Może i jestem nienormalna…

… ale zwykłe filmy o miłości i związanych z tym perypetiach mnie: nudzą, odstręczają. Chodzi o tą przewidywalność i bajkowość. Tak jakby były dla nastoletnich dziewczynek, które nie znają jeszcze życia.

Lubie za to filmy o uczuciu trudnym, wręcz patologicznym.

Ostatnio TVP pokazuje dużo filmów hiszpańskich/latynoskich. Dużo jak na TVP i jej „wyrafinowany” repertuar. Nie tak dawno pokazywali „Prawo pożądania”

Nie wiem jak to wyrazić, ale poruszył mnie ten film w sposób szczególny. Chyba chodzi właśnie o to, że uczucie w nim pokazane zostało nie przy pomocy schematu, lecz wręcz „tematu zakazanego”. A może to gra i sposór realizacji filmu uwiarygodnił emocje pokazywane. naprawde nie wiem jak wyrazić to co mnie w nim poruszyło. Może jestem nienormalna i ciągnie mnie do nienormalności?

Reklamy

Coś sie popierniczyło

Coś się popierniczyło w tym roku z zimą.

Jestem z tego gatunku ludzi, którzy nie oglądają prognozy pogody. Za to wiedzę o tym co może mnie czekać w najbliższych dniach czerpie z obserwacji otoczenia. Czasem tylko lubię spojrzeć na zdjęcie chmur nad Europą i układu niżowo-wyżowych.

Ponadto jestem z tych popierniczonych ludzi, którzy potrafią w trakcie obfitych opadów śniegu otwarcie zapowiedzieć, że jest już wiosna ;]

W styczniu/lutym pogoda zazwyczaj układa się tak, że:
– albo mamy słaby wyż i mróz na Syberii, który nie da rady wkroczyć nad środkową Europę. Wiąże się to z zalewem wilgotnego powietrza i chmur z nad Atlantyku, a co za tym idzie z na przemian padającym śniegiem i deszczem. Czasem jest jakiś mróz z nad Arktyki.
– albo na początku mroźną fale z nad Arktyki, lekką odwilż, a następnie długotrwały, silny, słoneczny, mroźny wyż z nad Syberii… i tak do marca.

W tym roku morderczy mróz już był, ocieplenie jest… ponoć zapowiadana jest dalsza, mroźna zima. Zapowiedzi te słyszę od dawna. Nie dziwie się, bo z przebiegu stycznia również bym się spodziewała tego.

A jednak moja kotka już na sylwestra zaczęła melancholijnie spoglądać przez okno (zazwyczaj robi to w marcu, jakoś 2-3 tygodnie przed śpiewającymi ptakami).

W tym tygodniu słyszałam takie małe ptaszki, pięknie śpiewające o poranku, jedne z pierwszych wiosną. Wróble też się ożywiły, choć u nich to normalne jak tylko zrobi się cieplej. Wczoraj sroki zaczęły szaleć w pobliżu mojego domu i krzyczeć na całe gardło, a nie widziałam ich od jesieni. Ptakom coś się stało. Ogłupiały do reszty!! Nie zachowują się jak podczas chwilowej odwilży, w celu podjadania przed następną falą zimna. Zachowują się jakby szykowały się do zalotów i prokreacji.

Po mojej kotce, „jakimś takim innym powietrzu” oraz ptakach szalejących i drących się jak głupie następnymi oznakami wiosny są:
– takie czarne skorupiaki budzące się i wychodzące na środek pokoi. Zawsze kilka wstanie za wcześnie i zamiast uciekać na dwór łażą mi po domu ;]
– inne zaspane, niewiedzące co z sobą zrobić owady
– dżdżownice pojawiające się nad przewodami elektrociepłowni

Jestem zmieszana i już nie wiem co myśleć o tym wszytskim ;]

Kawał antropologiczny

Dlaczego jaskiniowcy ciągali kobiety za włosy?

Bo jak ciągali za nogi to nabierały błota.

