Spostrzeżenie

Zaczynam pisać coraz dłużej. Do tej pory te długie posty miały do 600 wyrazów. Nie miałam co w nich pisać ponad te 600. Trochę mi się nie chciało. Wczoraj napisałam post na 1054 wyrazy. Dziś komentarz na 728.

Coraz bardziej zaczynam się rozpisywać. Coraz bardziej dokładnie kształtuje myśli. Coraz bardziej nie jest to kilka zdań „i tak ma być, bo tak”. Coraz bardziej dokładniej potrafię uzasadniać to o czym piszę. A wszystko to z pod palców człowieka, który w podstawówce miał problemy z wypracowaniami i dużo lepiej wyrażał się w postaci planów złożonych z równoważników zdań. Kogoś kto zawsze wolał przedstawienie czegoś (z dziedziny biologii, geografii, historii) w postaci wykresów, tabel, schematów. Kogoś, kto w ogólniaku dobrze rozkładał temat na czynniki pierwsze, co prawa pisał już dłużej, ale fatalnie stylistycznie. Kogoś kto zdobył wykształcenie techniczne i z założenia powinien mieć mózg nastawiony na wzory i wykresy niż analizy słowne. A wcale nie byłam dobra w matematyce i fizyce, bardziej interesowała mnie biologia i historia.

Sama siebie zadziwiam w tym w jakim kierunku i okolicznościach się rozwijam. Jestem typem, który rozwija się kiedy chce, a nie kiedy jest zmuszany do tego. Zawsze lekceważyłam to czego nie chciałam się uczyć w szkole (np z powodów kiepskich nauczycielek) za to chętnie sięgałam sama po wiedzę, kiedy coś mnie zaciekawiło. A chyba jestem dość ciekawska świata. Może kiedyś o tym napiszę jak głębiej to przeanalizuje ;]

Reklamy

Historyczna zabudowa po prawej stronie

historyczna-zabudowa-po-prawej-stronie Normalnie jaja jak balony. To jest właśnie to, dlaczego tak nie cierpię lokalnych serwisów Gazety Wyborczej. Mam większe predyspozycje żeby opisać swój odział, ale spotkałam się też ze szczuciem prezydenta innego miasta, w tak bezczelnie zmanipulowanym artykule, że najwięksi propagandziści z III Rzeszy albo ZSRR, by się tego tekstu nie powstydzili. Był napisany genialnie. Przekazywał prawdziwe treści, ale tak ukryte, że nie były widoczne dla większości komentujących.

Ale wracając do sedna: Przedstawiony teraz miasta jest zabudowany jeszcze przedwojennymi domami. Była to żydowska dzielnica w centrum miasta, ale jej biedniejsze rejony, dla normalnych ludzi – żadni tam finansjerze i lekarze. niektóre są drewniane, niektóre murowane. Raczej proste w formie i nie przedstawiające walorów estetycznych. Jednak moje miasto cierpi z dwóch powodów:
1) jedni narzekają na brak zabytków, starówki, deptaka
2) drudzy narzekają na chaos urbanistyczny i wiejskość przeplataną blokowiskami

To miejsce ma niesamowity urok. Znajduje się w centrum miasta, ale wchodząc w nie się tego nie czuje. Nie ma betonu i asfaltu, więc latem w upały powietrze jest czyste i rześkie. Po burzy czuć zapach gleby (ponoć to bakterie glebowe się uaktywniają tak). Pełno jest różnorodnych ptaków. Zimą jest przepięknie, kiedy lepki śnieg oblepia gałązki. A do tego z tego miejsca do najważniejszych autobusów jest max 10 minut drogi pieszo. Do ścisłego centrum 10-15 minut. można całkowicie oderwać się od miejskiego zgiełku, jednocześnie szybko do niego powracając. To takie uroki mieszkania na przedmieściu, nieopodal lasu –  w samym centrum miasta.

