrzałam angielski program (w stylu iście amerykańskim) o ogrodach. Jakiś facet pomagał biednym lokatorom zmienić ogród na zapleczu ich nowo zakupionego domu. Poprzedni właściciele wyłożyli te 2 metry szerokości płytami betonowymi przypominającymi kamień naturalny.

Nawiedzony prowadzący marudził coś  o tym, że w procesie produkcji cementu powstaje dużo gazów cieplarnianych i dlatego trzeba go unikać. Ponadto takie płyty są paskudne!! Później wybierał płyty z naturalnego kamienia z Indii, ale doszedł do wniosku, że są transportowane z daleka (gazy cieplarniane), a do tego pracujący przy tym ludzie zarabiają tylko 2 funty dziennie. Zrezygnował. Rozumiem, że w trosce o dobro tych ludzi lepiej nie dać im tych 2 funtów niż dać. Nigdy nie rozumiałam przewrotności tego trendu w miłosierdziu.

Ostatecznie, ten niezwykle proekologiczny ogrodnik zakupił [UWAGA] nie trawę, ale betonowe płyty przypominające kamień naturalny tyle, że wytworzone w 85% z starych płyt. O tym ile gazów wytwarza się w procesie recyklingu nie powiedział. Boskie po prostu :-)

Całe to zamieszanie miało na celu utworzenie „eko edenu”. Jak tego dokonano? Zostawiono 2 wolne prostokąty w których będą rosły kwiaty.

Czy to eko-oszołomizm lekki czy już zaawansowany?

Spartakus…

… moja słabość filmowa. Oglądam za każdym razem kiedy jest w TV. Zazwyczaj jest co 2-4 Wielkanoc. Tym razem jest właśnie teraz.

Genialny cytat z  filmu, niesamowicie ponadczasowy:
„W domu nie wierze w żadnego boga tak jak Ty, ale publicznie czcze ich wszystkich”

« Older entries