Puste hasełka

To zdumiewające jak wiele istnieje tematów, które w dość krótkim czasie doprowadzają do:
– bezsensownego szczekania na siebie,
– klasyfikowania wszystkich do 2 kategorii „za” i „przeciw”,
– usilnego starania się bycia zakwalifikowanym do pewnej grupy i powtarzania tych samych hasełek tylko po to, aby nie zostać posądzonym o bycie w przeciwnym obozie,
– zwykłych pyskówek i szczekania
– całkowitego odmóżdżenia wszystkich biorących udział w zespołowym szczekaniu.

To zaskakujące, że ludzie niby na poziomie potrafią tak bardzo mocno ograniczyć się do przyjmowania tylko pewnych argumentów, łechtających ich poczucie racji i jednocześnie usilnie starających się ośmieszyć inne, równie słuszne, uzupełniające argumenty.

To wręcz pasjonujące jak często, w takich rozmowach na chwytliwe tematy, dochodzi do usilnego wmawiania innym tego czego nie mówili/pisali, tego co niby myślą, do jakich frontów nalezą, jacy są, co wyznają.

Czy naprawdę tak ciężko zrozumieć, że nie trzeba być „katolem” żeby być przeciw aborcji, że nie trzeba być „komuchem” żeby być za czynieniem aborcji ??

Otwarcie, wprost, głośno mówię:

Osoby czyniące to co opisane zostało powyżej, oceniam jako żenujące podróby intelektualne. Człowiek intelektualny do takiego czegoś się nie zniża.

Lincz we Włodowie

Sprawa ta była kontrowersyjna od samego początku. Powodowała najwięcej zacietrzewienia (dziś to moje ulubione słowo), najbardziej oburzała, gromadziła najwięcej komentarzy. Sprawa do oceny trudna, jednak przeważnie gromadząca opinie bardzo jednostronne. Widząc jej zawiłości ciężko się wypowiedzieć. Ciężko też się powstrzymać od bronienia drugiej strony medalu w wątkach jednostronnie popierających pewna ocenę, nie widzących nic poza białością i czarnością. Bo sprawa ma jeden odcień i jest to idealnie wypośrodkowana na skali.

Do napisania tej notki skusił mnie ten komentarz. Nie chcę się jednak bezpośrednio do niego ustosunkowywać, gdyż musiałabym poprzeć „druga stronę”. Zresztą często to robię. Dziś jednak nie chcę tego robić. Mam jakieś poczucie chęci opisania wszystkiego po kolei. Dodam jednakże jeszcze jeden komentarz polityczny do tej sytuacji.

Aby dobrze zrozumieć to co chcę opisać, należy zapoznać się z moim zdaniem na temat społeczeństwa, roli człowieka w społeczeństwie oraz tego co ludziom jako społeczeństwu wolno wobec innej jednostki [dostępne TU]. Jest to zdanie bardzo ważne, gdyż to właśnie ten pogląd stoi u podstawy mojego zapatrywania się na kare śmierci, jak również linczu jako rodzaju tejże kary.

Wcześniej już wyjaśniłam, że społeczeństwo jako zrzeszenie ludzi ku polepszeniu swej doli, ma prawo określać zasady funkcjonowania w nim. Podobnie jest z innymi tworami. Tworząc kółka literackie, kluby sportowe, fundacje, mamy prawo tworzyć regulaminy i oczekiwać przestrzegania ich pod groźba usunięcia lub ograniczenia praw. Społeczeństwo jest tworem zrzeszającym o najwyższych kompetencjach. Jego prawem/obowiązkiem, jako zrzeszeniu zrzeszeń i jednostek, jest pilnowanie wolności osobistej. Wolność ta jest zdefiniowana jako możliwości wykonywania wszystkiego o ile nie krzywdzi to innych (tak w swobodnym tłumaczeniu). Do tego celu społeczeństwo wyznacza sobie prawo, czyli spis tego co wolno, należy, jest zabronione.