Dalej (za tym wielkim zielonym) również znajdują się domki jednorodzinne. Tamte są bardziej zadbane, remontowane, i jest ich więcej. Są przede wszystkim całkowicie prywatne. Te bliżej są w dużej mierze własnością miasta. Niegdyś dostawali je wojskowi i milicjanci. Ponad to ta bliższa cześć wizualizacji, od kilkudziesięciu lat była w ciągłym zawieszeniu. Co raz zmieniano plany. Już magistrat miał coś z tym robić, ale nie było na razie pieniędzy… kiedy nagle zmieniały się władze i przystępowano do nowego planu zagospodarowania. Nie było sensu remontować, bo ciągle mydlono oczy tekstem „za kilka lat nastąpi wykup gruntów”. Z domów wyprowadzały się kolejne rodziny do nowo dostanych mieszkań. Te wynajmowano tylko na jakiś czas. W końcu każdy woli mieć swoje. Z czasem wykupiono, bądź wysiedlono lewą część ulicy. Ktoś wybudował tam całkiem sporą kwiaciarnie z mieszkaniem na górze. Reszta lewej strony to krzaki po pachy (a nie jestem niska).

W końcu coś się ruszyło. Po lewej stronie miał zostać wybudowany Urząd Miejski… już kilka lat temu, ale ktoś ciągle marudzi nad wszystkim. Aż w końcu kiedy odstąpiono od tego okazało się, że chodzi o ekskluzywny hotel i nadal żeby coś załatwić będzie trzeba biegać po całym mieście w poszukiwaniu kolejnych oddziałów UM. Niech im będzie – trochę ekskluzywności w mieście też się przyda. Zamiast parkingu wielopoziomowego i multikina postanowiono wybudować to zielone – opera. Były już plany realizacji reszty inwestycji. Zaczęto wykup prywatnych domów. Zniknęły płoty, wykarczowano krzaki i małe drzewka owocowe. Wyglądało to miejscami na „czyszczenie terenu”. Z wysiedleniem domów wynajmowanych, bądź czynszowych, z wieloma rodzinami był większy problem, ale i to było kwestią czasu. W 3 czy 4 kwartale tego roku miała się zacząć budowa ulicy. Celowo użyłam tego słowa: ulica nie ma systemu odprowadzania wody, która ścieka na lewą stronę lub wzdłuż przez kilkadziesiąt metrów, jest z kocich łbów, jest wąska. Nie można tego nazwać modernizacją. Prawa strona została podzielona na kilka działek przeznaczonych pod ewentualny zakup przez inwestorów. Przeznaczeniem terenu miały być obiekty usługowe. Szykowało się centrum z prawdziwego zdarzenia. Choć praktyka w moim mieście pokazuje, że i tak wyszedłby z tego chaos architektoniczny.

Nagle pojawił się problem z finansowaniem budowy opery. Nie wiem dokładnie, ale ponoć to kwestia środków z UE i niewłaściwego obracania nimi. Budowę wstrzymano wiosną przy surowym stanie budynku. Dodatkowo pewne kręgi związane bardzo ściśle z Gazetą Wyborczą, a mianujące się ekspertami od zabytków i dziedzictwa kulturalnego, zaczęły walczyć o pozostawienie tych terenów w obecnym klimacie. Zrobiona prasową nagonkę.

Wszystko to pachnie przekrętem i machlojkami finansowymi. Prawda? Nie ważne kto chce na tym zarobić, bo wszyscy chcą. Ja chciałam tylko zwrócić uwagę na bezczelność lokalnego oddziału Gazety Wyborczej, która takie akcje organizuje nie pierwszy raz.

Oto co Gazeta pisze o tym terenie w nagłówki raportu specjalnego:

Wzdłuż ul. XXXXX między XXXXX a XXXXX zachowało się w sumie około dziesięciu budynków z przełomu XIX i XX w. *
* Ulice są zaznaczone jako XXXXX, ponieważ chce zachować pewną anonimowość. I tak się zbyt mocno odkrywam, a nie chodzi mi o to aby okazywać ekshibicjonizm internetowy, ale aby przekazać pewne poglądy.

