Samotność

Każdy ma jakieś tam własne potrzeby usytuowania własnego ja w czasoprzestrzeni. Każdy ma jakieś tam warunki, które muszą być spełnione, żeby czuł się dobrze. Wszystko wynika z przeszłości, z warunków w jakich mieliśmy okazje rozwijać się (celowo nie napisałam wychowywać, bo to od razu kojarzy się z dziećmi).

Można mieć różny stosunek do samotności. Ja też mam swój. Samotność w moim życiu ma ogromne znaczenie. Potrzebuje samotności. Czasem tak bardzo przytłaczają mnie ludzie, że chcialabym być niezauważalna przez nich. Co ciekawe w tej całej samotności nie lubie być sama. Wiem jak bardzo dziwnie to brzmi.

Dla mnie samotność to możliwość całkowitej odrębności, życia tak jak chce i jak lubie, tak żeby nikt nie patrzył i nie interesował się tym póki sama nie zechce mu o tym powiedzieć. A jednak potrzebuje mieć ludzi koło siebie. Kiedy zostaje sama w domu czuje się fajnie przez jakiś czas. Moge robić to czego nie moge jak są wszyscy w domu. Problem się pojawia kiedy jestem sama zbyt długo. Czasem porównuje to do psów, które nie wiedzą co ze sobą zrobić w pustym mieszkaniu. Kiedy zaczyna sie robić późno/ciemno wszytsko sie nasila. To jest paskudne uczucie. Nie wiem jakbym poradziła sobie gdybym miała mieszkać sama.

Jednocześnie w tej całej samotności odczuwałam (od podstawówki chyba) potrzebe posiadania przy sobie drugiego człowieka. Takiego, który dawałby mi poczucie bycia w 100% odrębną jednostką jedynie z nim kooperującą. Taki ktoś potrzebny jest mi do tego, żeby opowiedzieć mu o moim świecie. O mojej wizji sensu życia, o Afryce, o człowieczeństwwie, o ogórkach, o mojej podświadomości.

Zawsze miałam takie wizje idealnego faceta… takiego który słucha tego jaka jestem i pomaga mi być dzikim nieoswojonym stworzeniem, który w jakiś magiczny sposób będzie pomagał mi być taką jaką lubie być.

Chyba nie do końca mi się to udało. Chyba ciężko byłoby zachować to w normalnej codzienności. Chyba zatraciłam to w momencie włączenia się we mnie potrzeby stworzenia relacji damsko-meskich. Choć czułam, że ten mój ideał też musi być mężczyzną, to zapomniałam o tym kiedy z chłopcami/mężczyznami zaczełam miec doczynienia. Ciężko mi nazwać mężczyzną kogoś poniżej 25 roku życia – i to nie z kwestii wieku, ale cech charakteru wspołnych młodym osobom. Zresztą tak samo nigdy wcześniej nie uważałam się za kobietę.

„TO” wciąż we mnie siedzi. W dalszym ciągu jestem samotnicą. W dalszym ciągu nie sile się do tworzenia jakiś relacji w pracy czy gdzie indziej. Nadal wystarczam sama sobie, lecz chciałabym być jeszcze bardziej tamtym zdesperowanym królikiem z młodości, kiedy bylam w 100% samotna, bronia do siebie dostępu i zagrzebującą się w swoim świecie. Pogubiłam się, ale chce wrócić do siebie. Tęsknie za sobą samą.

Czasem czułam się jak „Wilk stepowy” i było mi z tym dobrze… Musze w końcu przeczytać tę książkę do końca. Kiedyś była dla mnie nudna, bo „nieodkrywcza”, ale teraz może dałaby mi kopa, żeby pielgnować siebie samą i nie stawać się babsztylem.

Kompletnie nie rozumiem dlaczego potrzebowałam to teraz napisać.

Reklamy

1 komentarz

  1. j. said,

    03/01/2010 @ 04:30

    trochę podobnie czuję, choć pewnie inaczej z własną historią na karku.
    chyba wiem o czym piszesz. tzn wiem że na pewno wiem, ale patrząc przez pryzmat tego co sama odczuwam, nie mogę być do końca pewna o zbieżność odczuć.

    powodzenia w realizacji marzeń.


Skomentuj

Wprowadź swoje dane lub kliknij jedną z tych ikon, aby się zalogować:

Logo WordPress.com

Komentujesz korzystając z konta WordPress.com. Wyloguj / Zmień )

Zdjęcie z Twittera

Komentujesz korzystając z konta Twitter. Wyloguj / Zmień )

Zdjęcie na Facebooku

Komentujesz korzystając z konta Facebook. Wyloguj / Zmień )

Zdjęcie na Google+

Komentujesz korzystając z konta Google+. Wyloguj / Zmień )

Connecting to %s

%d blogerów lubi to: