OJP

Ostatnio ciągle jestem zbulwersowana. Dziś znów przez Gazetę.pl, tym razem wydanie lokalne.

Policja: Pseudokibice czerpali korzyść z nierządu

To tytuł artykułu. A teraz akapit gdzieś w środku:

Jak powiedział rzecznik podlaskiej policji Andrzej Baranowski, akcję przeprowadzono w dwóch agencjach towarzyskich w Białymstoku, przeciwko osobom ułatwiającym i czerpiących korzyści z cudzego nierządu. Zatrzymano 6 kobiet i 5 mężczyzn.

Czy teraz każda interwencja będzie zaczynała się od pytania zatrzymanego o jego ulubiony klub piłkarski?

Czekam z niecierpliwieniem na informacje: „Głosami kibiców klubu X przegłosowano w sejmie projekt ustawy Y”

Gazeta mi płaci

„Gazeta mi płaci” – ktoś taniego nicka ma na forum. Bardzo mi to pasuje do tytułu dzisiejszego wpisu. Kiedyś pisałam o medialnej prostytucji lokalnego wydania gazety wyborczej. Dziś napisze o Agorze w wydaniu ogólnokrajowym.

Całkiem niedawno Agora prowadziła akcję dokopywania Biedronce poprzez swoje organa: Gazetę Wyborczą oraz blogi swych dziennikarz, a wszystko to umieszczane było na pierwszej stronie ich medialnej prawej ręki: portalu gazeta.pl

Nagonka miała rożne formy:

– na blogach i raz w pseudo-wywiadzie z sklepikarzem winiarskim (błędnie nazywanym „winiarzem”) uprawiano akcję deprecjonowania win z Biedronki. Wpisy były niby neutralne, jednak na koniec zawsze z przytykiem pisano o tym, że jednak są to wina kiepskiej jakości.

– pojawiało się dużo bezsensownych artykułów o dyskontach (ile zarobiły w ostatnich latach) z koniecznym przypomnieniem, że kiedyś tam na początku istnienia marki, w którymś tam sklepie dochodziło do nieprawidłowości. Jednocześnie nie przedstawiano obecnej sytuacji pracowników w sieci i innych jednostkach handlowych.

– raz pojawił się cudowny pseudo-reportaż o tym, że jakiś bogacz kupuje srajtaśmie w drogiej sieci, bo po srajtaśmie widać jego wysoki poziom osobowościowy, a menelstwo i skrajna biedota kupuje chłam w Biedronce.

– artykułach o tym, że związkowcy jada  do Platiniego bronić kilkudziesięciu lewusów, którym biedronka nie przesłużyła umów, jednocześnie mając gdzieś pozostałe kilkaset osób nie płacących składek związkowych.

Wszystko to miało odnośniki na stronie głównej w czołowym miejscu, ukazywało się średnio 2-3 razy w tygodniu. Ustało równie nagle jak się zaczęło.

Można się domyślić, że wszystko było przyczyną wykupienia nagonki. Pytanie: przez kogo?

Jakiś czas temu było całkiem dużo artykułów o tym, że Carrefour zamierza odejść od strategi marketów mniejszych bądź hiper i przemienić się w sieć dyskontów. Dużo było też o Tesco i planowanemu przejęciu Żabek. Tego można się tylko domyślać.

Nie minął miesiąc i mamy całkowite odwrócenie wizerunku Biedronki. Tym razem Agora oburza się na to, że Jarosław Kaczyński nazwał Biedronki sklepami dla najuboższych (co również wynikało z pseudo-reportażu). Mimo, iż newsy mają formę oficjalnych notek informatycznych, to widać to doskonale na forum. Na głównej stronie znajdują się odnośniki do „najciekawszych dyskusji”. Oto te najciekawsze dziś:

Co ciekawe: gazeta.pl niedawno blokowała rozmowy na „Forum Kobieta” o debacie o OFE, bo jest „Forum Kraj” do tego typów rozmów. Nie pozwala też rozmawiać na inne polityczne tematy na forach tematycznych (bo Forum Kobieta takim ponoć jest). Dziś nie dość, że pozwala, to jeszcze zachęca.