Gazeta dopięła swego. Powstał nowy plan zagospodarowania terenu. Właśnie się ukazał. I co się okazuje. Zachęcam do uważnego przyjrzenia się jeszcze raz i policzenia czerwonych obiektów. Te kolorowe to już istniejące. Na samym dole jest coś małego czerwonego. Nie wiem dokładnie co to, bo topografia parku jest dziwna. Mało tego: to półokrągłe niebieskie jest w miejscu gdzie obecnie jest całkiem popularny i ładny park, mały ale urokliwy z różnorodna gamą, gęsto zlokalizowanych drzew. W ogóle topografia parku i tego co jest za nim się nie zgadza z tym co istnieje naprawdę. Dziwnie przerysowane to jest. Ale to tylko taka ogólna wizualizacja, więc się nie czepiam. Tyle, że ktoś wziął za to kasę. Masakra, że niektórzy architekci są tak dobrze opłacani za odwalanie chały. Aż czasem żałuje, że nie poszłam jednak na architekturę. Wybrałam sobie fach w którym za błędy grozi mi odpowiedzialność karna… a oni coś takiego robią…

I tu przechodzę do sedna sprawy:
Ile widzicie tam budynków przewidzianych do ocalenia?? Poza tym czymś małym na dole, ja widzę dwa.

Poza tym Gazeta Wyborcza oznajmia z radością:

– Jego lewa strona byłaby historyczna. Prawa nowoczesna – opowiada [jakiś pan] z departamentu urbanistyki.
Nowoczesność, czyli hotel, na który znalazłoby się miejsce od strony pl. Uniwersyteckiego, oraz mieszkaniówkę połączoną z usługami. Pierwszy z nich zbudowany mógłby być na łuku. Z pozostałymi kubaturami (miałyby po pięć kondygnacji wysokości) tworzyłby kwartały zwartej zabudowy pierzejowej.

Jednym zdaniem: jakiś deweloper zbije majątek na apartamentach o powierzchni 50m² ** w najlepszej lokalizacji w mieście.

** Celowo z pełnym szydzeniem nazwałam „apartamentami” te blokowiska z klitkami 50m²,ale za to dużym tarasem. (Widziałam plan takiego, gdzie ktoś będzie miał większy taras niż mieszkanie, bo nie dało się zrobić normalnego balkonu, a dało się zagospodarować niższą cześć budynku jako taras).

Kurwica mnie bierze jak widzę takie bezczelne robienie z wszytskich osłów !!! To ma być ochrona dziedzictwa miasta? Blokowanie rozwoju centrum usługowo-kulturalnego dla mieszkaniówki z nędznymi sklepikami i fryzjerkami, pod pretekstem ochrony zabytków ??

Mózg to jest jednak chuj!

Mózg to jest jednak chuj!

Dziś bronię prace magisterska. Jestem w stanie powiedzieć coś na każde pytanie. No w jednym połowy nie umiem. Ale co to jest 0,5 pytania na 30??

Prezentacje mam przygotowaną. W zasadzie to same rysunki, więc trochę luźniej się mówi o takim czymś. Nie trzeba strasznie mocno się trzymać kolejności opowiadania, trochę rozluźnienia jest kiedy tak się macha rękoma i pokazuje. Znacznie bardziej wole to niż stanie na baczność i recytowanie.

Do wczoraj w ogóle się nie przejmowałam, w ogolę nie czułam tego, że to już. O 22 złapało mnie zrezygnowanie pod tytułem „po co mam się już tego uczyć? I tak więcej mi nie wejdzie do głowy”. Spać jednak poszłam dopiero po 1:30. Moją najlepszą porą na naukę jest przedział 18-2, więc przestawiłam się na zasypianie późno. Wszystko Ok

A dziś: budzę się o 4, ledwo przytomna, z nerwicą żołądka i myśli. Ec? Co to jest Ec. Wykres w głowie. Wzór na drgania własne układu. Szok, że pamiętam. Chwilę potem rysunek zbrojenia płyty stropowej przed oczami jak żywy ;]

Ta najbardziej powierzchowna część mojej świadomości jest bardzo spokojna. W końcu trzeba naprawdę umieć się nie obronić. Po 5 latach studiów, choć na jedno z tych podstawowych/ogólnych pytań można odpowiedzieć. O swojej pracy przecież wiem wszystko. Dokładnie wiem jakie błędy popełniłam i gdzie nagięłam wyniki i jestem pewna, że nikt tego nie zauważy. Komu chciałoby się sprawdzać z kalkulatorem 134 strony?? Jak w takich warunkach się denerwować? Więcej osób jest oblewanych na maturze niż na obronie.

A mimo to głębsze JA zaczęło się denerwować. Akurat dziś, kiedy potrzebuje spokoju i jasności umysłu. Gdyby to zdarzyło się kilka dni temu – mogłabym jakoś to stłumić, przygotować się do tego.

To taki dualizm nastroju: spokój i pewność na jednym poziomie, połączone ze strachem i nadpobudliwością na drugim. Taki to chuj z tego mózgu! I po co on mi to robi? Na złość?

Jestem pewna, że przejdzie mi jak już będe na korytarzu rozmawiać z innymi. A jak radze sobie teraz?? Oczywiście słucham już 2 miusicalu ;]

Nocne przemyślenia

Miedzy ściskaniem mimośrodowym, a ścinaniem (o 2 w nocy), wpadłam na genialna myśl:

Przedmiotem moich rozważań nagle stał się ludzi umysł. Dokładnie było to rozróżnienie na „umysł ścisły” i „umysł humanistyczny”.

Na początku rozwalę w drobny mak pojecie „umysły humanistycznego”. Każdy kto nie potrafi liczyć nazywa się „humanista”. A przecież taki Leonardo zasłyną głownie ze sztuki („umysł artystyczny”) oraz techniki („umysł ścisły”). Maczał też palce w fizjonomii, ale bardziej na zasadach technicznych, niż choćby chemicznego spojrzenia na biologie. O jego sonetach słychać niewiele raczej. „Tylko dla znawców”. To co teraz uważa się za „umysł humanistyczny” było małym udziałem jego umysłowości. Humanizm/humanistyczny są określeniami o wiele szerszymi, niż to co się powszechnie do nich zalicza.

Wracając jednak do podziału „umiem liczyć, nie lubię czytać to jestem ścisły” / „nie umiem liczyć, ale czasem coś przeczytam to jestem humanistyczny” :

Ja bardziej skłaniam się do podziału na:
– ludzi mądrych bardziej lub mniej, ale w całości
– ludzi mądrych bardziej lub mniej, ale tylko w części. W pozostałej części pozostającymi idiotami
– ludzi będących idiotami w całości

Te części można podzielić na 3 podstawowe kategorie, lub więcej, lub jeszcze innymi sposobami. Ważne jest jednak to, czy ktoś używa wszystkich połaci umysłowych, czy też części z możliwych procesów myślowych nie używa wcale. Ja skłaniam się do podziału na:

– procesy myślowe związane z definiowaniem świata poprzez sprowadzanie go do schematów, umiejętność rozwiązywania tych schematów, pewien rodzaj wyobraźni schematycznej, Umiejętność posługiwania się w porozumiewaniu kodem matematycznym. Powszechnie nazywa się to „umysłem ścisłym” i odmawia np. wyobraźni. A wystarczy poczytać książki o astrofizyce, żeby zrozumieć jaką wyobraźnie musi mieć człowiek, aby rozwikłać wszelkie niuanse składowych schematu, w warunkach 1·10 do potęgi minus 20-którejś sekundy od powstania wszechświata oraz temperatury 1·10 do potęgi minus 30-którejś oraz niewyobrażalnej gęstości.

– procesy myślowe związane z twórczym kształtowaniem rzeczywistości, pewien rodzaj wyobraźni przestrzennej, pewnego rodzaju wrażliwość na czynniki estetyczne, zdolność interpretacji tych czynników i silnego odczuwania ich tą częścią świadomości, która nie jest związana z analizą i racjonalnością. Powszechnie nazywa się to „umysłem artystycznym”.