Człowiek ma prawo posiadać maczetę i robić z nią co chce. Może np odrąbać sobie rękę, może posiekać wszystko w swoim domu. Nie ma prawa jednak robić tą maczetą nic co by wkraczało w sferę życia i własności innych ludzi. Nie może biegać i ranić postronnych osób. Jeśli to robi, czyli sprawia zagrożenie, społeczeństwo może (a wręcz dla dobra innych musi) mu odmówić prawa do swobodnego życia w obrębie  społeczności. Cała sprawa linczu rozegrała się dlatego, że organy zobowiązane do pilnowania tego, nie dopełniły swych obowiązków.

Tu należy zadać pytanie:
Czy ludzie tworzący społeczeństwo, widząc nieporadność organów, które zostały stworzone przez społeczeństwo (prawo, sądy, policja, areszty), ma prawo przejąć odpowiedzialność w swoje ręce ??

Wydaje się ze tak. Sęk w tym, iż rzadko kiedy udaje się wykonać to w granicach prawa (gdyby się dało, organy nie byłyby potrzebne). Przykładem mogą być nielegalne manifestacje, kiedy organ jakim jest rząd/prezydent ma gdzieś ludzi i działa wbrew/na niekorzyść ich. Przykładem może być działalność wszelkich opozycyjnych organizacji podziemnych, walczących przeciw „złu”: komunizmu, nazizmu,  a działające wbrew prawu. W takich przypadkach nikt nie odważy się krytykować i domagać się respektu dla prawa.

Można powiedzieć, że w tym przypadku doszło do czegoś gorszego niż drukowanie ulotek. To prawda: miał na miejscu mord. Jednak nieuchronność wobec prawa przysługuje wszystkim w takim samym stopniu: drukującemu zakazane ulotki i mordującemu za „sprawę”. Aby było „uczciwie” należy dopuszczać oba wypadki, lub oba piętnować i karać. Albo domagamy się bezwzględnego poszanowania prawa (nawet jeśli jest złe, lub nie działa tak jak trzeba), lub przyjmujemy, że ludzie maja prawo do łamania prawa dla dobra swojego i innych.

Można powiedzieć, że nie trzeba było mordować. Wystarczyło związać i więzić. To też jest bezprawne. Wszystko co mogli zrobić Ci ludzie, nie żyjąc jak owieczki czekające na rzeź i ewentualne załatwienie sprawy samoobroną, było bezprawne. Za wszystko należałaby się im kara.  Mieli siedzieć i czekać aż ktoś nawinie się pod maczetę? Mogli, lecz na ich miejscu każdy zbuntował by się przeciw prawu, lub przynajmniej myślałby o tym. Nie każdy w taki sposób.

Mamy więc dwa fronty:
– jeden opowiadający się za bezwzględnym szanowaniem prawa, nawet jeśli chroni kogoś, kto prawa nie szanuje, co prowadzi do dalszej możliwości łamania prawa i krzywdy osób niewinnych
– drugi opowiadający się za braniem prawa w swoje ręce w sytuacji „obrony” (nie wiadomo kogo, na pewno nie obrony własnej), nawet za cenę postępowania dokładnie takiego przed którym broni się kogoś/czegoś.

Spójrzmy jednak na samych sprawców linczu. Czy różnili się czymkolwiek od recydywisty z maczetą? Byli zdolni zamordować i sprofanować zwłoki człowieka. Byli chojrakami, bo mieli przewagę. Dopuścili się zabójstwa z zimną krwią. Mogli przecież związać i przetrzymywać tego starszego człowieka, aż ich wielki obrońca na stanowisku (Zbigniew „Zero” Ziobro) zajmie się sprawą.