Jak to mawiał któryś z prezydentów USA: „wszyscy kupujemy w Biedronce” … dziś

Naturalność

Kiedyś… na jakimś forum… ktoś… wkleił linka do ciekawego zjawiska. Była to strona internetowa na której młode dziewczyny manifestowały swój naturalizm. Robiły to nago w otoczeniu dzikiej natury pokazując dumnie swe niewygolone nogi, pachy i łona. Zdjęcia były stylizowane na ukazujące piękno niewinnych nimf z powiewającymi włosami na wietrze. Jak można się domyślić, dziewczyny te należały do subkultur punkowo-reegowo-niewiadomojakich, taka typowa młodzież zbuntowana przeciw temu jak zorganizowany jest świat.  To co dotknęło mnie tak mocno, że do dziś nie mogę o tym zapomnieć to taki paradoks: dziewczyny tak pragnące naturalności, że gotowe ukazać się nago w internecie, miały poprzekłuwane najróżniejsze części ciała, a niektóre nawet tatuaże samoróbki. Co jest bardziej naturalnego w przekłuciu wargi, brwi, nosa, pępka niż w ogoleniu pachy?

3 Króli, czyli czego nie cierpie w zacietrzewionych „ateistach”

Niektórzy wyznają zasadę lizania tyłków współbratymcom ideowym i przymykania oczu na ich kretynizm. Inni najbardziej właśnie tego kretynizmu nie znoszą. Ja należę do tej drugiej grupy, dlatego też tak strasznie razi mnie jak osoby podające się za „ateistów”, a w rzeczywistości będące tylko antyklerykalne, szczekają zacietrzewione na wszelkie przejawy życia katolickiego. Nie religijnego, bo przecież dla takich ludzi inne religie, np buddyzm, to samo dobro wymagające tolerancji, a nawet zachwytu.

Wczoraj (dla najbardziej zacietrzewionych również 24-26 grudnia) odbywał się taki właśnie seans „2 minuty nienawiści”. Na wszelakich forach różni ludzie narzekali jaka to niesprawiedliwość, że wczoraj nie pracowali. Ale nie to jest najgorsze. O wiele bardziej groźnym zjawiskiem dla ich życia jest niemożność pójścia do sklepu. A pomysły, by w każdą niedzielę sklepy były pozamykane to największa zbrodnia na ludzkości.

Zastanawia mnie tylko jak zareagowaliby ci narzekający, gdyby z powodu odchodzenia od Katolandu i laicyzacji kazano im iść do pracy w niedzielę. Chciałabym zobaczyć co wtedy będą pisać na forum te wszystkie panie i panowie biurowi i urzędowi, nie mówiąc o nauczycielach.

Antyreklama

Od wczoraj jestem za totalnym zakazem reklamowania tabletek i innych preparatów lekopodobnych. Doprowadziła do tego pewna reklama.

Już było dobrze, już pojawiło się to miłe uczucie, że świat nie schodzi na psy i jednak jakąś rozsądność można w nim dostrzec. Pojawiła się reklama środka dla dzieci na przeziębienie czy coś podobnego, w której było jasno powiedziane, że to jest preparat silniejszy, a więc „to samo działanie, mniejsza dawka”. Podbudowało mnie to trochę, bo moda na spożywanie tabletek z byle powodu nie jest tym co powinno się propagować. Bo do tej pory reklamowano suplementy i leki przeciwbólowe na zasadzie „lepsze bo mocniejsze”. Szkodliwość lekomani jest nie mniejsza niż spożywanie alkoholu co jakiś czas, wiec dlaczego ma być to traktowane inaczej?

Wczoraj do moich oczu dotarła reklama BluMAG Jedyny. Jeśli ktokolwiek to czyta powinien zapamiętać tę nazwę ku przestrodze, właśnie po to dopuszczam się karygodnej antyreklamy :-)

Reklama jak i nazwa produktu bezpośrednio mówi, że jest to jedyny preparat z magnezem, który zapewnia 100% zapotrzebowanie na pierwiastek. Wspomniane jest też coś o zwiększeniu tego zapotrzebowania przez ministra, ale o tym nie będę się wypowiadać, bo nie wiem w jaki sposób minister to określa. Mi wydawało się, że to wynika z badań naukowych, a nie rozporządzeń. Reklama pośrednio sugeruje, że ktoś przyjmuje 15% i źle się czuje, ktoś inny przyjmuje BluMag i jest szczęśliwy. Robi się ludziom sieczkę z głowy. Stwarza się wrażenie, że muszą dostarczać dane substancje poprzez tabletki, zapominając, że do przyjmowania witamin, mikro, makro i ultraelementów służy wynalazek ewolucji, czyli spożywanie ich wraz z jedzeniem. W tej akurat reklamie już mówi się, że nie starczy domineralizowanie, ale pełna suplementacja. No i ta nazwa produktu: coś tam coś tam JEDYNY.

To się nadaje do rozpatrzenia kilku instytucjom: tych zajmującym się etyką i rzetelnością reklam, tych zajmujących się  zdrowiem i ochroną pacjentów. Ktoś inny natomiast powinien zająć się ustawą uniemożliwiającą koncernom farmaceutycznym tworzenia kłamliwego poczucia konieczności suplementacji i propagowaniu „mody” na nią.