– procesy myślowe związane z abstrakcyjnym analizowaniem otoczenia przy pomocy kształtowania tez, argumentów, nie związane jednak z schematycznością interakcji w fizyczno-chemicznym świecie, bardziej zmierzające ku analizowaniu świata na polu „myśli” i zachowań człowieka/skutków z nią związanych. To co obecnie tak nieszczęśnie nazywa się „umysłem humanistycznym”

Nie jest ważne tutaj jakiego poziomu jest to mądrość. Można być geniuszem w dziedzinie astrofizyki, a kompletną nogą z wszelkich innych aspektu pracy mózgu. Można też mięc średnie zdolności ze wszytskiego. Jednak kogoś, kto nie potrafi przeprowadzać procesów myślowych w żadnym z tych kierunków, albo jego umijętności są znikome, nazywamy zwyczajnie „idiotą”. Dlaczego nie mielibyśmy stosować tego samego określenia do poszczegołnej części działaności naszego mózgu, która zawodzi?

Choroba filipińska

Kiedy wszyscy łącznie z PiSem naśmiewali się z choroby filipińskiej Kwaśniewskiego, lewica próbowała sprawę załagodzić, uciszyć rozgłos, który rozbrzmiał aż nadto. Niektóry próbowali bronić, inni krytykowali otwarcie, choć nie krzyczeli.  Nie szczekali w stylu „a wy sami pijecie”. Jakby polska lewica nie była żałosna, nigdy nie zniżyła się do tak dziecinnych zagrywek jak Jarosław Kaczyński. Jakby ledwo co z piaskownicy wyszedł…

Prezes przypomniał, ze niedawno w Sejmie przemawiał z mównicy poseł kompletnie pijany i media się tym nie interesowały.
– Jeśli media nadal będą interesowały się panią poseł Kruk to my pokażemy tamte sprawy – powiedział Kaczyński. Prezes PiS nie odpowiedział jednak na pytanie, o jakiego posła chodzi.
Jarosław Kaczyński powiedział, że jak media będą ciągnęły sprawę Elżbiety Kruk, to pokaże inne tego typu przypadki.

Źródło

Janis Joplin

Oglądałam dziś, niedawno ciekawy program biograficzny o Janis Joplin. A może bardziej wywiad?

Tak czy siak: można nakręcić naprawdę dobry film, sklejając go z fragmentów wywiadów i piosenek. Sam artysta najlepiej potrafi opowiedzieć o swoim życiu i samym sobie. Nie potrzeba napuszonych znajomych, którzy nagle uwielbiają główną osobowość programu i uważają się za najlepszych przyjaciół, choć poza okiem kamery było i jest zupełnie inaczej. Nie potrzeba pustych frazesów jakiegoś narratora, który sam nie wierzy w to co mówi (ale przecież nie wypada mówić źle, wiec trzeba słodzić na silę).

Choćby cały program poświęcono na opowiadanie o nieprzyjemnościach Janis Joplin w szkole i rodzinnym mieście, o odizolowaniu, niechęci do niej itp… nic nie przedstawi tego tak dobrze jak ona sama podczas wywiadu, kiedy wróciła do miasta na zjazd z okazji 10-lecia ukończenia szkoły… Było też kilka innych wywiadów o sławie i byciu sobą, skrępowania przed kamerą…

Dlatego właśnie uważam ten program za świetny. Poprostu nie zagłuszał nadętymi bzdurami tego co i jak mówiła o sobie sama Janis Joplin.