Jakoś nie potrafię nie czuć pogardy do kogoś zdolnego do takich czynów. Bez względu czy to jest ktoś kto dokonuje linczu, idzie do wojska i wyjeżdża na wojnę bezpośrednio go niedotyczącą i wątpliwą moralnie, sędzia skazujący na kare śmierci, kat wykonujący ją, osoba domagająca się kary śmierci. Bez względu czy ktoś dokonuje morderstwa, lub jest mu przychylny. Człowiek nie ma prawa ingerować w kwestie życia i śmierci, bo nie jest to w jego kompetencjach. A już szczególnie jeśli robi to z zemsty i do tego usprawiedliwia się jako „dobry człowiek”. Mordując morderce sam staje się mordercą. Do takich ludzi czuję wyjątkową pogardę, raz za czyn, dwa za hipokryzję.

Mamy więc do czynienia z grupą morderców mordujących morderce. Za sam mord należy się im pogarda i kara. Oni jednak bywają uważani za bohaterów. Patrząc z drugiej strony: czy nie stali się tylko narzędziem społecznym do wykonania czegoś, czego nie potrafiły odpowiednie instytucje?

Jak w tak zagmatwanej moralnie sprawie ocenić wyrok? Uważam, że to dobrze, że karą jest bezwzględne więzienie. Nie potrafię jednak powiedzieć, czy kara jest za niska, czy za wysoka. Czuję pogardę dla tych ludzi za to czego potrafili dokonać (tego ŻE potrafili), jednak widzę czynniki łagodzące.

Jedyne co można stwierdzić z pewnością to to, że porażkę poniosły instytucje, że system jest niewydolny, że jednostka jest w pułapce tego co powinno ją wspierać.

W tej sprawie wszytsko i wszyscy są zli. Wszyscy i wszytsko zasługuje na kare. Ale też wszytskich i wszytsko da się jakoś usprawiedliwić.

Czy to byli „neo”, czy „post” czy cokolwiek … ??

Przy okazji polecania wam, poleconego mi bloga i wpis, postanowiłam przedstawić tu szerszej publiczność takie oto cudo (dostępnego również na powyższym blogu)

Usiądźcie wygodnie i trzymajcie się ;]

Jestem uzależniona

Ja lubię zdawać krew, osocze, ale najbardziej płytki. Jestem chora psychicznie ;] To naprawdę sprawia mi jakąś dziwną przyjemność. Zresztą o przyczynach tego, dlaczego to jest przyjemne pisałam już trochę [tu].

Chyba potrzebuje „czuć się potrzebna”. A może to dlatego, że nie lubię swojego życia. Odechciało mi się wszystkiego co kiedyś sprawiało mi przyjemność, a było tylko moje. Teraz chyba rekompensuje sobie to „byciem dobrym”. Kiedy przestaje się lubić swoje życie i zaczyna się żyć „dla innych”, bo gubi się sens swojego życia, można popaść w uzależnienie.

Chyba poprostu trochę się pogubiłam ostatnio i musze wpaść w nowy rytm życiowy. Za starym rytmem tęsknię, ale jakoś nie mam na tyle silnej motywacji, żeby nim żyć … wkońcu przecież jestem coraz starsza i to co było ciekawe wtedy, już jest nieważne.

Super-hiper higieniczne laleczki – część 1

Dziś będę bardzo wredna i powiem wprost co myślę.

Mężczyzna, jak każdy samiec, ma na karku kilka zadań życiowych, bardziej lub mniej związanych ze sportem. Sport, jak wiadomo, jest związany z potem. Pot jak wiadomo śmierdzi. Mężczyzna, jak każdy samiec, produkuje testosteron, który wzmacnia pot. Samiec aktywny to samiec wydajny. Mężczyzna jako wydajny samiec produkuje dużo potu. Dla kobiety jako celu docelowego, spocony samiec jest atrakcyjny, bo jest bardziej aktywny i wydatniejszy, a co za tym idzie ma lepsze geny. Dlatego właśnie w pocie mężczyzn są związki działające na kobiety przyciągająco i ekscytująco, nawet jeśli śmierdzi niemiłosiernie.