Tomek i muchomorek

Serwisy informacyjne muszą walczyć z coraz większą konkurencją. Nie dziw, że sięgają po coraz mniej wybredna publiczność. A jak o takowych walczyć? Trzeba tworzyć seriale niusowe łatwe i chwytliwe. Skąd takie wziąć? a no można z najzwyczajniejszej historii zrobić melodramat (najlepiej z sensacją w tle. Kiedyś pisałam o nagonce na biednego ojca, który chciał mieć dziecko przy sobie i nie chciał zostawić go przy nierobie-matce. Teraz media serwują nam melodramat pod tytułem „Tomek i muchomorek” i co dzień maltretują nas informacjami o tym. Niedawno wszyscy się ekscytowali tym jak szybko znalazła się wątroba dla Tomka. Och i ach i w ogóle… i bez mediów nie było by tak szybko…

Tylko, że mała refleksja:

Transplantologia ostatnio kuleje i na przeszczepy od niespokrewnionych się trochę długo czeka. Ciekawe kto właśnie zajął upragnione pierwsze miejsce w kolejce po tę wątrobę? Ciekawe kiedy będzie następna? Ciekawe czy doczeka jej?

Pokrzywdzonemu przez media i bezmyślnych jełopów (bez podaży nie ma popytu) życzę zdrowia.

Nie jestem na NIE!

W niektórych kwestiach naprawdę czuć we mnie upartość. Sama to czuje. Niektórzy sugerują, że na siłę jestem anty-. To prawdę, że kwestionuje bardzo dużo z tego co mnie otacza w społeczeństwie. Cała nauka opiera się na kwestionowaniu wszystkiego co odkryto do tej pory. Stąd się bierze postęp. Dlatego w nauce ludzkość osiągnęła tak dużo, dlatego w kwestiach społecznych nie żyjemy mentalnie w jaskiniach. Zawsze należy pytać dlaczego i po co… i ośmieszać to co nielogiczne i nieracjonalne.

Tym co zawsze wywoływało we mnie ostry sprzeciw było puste powiedzenie, że  (…) należy się szacunek. W wykropkowane miejsca pojawiają się różne pojęcia w zależności od sytuacji: kobietom, starszym, blablabla. Z jakiej kurde racji?? Dlaczego to, że ktoś jest stary ma mu przysparzać jakichkolwiek cech godnych szacunku? Ten ktoś równie dobrze mógł podczas II wojny światowej zapędzać żydów do stodoły, wydawać sąsiadów okupantom, po wojnie donosić na kolegów z pracy i niszczyć im życie. Mało tego: powiedzenie, że szacunek starszym się należy jednocześnie samo w sobie sugeruje, że młodszym się nie należy. A przecież to jaki jest człowiek, co sobą prezentuje i jak to należy oceniać nie jest uwarunkowane wiekowo. Jestem nawet skora do braku szacunku dla ludzi, którzy tak mawiają i uważają, bo nie uważam żeby na szacunek zasługiwali ludzie, którzy sami nie szanują innych. Powiem inaczej: tacy mają u mnie wielkiego minusa.

Z okazji niedawnego wypadku samolotowego mój umysł automatycznie zbuntował się przeciw innemu pustemu frazesowi: o zmarłych albo dobrze albo wcale. Toż to jest jeszcze bardziej idiotyczne. Okazuje się, że dla niektórych śmierć to najlepsze co mogą zrobić w swoim życiu. Okazuje się, że ocena człowieka zależy od jego stanu. Jeśli jest żywy to należy oceniać go za jego postępowanie i jeśli jest ono złe to krytykować, krytykować, krytykować. Jeśli ktoś jest nieżywy to automatycznie staje się dobry. Ciekawe czy ze zbrodniarzami po śmierci dzieje się to samo :-)

Zastanawia mnie skąd w ludziach tyle bezmyślności, bo nie wiem jak inaczej nazwać przyjmowanie do siebie pewnych haseł bez krzty zastanowienia się nad tym co oznaczają. Nie rozumiem też dlaczego wszelkie próby rewizji tych bezsensownych frazesów są tak nerwowo przez niektórych atakowane. Wystarczy poczytać to co wypisują na forach zwolennicy frazesów w obliczu ostatniego wypadku samolotowego… Zatrważające jest to, że ludzie najczęściej mówiący o szacunku, najmniej go przejawiają  wobec innych…

A może ja po prostu zupełnie inaczej pojmuje słowo „szacunek”?

Wyższość kobiet nad mężczyznami.