Kopiuj/wklej

Natchniona trochę tym bezczelnym Panem, całkowicie zgadzając się z nim w pewnej kwestii (choć nie uważam, że napastliwość w szerzeniu „dobrej nowiny” jest słuszną metoda, wszak zniża dane poglądy do poziomu inkwizycji i moherowych beretów), poczyniłam gdzieś komentarz. Tak mi się spodobał (cóż za próżność i narcyzm w pełnej krasie), że postanowiłam umieścić go jako „moje złote myśli”. ;]

Z brakami w wykształceniu religijnym to jest tak, że kiedy się nie wie jak mściwy był bóg judaistyczny dla swoich ludzi, to jakoś łatwiej się żyje… może właśnie te zbuntowane anioły przeciwstawiły się tej mściwości i brutalności wobec ludzi, i sieją dobro.. Bo jeśli te wszystkie straszne rzeczy opisane w Biblii, oraz te wszystkie czyny KK na niewiernych w imię boga, są efektem dobroci, to czy może być coś jeszcze gorszego?? ;]

Podobni, nieprawdaż?

Robert Kubica / Aleksander Wielki

Robert Kubica / Aleksander Wielki

JCS

Trzeba być wielkim fanem Deep Purple, żeby uważać, że Ian Gillan wyśpiewał rolę Jezusa lepiej niż Ted Neeley. Choć musze przyznać, że Gillanowi Gethsemane wyszło całkiem dobrze. Ustawiam go na 3 miejscu. Na drugim znajduje się Steve Balsamo ;]

Taki sobie manifest 2

Zawsze po winie włącza mi się opcja „miłość” i mogę godzinami rozprawiać o tych wszystkich bredniach typu: jaki świat byłby piękniejszy gdyby „make love not war” nie upadło.

Nie jestem zwolenniczką astrologii i wszelkich metafizyk, ale w przypadku celów wyższych (przekonywania, że można żyć w pokoju i „niewpierniczaniu się” w cudze życie) jestem skłonna poprzeć te wszystkie pierdoły o erze wodnika i takich tam. BA! Uważam,że do tego wszystkiego mogą doprowadzić ludzie, a nie jakieś gwiazdy miliony lat świetlnych od nas. Ale jeśli inni tego potrzebują, to niech się tym karmią. Wszelkie brednie są piękne póki niosą ze sobą piękne idee.

Taki sobie manifest

Let the sunshine in

Ja wiem, że bez wczucia się w klimat epoki i sytuacje musicalową, ciężko pojąć wspaniałość tego utworu, jego podniosłość, jego siłę manifestu, piękno idei przez niego przekazywanych… ale ja tam to wszystko odczuwam.

Wersja sceniczna, najlepsza (moim zdaniem), dużo lepsza niż z filmu.

Analiza muzyczna

W związku z manią analizowania siebie, w pewnym momencie mego życia musiałam dojść do wniosku skąd się wzięły pewne moje poglądy. Dziś wywód na tematy muzyczno/pacyfistyczne.

Wszystko zaczęło się od chwili kiedy byłam małą dziewczynką. W TVP (kiedyś to był program z misja: masą dokumentów i dobrych filmów) leciał kilku odcinkowy program o historii muzyki rozrywkowej XX wieku. Ponieważ byłam dziwnym dzieckiem i pochłaniałam naprawdę dużo dokumentów, oglądałam i ten. Historyjki o narkotyzujących się murzynach z Harlemu, grających bluesa, przyjęłam z zaciekawieniem. Kiedy nastał odcinek o latach 60-tych zwaliło mnie z nóg. Mniej więcej w tym samym czasie w TVP leciał program o gościu, którego życiowym osiągnięciem było LSD, i co ważne w tym panu – zamroził się na wypadek możliwości przywracania trupów do życia w przyszłości. Nie mam pamięci do nazwisk, wiec dopiero w późnej przyszłości wpadło mi ono w ucho ;]

Kiedy myślę nad tym, dlaczego akurat ten okres muzyczny tak mnie poruszył, dochodzę do wniosku, że to ze względu na idee jakie ze sobą niósł. I nie chodzi o to, że byłam już wtedy pacyfistka, rozważającą różnorakie niuanse wojen, pokoju na świecie, miłości itp. Wtedy dopiero kształtowały się moje poglądy. W jakiś sposób to co wychodziło ze mnie na zewnątrz do świadomości, pokrywało się z tym co widziałam w programach. Pokrywało się z tymi wszystkimi manifestacjami przeciw wojnie w Wietnamie  i śpiewaniu „Give peace a chance” przez tysiące ludzi. Mówienie o eksperymentowaniu ze świadomością, ładnie współgrało z moim bardzo zarysowanym JA, bardzo wyodrębnionym z masowości społecznej.