Kobieta jako typowa samica, ma na celu siedzenie w jaskini i niańczenie potomstwa. Nie biega za zwierzem, nie ucieka przed zwierzem, nie targa mamuta do jaskini. Siedzi i czeka. I w późniejszych wiekach kobieta była bardziej pasywna i nie śmierdziała tak bardzo. Utarło się, że kobieta ma siedzieć i pachnieć.

Współczesna kobieta chcąc być kobietą kobiecą musi sprostać stereotypom. Musi być czuła, delikatna, ponad wszystkim co doczesne, nieskazitelna i niepokalana, czysta i higieniczna. Nie dotknie się taka do byle czego, bo toż to obrzydliwe… fuj!

Nowa moda na zdrowy styl życia wymusza na kobiecie kobiecej dbanie o swoją sylwetkę, wszak schudnąć zawsze można, nawet jak nie ma z czego. A najważniejsze jest żeby po marudzić, że trzeba schudnąć i nasłuchać się „wcale nie musisz, weź przestań”… wszak nic tak nie poprawia humoru.

Kobieta kobieca idzie zatem na siłownie. Jakież to stresujące dla niej. Staje biedaczka na sali ze sprzętem, a tam całą masa brudnych, spoconych mężczyzn. Mężczyźni kładą się, opierają o sprzęty swymi spoconymi koszulkami. Siadają na ławeczki i inne sprzęty spoconymi spodenkami. Makabra!! Kobieta kobieca nie może mieć styczności z czymś, co miało kontakt z brudnym, nieczystym samcem!!

Kobieta kobieca wpada na pomysł z ręcznikiem. Może nie wpada, ale podpatruje na filmach i reklamach, tudzież czasopismach. Eureka! Można pójść na siłownie i podkładać pod siebie reczniczek. Co prawda służy on do wycierania potu z czoła, ale co tam.

Zatem kobieta kobieca idzie na siłownie, wsiada na rowerek, wyciera pot z czoła, schodzi z rowerka i kładzie już przepocony ręczniczek na jakiejś ławeczce, ćwiczy, wstaje i idzie na inną ławeczkę (nie pilnując na która stronę wcześniej kładła ręczniczek), ćwiczy, wstaje, ociera pot z czoła… i tak kilkakrotnie.

Przeanalizujmy teraz proces przenikania złego, niegodziwego potu na ciało kobiety niekobiecej:

przepocona ławeczka -> koszulka kobiety niekobiecej -> kobieta niekobieca

Jak widzimy: pot nie ma żadnej bezpośredniej styczności z ciałem kobiety niekobiecej. Należy zauważyć, że nie analizujemy zdolności przenikania paskudnych zarazków z paskudnego potu przez materiały wszelakie.

A jak to wygląda w przypadku kobiety kobiecej?

przepocona ławeczka -> przepocony ręczniczek -> przepocona koszulka kobiety kobiecej -> kobieta kobieca

Z pozoru problem jest zażegnany. Zarazki i pot ma podwójną zasłonę i nie przedostanie się tak szybko na idealne ciało kobiety kobiecej…. ale zaraz zaraz!!!! Co kobieta kobieca robi przy następnej ławeczce!! Ratunku!!

przepocona ławeczka -> przepocony ręczniczek -> twarz kobiety kobiecej

Cholerka… kobieta kobieca przegrała walkę z zarazkami i potem. Już na zawsze będzie zbrukana potem ze spodenek jakiegos przypadkowego faceta.

Super-hiper higieniczne laleczki – część 2

Kobieta kobieca ma ciężkie życie. Wymogi higieny są nieubłagane. Sterylna czystość jest wymogiem kobiety kobiecej, której niegodny jest żaden zarazek, żadne mikroskopijna poczwara, żadne niewidoczne <brzydki wyraz>

Kobieta kobieca, tak delikatna i czysta, nie bierze nigdy w życiu nic do ust! Żadnego ołówka, żadnego długopisu! Szczególnie palców!