Mam internet na święta. Chciałam od dwóch dni już tyle napisać, ale przytłaczało mnie to, że mam tyle w głowie.

Kiedyś tam chciałam napisać o Beacie Sawickiej. Oglądałam wywiad z nią przeprowadzony przez Tomasza Lisa. Warto zauważyć, że wywiad bardzo mocno wyreżyserowany i  autoryzowany. Wywiad, który miał wybielić ja. Beata Sawicka nakreślała się w nim jako biedna, skrzywdzona istotka, osobę którą wykorzystano, grano jej uczuciami. Ona – dobra i szlachetna, chciała tylko pomóc przyjacielowi, który okazał się… Lis co prawda zadał jej jedno pytanie zaburzające jej wybielanie, lecz nie ciągną kwestii jak prawdziwy reporter zasługujący na nagrody, lecz jak sprzedawczyk medialny, który działa z odgórnych nakazów.

Oglądałam ten wywiad z zachwytem. Nie zwracając uwagi na to co mówiłą Beata Sawicka (bo nie było warte uwagi) dało się zauważyć czystą, wyrafinowaną kobiecą grę. Coś czego nie potrafią robić mężczyźni. Próbę przedstawiania siebie jako słabą, delikatną, wykorzystaną. Coś co każda kobieta robi w każdej nadażającej się okazji przeciw mężczyznom nienauczonych tak wykwintnych technik manipulacji. Coś co również jest wykorzystane w sprawie Barbary Blidy.

Kiedyś czytałam gdzieś, że to wszystko przez poporodowe uderzenie testosteronu na móżg noworodka. Samce ponoć przez to później uczą się technik manipulacji, takich jak coś co ładnie nazwano „wykluczeniem społecznym”. Czy to prawda czy nie, na co dzień widać jak na dłoni, że kobiety są bardziej zaawansowane w niecnych metodach. A najfajniejsze jest to, że mężczyznom się wydaje, że to oni rządzą światem :-)

Kaczy kuper

2krzesłaNiektórzy popełniają wyjątkowo dużo gaf. Niektóre z tych gaf są niesamowicie żenujące. Jedna z nich jest Artur Borubar i Roger Pererio. Nie dość, że jest wyrazem lekceważenia tego czym emocjonuje się duża część rodaków, to jeszcze wskazuje na problemy z nietolerancją alkoholu (bo wątpię, żeby takie przejęzyczenie było efektem tylko pomyłki oraz, że pozwolili by na to spece od wizerunku).

Żenujące jest jednak jeszcze coś: szukanie takich gaf na silę, wyśmiewanie na silę. W ubiegającym tygodniu hitem było to zdjęcie, choć nie wielkiej wagi (na co wskazywało umiejscowienie tego niusa w serwisach mniejszej „powagi”).

Co takiego mnie w tym żenuje? Zachowanie ludzi, którzy wyśmieli prezydenta zakrywając tym swoje kompleksy.

Co ja widzę na tym zdjęciu? Próbę wyjścia z niezręcznej sytuacji w jakiej postawiono (może celowo, może nie) prezydenta, poprzez utrzymanie jednakowej odległości między przedstawicielami wrogich obozów politycznych. Próbę bycia ponad podziałami. W zasadzie należy się uznanie za to zachowanie (oczywiście w kontekście wcześniejszych zachowań  Zapewne gdyby prezydent się nie spóźnił dodatkowego krzesła by nie było.

Ostatnio za mocno się bulwersuję :-)

Eko-oszołomizm

Właśnie obejrzałam angielski program (w stylu iście amerykańskim) o ogrodach. Jakiś facet pomagał biednym lokatorom zmienić ogród na zapleczu ich nowo zakupionego domu. Poprzedni właściciele wyłożyli te 2 metry szerokości płytami betonowymi przypominającymi kamień naturalny.

Nawiedzony prowadzący marudził coś  o tym, że w procesie produkcji cementu powstaje dużo gazów cieplarnianych i dlatego trzeba go unikać. Ponadto takie płyty są paskudne!! Później wybierał płyty z naturalnego kamienia z Indii, ale doszedł do wniosku, że są transportowane z daleka (gazy cieplarniane), a do tego pracujący przy tym ludzie zarabiają tylko 2 funty dziennie. Zrezygnował. Rozumiem, że w trosce o dobro tych ludzi lepiej nie dać im tych 2 funtów niż dać. Nigdy nie rozumiałam przewrotności tego trendu w miłosierdziu.