To był okres, w którym dzieci przestają mechanicznie podążać za moralnością przekazywaną im przez rodziców i zaczynają sami jej szukać. Ja nie poszłam na łatwiznę i nie przeskoczyłam na z góry daną moralność religijną, lecz szukałam jej głębiej, stale analizując to co mówią mi wewnętrzne pokłady mojego JA. Jedni nazywają to sumieniem, inni pod i nad świadomością. Ja jednak coraz bardziej skłaniam się do jakiegoś „wnętrza”, które jest przekazane nam jako „świadomość pokoleń” czy jakoś tak to się nazywało. Jako wyewoluowane działania. Kiedy tak bliżej się zastanowić to, na to co moralność nazywa „dobrem” składają się same korzystne dla społeczeństwa czynności. Można śmiało przyjąć, że jest to przekazywane dalej jako niemal cecha gatunkowa.

Tak więc z jednej strony to moje skłonności przyczyniły się do wybrania akurat ideologii hipisowskiej. Z drugiej zaś można śmiało stwierdzić, że to ona pokierowała mnie dalej ku moim poglądom. To ona ułożyłą to, co cicho podpowiadało mi moje JA, w wyraźne hasła. A przy tym wyznaczyła sztywno moje zainteresowania muzyczne.

Nowy musical

Postanowiłam przerzucić się na nowego musicalu. [Archiwum]

Wszystko to spotkało się z pewnym ciągiem zdarzeń, usilnie przypominającym mi o moim maniakalnym pacyfizmie. A to wybory w USA i dokument o kandydatach (patrz [TU] ), a to moje wczorajsze dociekanie przyczyn katastrofy tunguskiej, dziś dokument o kulisach powstawania  Hair. Padło właśnie na musical.

Wszędzie przez moje muzyczne życie przetaczają się jacyś narkomani i zboczeńcy. Cholera nawet Bob Dylan przechodził przez okres religijnie muzycznych uniesień. Czy i ja kiedyś dosięgnie muzycznej „grzeczności” w jakiejkolwiek formie? :D

…. dopisze cos później

Zbrodnie wojenne

Taka chwila zadumy. Warto pamiętać kto w historii używał broni atomowej przeciw cywilom.

Edward VIII

Piękne imię, nieprawdaż?

Edward VIII

Nie chce oceniając ludzi po tym jakie życiowe wybory popełniają. Ciężko jest ocenić wybory etyczne, kiedy nie wiemy w jakim środowisku ktoś się kształtował i co/kto miał na niego wpływ. Jednak społeczeństwo samo z siebie generuje pewne standardy, względem których można ocenić czy człowiek jest „zły” czy „dobry”. Każdą sprawę można rozwikłać na tyle sposobów, że średnie statystyczne wnioski z wywodów zakończą się stwierdzeniem „trudno powiedzieć”.

Postać Edwarda VIII napawa mnie zadumą. Oceniając go kryteriami społecznymi, był on postacią równie dobrą jak złą.

Wątek miłosny z jego życia nadaje się na jakieś marne romansidło, ale on to zrobił naprawdę. Naprawdę zrzekł sie korony najpotężniejszego państwa na świecie i wybrał bycie 3 mężem kobiety „niegodnej” jego rodziny. Sam z miłości zesłał się na wygnanie z rodziny.

Z drugiej strony kontaktował się z nazistami i popierał ich. W obliczu obecnego potępienia dla wszystkiego co związane z III Rzeszą, nie ważne jest po co się kontaktował i dlaczego popierał, co wiedział itp, ale sam fakt. Ciekawe jakby wyglądał świat gdyby pozostał na tronie?