Zdesperowany Królik miał kiedyś nieprzyjemność dostać nauczkę od takiej nieskazitelnie czystej, jako że jak zwykle obgryzał ołówek na wykładzie. Jakież to wstydliwe dla niego zdarzenie, do dziś nie mogę się otrząsnąć. Coś go jednak drgnęło na następnej przerwie, kiedy nieskazitelnie czysta kobieta kobieca postanowiła zjeść mandarynkę. O dziwo – nie umyła wcześniej rąk. BA! Nawet nie wie jak myć raczki, żeby były nieskazitelnie czyste. Wszak nigdy nie była na żadnym sanitarnym szkoleniu. Coś zakuło Zdesperowanego Królika w główce, coś zaczęło się dziać. Musiał to przeanalizować.

Spójrzmy jak wygląda droga złego zarazka, mary nieczystej, z wszystkiego co brudne w auli i piórniku do ust brudaski:

brudny ołówek w brudnym piórniku -> brudny ołówek na brudnym stole -> usta brudaski takiej jak ja

Zgroza!! Makabra!! A kysz!!

Spójrzmy jak wygląda droga złego zarazka, mary nieczystej, z wszystkiego co brudne w auli i piórniku do ust nieskazitelnie czystej jedzącej mandarynkę:

brudny ołówek w brudnym piórniku -> rączki nieskazitelnie czystej -> brudny ołówek na brudnym stole -> rączki nieskazitelnie czystej -> mandarynka obierana przez rączki nieskazitelnie czystej -> usta nieskazitelnie czystej

Zdesperowany Królik myślał nad tym długo i namiętnie, analizował wszelkie sposoby pozbycia się paskudnego zarazka z dłoni nieskazitelnie czystej. Zdesperowanemu Królikowi wyszło tylko jedno: nie ma różnicy, czy zarazka przetransportuje się na ołówku, czy mandarynce.

Od tamtej pory Zdesperowny Królik gardzi taką fałszywą higienicznościa… woli zostać brudesem i nadal gryźć swoje ołowki.

100.000 napromieniowanych dzieci

Nie wiem co bardziej zadziwia i wydaje mi się niewiarygodne:
– to, że coś takiego mogło się stać
– to, że pokazano to w telewizji w Izraelu [źródło]

Pierwsza możliwość nie dziwi tak mocno… Tyle się przecież mówi o zagładach i ludobójstwach. Ot – kolejne. Nie pierwsze i nie ostatnie. Człowiek to takie podłe zwierze, że tylko na zagładę zasługuje. Nienawiść się szerzy wszędzie i wydaje się niemożliwe, aby na świecie zapanował pokój. Każdy kat kiedyś tam w swej historii był ofiarą, każda ofiara będzie katem…

To, że pokazano to w TV w kraju oskarżanym o uczestnictwo w tym? To jest dopiero dziwne. Wydaje się, że każdy kraj wybiela swoją historię jak może. A tu samo dokopanie sobie… nadziwić się nie mogę.

Kwestia równouprawnienia

Tyle się mówi o równouprawnieniu, więc i ja co nieco napiszę.

Istnieją w Polsce urzędy do spraw równouprawnienia i wszelakich praw rodzinnych itp, jednak nie bardzo zajmują się one sprawami równości mężczyzn wobec prawa, społeczeństwa, rodziny. Jedną z takich kwestii jest prawo do opieki nad dzieckiem.

Podaje się, że opiekę nad dzieckiem dostaje około 3% ojców w Polsce. Mówi się, że ojcowie najczęściej nie chcą opieki, jednak nawet jeśli jest to połowa to i tak wielu ojców jest pokrzywdzonych przez polskie sądy. Należy też zwrócić uwagę na to, iż społeczne wymogi (którym wielu hołduje, a jeszcze więcej potrafi wymóc na niepokornych) wymagają, aby to matka zajmowała się dziećmi, wszak ojciec w kuchni i pieluchach to widok niemęski. Ilu mężczyzn naprawdę nie chce uczestniczyć w wychowaniu dziecka, a ile nie chce zbyt mocno, bo nie wypada? Ilu godzi się na oddanie dziecka, bo tak trzeba, a ilu ze zrezygnowania, bo wie, że nie ma szans?