Ostatecznie, ten niezwykle proekologiczny ogrodnik zakupił [UWAGA] nie trawę, ale betonowe płyty przypominające kamień naturalny tyle, że wytworzone w 85% z starych płyt. O tym ile gazów wytwarza się w procesie recyklingu nie powiedział. Boskie po prostu :-)

Całe to zamieszanie miało na celu utworzenie „eko edenu”. Jak tego dokonano? Zostawiono 2 wolne prostokąty w których będą rosły kwiaty.

Czy to eko-oszołomizm lekki czy już zaawansowany?

Brutalny, nieczuły świat

Jak mnie to wkurza jak ludzi rozpoczynają swoje narzekania na temat ludzkiej obojętności, znieczulenia i takich tam. Usiądzie sobie taka świnia z innymi i zaczyna marudzić jak to nikt nie pomoże człowiekowi w potrzebie, tylko wszyscy stoją i udają, że nie widzą. Nie spytają czy pijak się dobrze czuje,  nie pomogą kobiecie z wózkiem,  nie zareagują w przypadku bójki. Najbardziej żałosne w tym momencie: nikt nie interesuje się losem starszych, samotnych sąsiadów.

Tylko taka refleksja: w takich rozmowach niemal wszyscy są oburzeni znieczuleniem całego świata. Na ulicy niemal nikt nie reaguje w wyżej opisanych przypadkach. Jaki z tego wniosek? Niemal wszyscy, którzy ośmielają się chrzanić o wyżej opisanym są podłymi hipokrytami, którzy swój brak odwagi i znieczulenie próbują zakryć publicznym szczekaniem pod tytułem „jestem taki dobry, ale nie miewam okazji”. Żenujące…

Brudaski kontra czyścioszki

Podczytuje forum… pisałam już o tym ;]

Ostatnio przeglądałam wątek o zmywaniu makijażu i pełne oburzenia wpisy o tym jak to można o 2 w nocy po pijaku nie traktować się toną kosmetyków „myjących”. Strasznie mnie to śmieszy, że dla niektórych kobiet „higiena”, „czystość”, „mycie twarzy” to hasła nieodzownie kojarzące się nie z wodą, ale z kilkoma kosmetykami (mleczkiem, tonikiem i tym podobnymi). Co te głupie kolorowe pisma robią z kobietami? Kiedyś czytałam wręcz, że nie powinno się myć twarzy wodą. W jaki sposób nacieranie się kosmetykami, które zawsze pozostawiają coś na twarzy, ma być nazywane zmywaniem czegokolwiek? Jak można uważać twarz potraktowaną takim czymś za czysta?

Matura z religii

Naturalna zdolność do czegoś co nazywam „lizaniem sobie nawzajem tyłków” jest bardzo silna, jednak w niektórych kręgach ludzie dość skutecznie udają, że nie gromadzą się w grupy wzajemnej adoracji. Nie czarujmy się: w kręgach uważających się za światowe, nowoczesne, tolerancyjne, oświecone itp, opowiedzenie się za wprowadzeniem matury z religii jest samobójstwem towarzyskim :-)

A co ja na to
A ja nie lubię fanatyzmu antyreligijnego/antyklerykalnego jeszcze bardziej niż fanatyzmu religijnego/klerykalnego. Przyczyna takich upodobań jest prosta: przeciwnicy ośmieszają się sami, nie podoba mi się natomiast kiedy inni swym fanatyzmem ośmieszają moje poglądy. W przypadku kwestii matury z religii nie spotkałam się jeszcze z racjonalnym argumentem obozu antyreligijnego, natomiast obóz religijny ma takowe. A teraz nastąpi mój wywód:

Założenia:
– matura z założenia ma być egzaminem na studia
– mamy w Polsce całkiem sporo wydziałów teologicznych (zarówno katolickich jak i prawosławnych)

Wnioskując z takich założeń możemy dojść łatwo do wniosku, że skoro religia jest przedmiotem nauczanym, teologia jest kierunkiem studiów, to nie ma powodów aby nie wprowadzić matury z religii. Argument często wypowiadany przez ekipę Giertycha. Argument z którym niesamowicie się zgadzam. Nie potrafię podać ani jednego kontrargumentu, nie usłyszałam go nigdy z ust przeciwników. Jedyne co fanatycy antyreligijni wytaczają w tym przypadku z ust to wypociny odnośnie tolerancji, państwa religijnego, że to sprawa Kościoła Katolickiego, więc dlaczego wszyscy mają płacić i tym podobnych.