Czyż to nie fascynujące jak człowiek wzbudzjący taką sympatie ze względu na jeden aspekt swojego życia, może być postacią tak „złą” i niepożdaną ze wzgledu na inny? Wydawać by się mogło, że takie coś to tylko w książkach…

Tego nie zobaczysz w TV

Tego nie zobaczysz w TV … bo zaburzyło by to cel „polowania na czarownice”.. tfu „walki z terroryzmem” palestyńskim.

Ciekawe jest też to, dlaczego jedni mogą bezkarnie zbroić się w broń nuklearną, a na inne kraje się napada za dokładnie to samo: Uczestnicy konferencji ONZ w sprawie energii nuklearnej

Tym razem nie „amerykańscy naukowcy” a historyk z uniwersytetu w Tel Awiwie :D

Polecam również inne artykuły z tego serwisu ;]

A jednak istnieje!

A jednak! Poza propagandą i szopką wyborczą w USA istnieje coś więcej. BA! Nawet jest to kandydat na prezydenta. TVN24 przez przypadek „podał” to do informacji, pokazując kolejny żałosny nius z wyborów w Stanach.
Coraz bardziej mam wrażenie, że są one nie „zadumą nad przyszłością świata” (wszak dotyczą największego mocarstwa), ale kolejnym odcinkiem jakiegoś tasiemca telewizyjnego.
Niestety zapomniałam jak ma na nazwisko, ale wiem, że jest na N ;]

O co im chodzi?

„Jednak homoseksualiści to nie jedyna grupa wyłączona ze stanu kapłańskiego. Zgodnie z prawem kanonicznym, do seminarium nie zostaną przyjęte także osoby ułomne fizycznie. ”Ułomności cielesne nie pozwalające sprawować funkcji kapłańskich” to między innymi: ślepota, głuchota, brak ręki, nogi lub dłoni, a także brak palca wskazującego lub wielkiego palca u prawej ręki. Kapłan nie może być także przewlekle chory.”

Jakież to powinności ma ksiądz, które należy wykonywać najgrubszym palcem??
Ale i tak najlepsze jest to:

„Co ciekawe przyszły ksiądz nie może być też impotentem.”

A to i jeszcze więcej na: portalu bezbożnym i kłamliwym :D

Gatti di Roma

Zawsze czułam jakiś pociąg do Włoch i nie wiedziałam skąd to się wzięło.
Już wiem: w Rzymie jest ponoć cala masa kotów na ulicach i ponoć są bardzo bezczelne i nie cykają się.
A że bardziej lubię zwierzęta niż ludzi… wszak najgorszy kot ma w sobie mniej hipokryzji od najlepszego człowieka :D … nawet takiego pogromcy hipokryzji jak [JA] :D … czuje, że ocipiałabym widząc takie coś:

Gdybym była bardziej walnięta uważałabym, że jestem jednym z wcieleń jakiegoś kota… a tak nauka mi na to nie pozwala ;]

McCain *

Oglądałam dziś taki długi bardzo program dokumentalny o McCainie i Obamie. To co mnie poruszyło to słynne bohaterstwo wojenne McCaina biorące się z tego, że był więźniem przez kilka lat. W międzyczasie Wietnamczycy wiedzieli czyim jest synem i traktowali go jako narzędzie propagandowe, mówiące swym rodakom „mamy syna admirała więc jesteśmy super”. Nie mogło mu się stanąć nic złego, bo kto pozbawił by się propagandy i osłabił morale swego narodu walcząc z najeźdźcą?

Ciekawa jest również sprawa jego kariery wojskowej. Dziadek admirał. Ojciec admirał… to i synowi nie było ciężko… Gdyby nie był uszkodzony ruchowo pewnie i on byłby admirałem. A tak musiano wpychać go do polityki…

* Wcale nie uprawiam tu propagandy anty McCainowskiej, bo uważam, że to nie ma znaczenia kto będzie prezydentem. I tak kto inny pociąga za sznurki. Jedynie jestem maniakalną pacyfistką i mam wrogi stosunek do mundurowych.