Mężczyzn po rozwodzie pokazuje się jako niepłacących alimentów, manipulujących na rzecz niskich alimentów, uchylających się od spotkań z dzieckiem? A ile % kobiet obciążonych alimentami je płaci i jakie są to sumy?

Ciekawy jest przykład z poprzedniego roku czy 2 lata wstecz (??) z dnia kobiet. Ojciec posiadający obywatelstwo belgijskie i mieszkający tam, zabrał swoje dziecko (również z obywatelstwem belgijskim) do siebie. Zabrał je od matki, która przetrzymywała dziecko (posiadające również obywatelstwo polskie) u siebie w domu. Kobieta ta, utrzymująca się w dużej mierze z zarobków ojca dziecka, przetrzymywała dziecko siłą. Decyzji sądu o całkowitym prawie do opieki przez któregokolwiek z rodziców nie było, zatem prawo to należało do obojga w równym stopniu. Prasa jednak podchwyciła temat i przedstawiała go w sposób jak najbardziej medialny. Otóż ojciec dziecka został oskarżony o porwanie i wywiezienie, ścigała go policja w całym kraju. Szamotaninę z matką dziecka, która nie chciała oddać go prawowitemu ojcu, przedstawiono jako „użycie siły”. Cóż za ironia losu, że działo się to dokładnie 8 marca, kiedy kobiety wykrzykują jak im źle i niedobrze. W dniu, który mija pod sztandarami „równouprawnienia”, dokonało się szkalowanie prawowitego ojca za zgodne z prawem działania i wybielanie niewinnej mamusi. Parę dni później, kiedy matka pogodziła się z ojcem, już takiego ataku nie było. Ataku na kobietę, przez furie której zapłacili podatnicy (za wszczęcie akcji policyjnej). To był piękny przykład tego jak równy w Polsce jest ojciec, a jak równiejsza jest matka.

W obliczu takiej jawnej dyskryminacji cieszą takie inicjatywy jak Stowarzyszenie na rzecz Poszanowania Prawa Dzieci i Rodziny „Ojcowie.pl.

[źródło]

Papierochy

Dziś natchło mnie na fajeczki ;]

Moja rozprawa będzie tyczyła się zakazu/nie0zakazy palenia w restauracjach i klubach. Natchnął mnie do tego pewien artykuł i komentarze pod nim widniejące, nie przedstawiający jednak żadnej wartości czytelniczej, dlatego go tu nie przytoczę.

Teza: ni jak nie da się udowodnić słuszności lub niesłuszności palenia, gdyż argumenty obu stron są całkowicie nieobiektywne i łatwo podważalne.

Rozwinięcie: przyjęto w formie argumentów (nieuporządkowanych w żaden sposób) oraz  kontrargumentów tuż pod nimi.

1. Istnieje zasada wolności i samodecydowania o sobie. Zakaz palenia narusza wolność palących.

Tak. Ale dym tytoniowy nie oddziałuje tylko na osobę palącą, ale też innych w około. Inne osoby mają wolność osobista, czyli nie wdychania dymu jeśli sobie tego nie życzą. Palenie w miejscach publicznych narusza ich wolność.

2. Palenie w miejscach publicznych godzi w prawa osób niepalących. Człowiek może szkodzić tylko sobie. Kiedy jego wolność osobista (tu: wolność do palenia, palenie nie jest zakazane) narusza wolność innej osoby (tu: wolność do niepalenia, niekontaktowania się z dymem tytoniowym) należy wprowadzić prawo broniące praw tej drugiej osoby.

Tak, ale kiedy w danym lokalu zgromadzi się grupa osób palących i stanowi ona większość, sama sobie nawzajem nie odbiera swobód obywatelskich. W tym przypadku nakazanie im abstynencji tytoniowej godzi w ich swobody jak i w demokratyczne prawo większości.