Spójrzmy na sprawę jednak z innej strony. Kilka dni temu w całej Polsce odbywały się matury ustne z biologii. Tego samego dnia miejsce miały również matury z „wiedzy o tańcu”. Sama miałam zdawać maturę w „nowym” kształcie, zanim zmienił się rząd i zostało po staremu. Pamiętam, że też dawano mi możliwość wyboru takich przedmiotów jak „historia sztuki” czy „wiedza o tańcu”. Były to egzaminu dodatkowe i nie zwalniały z wyboru klasycznego przedmiotu. Domyślam się, że jest tak nadal. Warto zauważyć, że są to egzaminy z dziedzin nie nauczanych w szkole (łudzący się, że wyrzucenie religii ze szkół do sal przykościelnych załatwi sprawę, są zapewne zawiedzeni).

Tłumaczenie sensowności takich egzotycznych matur też niby jest logiczne, bo przecież ktoś może sobie zażyczyć studiować historię sztuki, a matura ma być egzaminem na takie studia. Egzaminy takie są nieczęsto wybierane, zatem drogie, bo czasem trzeba uzbierać/przeszkolić i opłacić komisje dla jednej osoby. Podobnie jest z językami nienauczanymi w szkole. Ponadto szkół z wydziałami tanecznymi jest… 0??

Skoro front antyreligijny nie widzi nic przeciw maturze z „wiedzy o tańcu”, to najwyraźniej nie ma też nic złego w maturze z religii. Ba! Jest ona nawet bardziej zrozumiała.

Nie wytrzymam

Normalnie nie wiem co powiedzieć. Natknęłam się kolejny raz na przykład jawnego debilizmu i nie mogę no…

Wyobraźcie sobie, że pewnego pięknego słonecznego dnia ktoś zarządza, że od tej pory kobiety nie mogą jeść marchewek, bo marchewka jest męskim warzywem. Mężczyźni za to nie mogą jeść pomidorów, bo pomidory są żeńskim warzywem. Czyż to nie kretynizm?

Przeczytałam właśnie, że jakaś laska lubi piwo, ale to męski trunek. Co raz słyszę, że kobieta nie powinna palić. Jeszcze kiedy indziej, że nie powinna przeklinać.

Niech ktoś poda mi biologiczne cechy, które uniemożliwiają to kobietom, a sprzyjają mężczyznom!!

Jak można być tak masakrycznie głupim i niesamowicie ubezwłasnowolnionym intelektualnie, żeby takie kretynizmy powtarzać?

Ech ci ludzie to brudne świnie …

I znów minął mi niezauważenie tydzień. Cholera! A dzisiejszy dzień nawet się rozpocząć nie zaczął. Wiosną zawsze tak mam, że kontemplacja zmian na moim ogrodzie przysłania mi cały świat. Ponadto wiosną zaczynam lubić ludzi, ale wolałabym żeby ich nie było. Lubie takie chwile kiedy mogę się zamyślić i po obcować z naturą… tyle, że przez to zaniedbuje bloga.

Kontakt ze światem zapewniają mi znajomi poprzez wklejanie mi linków. Dziś polecę jednego z nich: [link].

Oczywiście znajdzie się dość duża grupka ludzi, którzy będą oburzeni tym, jak pewne frakcje manipulują światem. Inni nie będą wierzyli w „kolejną teorie spiskową”, bo wszystko co nie idzie po linie ogólno przyjętej jest wyśmiewane właśnie takim określeniem. A mnie jakoś wcale nie dziwi mnie to co przeczytałam. Zdziwiłabym się, gdyby ktoś tego nie robił :-)

To jest cholernie brutalne, ale taka jest natura ludzka. Każdy działa na własną korzyść, a jeśli już zdarzy mu się działać na korzyść kogoś innego, to również po to, aby później coś z tego mieć. Na egoizmie i dbaniu o swój tyłek stworzona jest całą natura.

Ludzie narzekają, że politycy kradną i obsadzają rodzinkę na stanowiskach, a jak tylko sami zajmą jakieś wyższe stanowisko, jako swoich podwładnych wpierw zatrudniają swoich znajomych bez pracy… i kiedy tylko mogą załatwiają sobie i innym taniej to co mogą z racji zajmowanego stanowiska. Po co wiec ta hipokryzja i bezsensowne marudzenie? To tylko taki mały przykład hipokryzji społecznej.

Czy to naprawdę takie dziwne i oburzające, że niektóre narody starają się wybielić haniebną część swojej historii? Albo, że niektóre bardzo wpływowe kraje robią wszystko, aby wpływać jeszcze bardziej? Albo, że starają się nie dopuszczać do rozwoju innych krajów. Albo, że wykorzystują biedniejsze kraje?

Przecież w historii każdy narzekający na tyranie mocarstwa kraj, kiedy się wybił robił dokładnie to samo. Przecież Polska też tuszuje swoje haniebne występki historyczne i nie jesteśmy o nich uczeni w szkole. Przecież nie ma człowieka, który nie próbowałby się przedstawiać w jak najlepszym świetle, chyba, że w oczernianiu siebie ma jakiś cel.