3. Zakaz palenia jest bezsensowny, gdyż to właściciele powinni decydować o tym co można, a czego nie można w ich lokalach.

Tak właśnie jest teraz. Nie ma nakazu prowadzenia lokali wyłącznie dla palących. Jednak w praktyce okazuje się, że osoby niepalące chcące wyjść do pubu lub klubu nocnego, nie mają gdzie się podziać, gdyż takich pubów/klubów nie ma.

4. Osoby niepalące chcące wyjść do pubu lub klubu nocnego, nie mają gdzie się podziać.

Nie ma nakazu tworzenia lokali dla palących. Usługi żyją prawem podaży i popytu. Bardziej opłaca się prowadzić lokale z dowolnym paleniem na całym terenie. Cóż – kapitalizm. Poza tym co miałaby zrobić grupka znajomych z których cześć pali, część nie. Odpowiedź może być jasna: pójść do lokalu dla niepalących. Praktyka pokazuje jednak,  ze w takim przypadku impreza przenosi się na dwór gdzie palący palą, a niepalący rozmawiają, bo nudno im przy stoliku.

5. Powinny powstać sektory dla palących i niepalących.

Co to da bez systemu wentylacji uniemożliwiającego przedostawanie się dymu poza sektor dla palących. Istnieją obecnie takie pomieszczenia z sektorami i mało dają, bo odpowiedni system wentylacji jest drogi. Poza tym warto zwrócić uwagę, że znaczna część lokali typu puby/kluby nie powinna zostać dopuszczona do użytkowania, właśnie ze względu na brak odpowiedniej wentylacji. Gdzie ma usiąść grypka mieszana?

6. „Nie palę. Dlaczego mam wdychać dym tytoniowy?”

Nie jeżdżę samochodami. Dlaczego mam wdychać równie trujące spaliny, produkowane w znacznie większych ilościach? Dlaczego nie zakazać przemieszczania się samochodami osobowymi? Ilość spalin (trujących mnie i ograniczających moje swobody do życia zdrowego i nietrucia mnie) przypadających na jedną osobę poruszającą się komunikacją miejska jest kilkakrotnie mniejsza niż przypadająca na jedna osobę poruszającą się samochodem osobowym.

*) Pomijam argumenty o płaceniu za leczenie chorób, które mogą (ale nie muszą) być wywoływane przez palenie. To prawda, że kosztuje to dużo. Dużo kosztuje też utrzymywanie leczenia niepalących emerytów przez około 25-30 lat. Państwo nie dość, że dużo zarabia na akcyzie (stanowiącą masakrycznie dużą część ceny paczki papierosów), to jeszcze „oszczędza” na przedwczesnych zgonach palących. Tu jednak należałoby znaleźć odpowiednie badania, a takowych nie znam.

Zakończenie: Rozmowy na temat zakazu palenia są bezsensowne i do niczego nie prowadzą. Tam gdzie każde rozwiązanie godzi w czyjeś swobody, ktoś musi być poszkodowany. Wychodzi na to, że niedługo poszkodowanymi będą palacze. W zasadzie po kilkudziesięciu latach „krzywdzenia” niepalących będzie to rozwiązanie sprawiedliwe ;]

To juz jakieś 16 dni

Już jakieś 16 dni nie mam nic ciekawego do napisania. Pochłonęłam się w intelektualnym marazmie wewnętrznym i chętnie zajmuję się resztą świata i filmami. Od kiedy przestawiłam się na nocny tryb życia odkryłam, że w TV czasem są całkiem ciekawe filmy. Na temat tego programu nie będę się wypowiadać, bo chce to zostawić dla siebie, ale gorąco polecam. Poza tym mam zamiar zmienić życie (wrócić do poprzedniego) i ciągle opracowuje szczegóły. Taki spokój mnie teraz napadł… idę się nim delektować ;]