Im bardziej obserwuje pewne aspekty społeczne człowieczeństwa tym bardziej przestaje się nimi przejmować. Nie widzę możliwości, że świat stanie się lepszy, nie w kwestii polityczno-gospodarczo-społecznej. Nie ma szans, żeby zniknęła nienawiść, wyzysk, hipokryzja, obłuda. Jedyne co może zniknąć z powierzchni Ziemi to uczciwość i wszelkie pokrewne słowa. Coraz mniej przejmuje się światem. Coraz bardziej cieszy mnie przeświadczenie, że koniec cywilizacji ludzkiej zaczął zbliżać się coraz szybciej.

Chyba jednak nadal nie lubie ludzi … :-)

Co ja mogę powiedzieć?

Cóż można powiedzieć kiedy głupota ludzka po raz kolejny przerosła moje wyobrażenia?

Wczoraj w TV rano widziałam nius o ewakuacji pewnego szpitala dziecięcego w Łodzi bodajże. Inspektorat nadzoru budowlanego zadecydował o niej w związku z złym stanem stropu. Ponoć mógł się on w każdej chwili zawalić. Część ludzi posłusznie przeniosła się do innego szpitala. Jak zwykle jednak ktoś musiał pokrzyczeć i ponaoburzać się do kamery.

Co mówi kobieta krzykliwa kiedy dowiaduje się, że na jej dziecko może spaść sufit? Mówi, że ona nie ma zamiaru się przenosić, bo jej i dziecku jest dobrze, bo opieka jest dobra. Inna w tym czasie mówi, że to są przecież małe dzieci i jak tak można przenosić je jak zwierzątka do schroniska?

Pierwsza była wymalowaną blondyna z długimi całkiem, czerwonymi pazurami. Z oczu było widać, że krzykliwa i chętna do kamery. Druga wyglądała normalnie, ale o co chodziło z tymi zwierzakami? Że niby zwierzętom należy się ratowanie ich życia, a dzieciom nie? :-)

Jedyne co przyszło mi na myśl to to, że gdyby ten sufit naprawde spadł im na głowe, to też najgłośniej by krzyczały. Tym razem, że ich nie ewakuowano. Kolejny raz doszłam do wniosku, że nie moge czytać/oglądać różnego rodzaju wiadomości i for internetowych (jeśli ten wyraz w ogóle się odmienia przez przypadki ;] ), bo coraz bardziej nielubie ludzi. Nie wszyscy są tacy, ale jednak większość wydaje wyroki zbyt pochopnie, według stereotypów, „własnej dupy”, bez zastanowienia, bez refleksji nad racją drugiej strony, tak jak mówi większość. Niektórzy dodatkowo są wyjatkowo krzykliwi… Wolałabym chyba żyć bez internetu i telewizji, nie wiedząc jak głębokie jest to zjawisko.

Z okazji „Dnia Kobiet” …

Dziś jest „Dzień kobiet”. Dokładnie nazywa się to „Dzień obskubywania frajerów przez przemysł kwiaciarski”. Dzień ustanowiony na pamiątkę ruchów walczących o dopuszczenie kobiet do życia publicznego. Dzień, który powszechnie miał przypominać drugiej połowie świata, że kobiety są równowartościowymi stworzeniami.

Po 100 latach od pierwszego „Dnia kobiet” mamy do czynienia z kompletnym pomieszaniem. Oto w ten dzień wielu prawdopodobnie-mężczyzn lata z rana/po pracy/po szkole do kwiaciarni, aby kupić swym niesamowicie „kobiecym kobietom” kwiatka, jednocześnie podśmiewając się z manifestacji feministek, bo to przecież babo-chłopy. Niektóre kobiety oczywiście szydzą z kwiatków, jednak większość się ich domaga, nie zdając sobie sprawy, że tym samym pogłębiają bzdurny stereotyp, zaprzeczający idei w imię której ustanowiono ten „Dzień”. Bo niby dlaczego dla kobiet należy kupować kwiaty, zwłaszcza, że one się niczym równorzędnym nie rewanżują?? No tak: kwiatki i takie tam bzdury należą się tylko kobietom, mężczyźni są na to zbyt poważni. Co więksi bezmózgowcy, nie silący się na zadumę w tym dniu, śmią nawet nazywać ten „Dzień” „świętem” ;]

„Dni” ustanawia się na czyjąś/jakąś cześć lub w celu zwrócenia uwagi na pewne problemy. Z jakiej racji osobom podpadającym pod dany „Dzień” należą się prezenty i życzenia? Czy jeśli 1 grudnia pójdę gdziekolwiek z kwiatkami i uśmiechem na ustach, złoże życzenia wszystkim chorym na AIDS z okazji tego, że są chorzy, to czy to będzie równie „miłym gestem”?? Zapewne robiąc to wzbudziłabym głębokie oburzenie wśród tych, którzy dziś zasilali budżety kwiaciarni.

Czy w takich okolicznościach, w tych wszytskich stareotypach o kobiecości i kwiatkach, obdarowywanie nimi nie jest głosnym powiedzeniem „jesteś głupią kurką i masz swoje 5 minut” ?? Czy nie jest to kompletne zaprzeczenie idei tego „Dnia” ??

Post

Taka mała uwaga:

Gdyby zbadać ilość osób głęboko wierzących, na podstawie ilości osób obchodzących ostatki i tłusty czwartek, wyniki byłyby zatrważające. W rzeczywistości jednak poszczących ((tak naprawdę, a nie dla picu nie jedzących mięsa w piątki) jest niewielu.

Ale z tego wszystkiego i tak najcudowniejsze jest to, że wśród tak zwanych „młodych”, przez post rozumie się zasadę: nie można jeść mięsa w piątki (a nawet przez cały post), ale schlać się jak świnia można jak najbardziej ;]

Szał ciał i wielki bulwers

Ostatnimi dniami mamy do czynienia z strasznym zbulwersowaniem narodu polskiego. Biorąc pod uwagę jak bardzo naród polski się bulwersuje, można by powiedzieć, że to nasza cecha narodowa ;]

Pewien dawny polityk jest szczęśliwy (nawet jeśli to tylko jego złudzenie), wiec staje się naturalnym obiektem ataku. To przecież takie naturalne, że człowiek szczęśliwy jest złem wcielonym i wzbudza bulwersując. Bawi mnie jednak to do jakiego stopnia doszło to wszystko.

Bulwersuje się każdy. A to nagle okazuje się, że człowiek nie ma prawa do rozwodu i bez względu na to w jakiej sytuacji rodzinnej się znalazł, musi w niej tkwić, bo nagle wszyscy kultywują wartości chrześcijańskie. A to jakaś zawistna baba nagle oburza się językiem narzeczonej, choć sama lepszego języka nie stosuje. Nagle okazuje się, że rozmawiający normalną, zwyczajową polszczyzną musi być idiotą, bo nie odzywa się „językiem wyższym”. Nagle wszyscy robią się poważni i nie tolerują żartów (w szczególności tych głupkowatych), wszak nikomu normalnemu takie żarty się nie zdarzają. Najciekawszym odkryciem ostatnich dni było to, że status narzeczonego/narzeczonej nie jest związany z oficjalna zgoda na zawarcie małżeństwa w przyszłości, lecz statusem cywilnym (zamężny mężczyzna, w trakcie rozwiązywania małżeństwa, nie może nazywać narzeczoną kogoś, komu się oświadczył ze skutkiem pozytywnym).

Wszyscy tacy święci, intelektualni i wspaniali…. tylko jakoś nie widać tego na ulicy…

Największą jednak radość sprawiają mi krytycy polityczni. Niegdyś ośmieszali, bo przecież to był „marionetkowy premier”, zwyczajny nauczyciel fizyki sterowany przez wodza. Jednym słowem był beeee, nieważny, nieistotny, starano się go zmarginalizować. Potem „marionetkowy premier” stał się super bohaterem, który postanowił wybić się z szeregów i za to został stłamszony i wygoniony, dla innych stał się nadzieją. Teraz tego „marionetkowego premiera” gani się za to, że nic nie zrobił kiedy był premierem i nagle to jego wina (a przecież mówiono, że nic nie mógł zrobić).

Wszyscy ganią pewne partie za brak demokracji wewnętrznej, za to, że blokuje się głosy odmienne od aktualnej linii politycznej, ze zamyka się usta jej politykom. A kiedy ktoś ma tego dość i wychodzi z niej, nagle wszyscy zaczynają od niego wymagać, aby żył według standardów, od których przecież odszedł.

Zewsząd słychać głosy oburzenia i zbulwersowania zachowaniem pewnego polityka, pewnej stacji TV, pewnych gazet. Tym, że ten płytki temat o bardzo niskim poziomie w ogóle wypłynął. Nikt nie zwraca jednak uwagi, że wypływa on dla nich po to żeby mogli popsioczyć, że to oni są na niskim poziomie, bo interesują się tym, bo kupują to, bo wszyscy zarabiają na tym, że oni się bulwersują. Nikt nawet nie puknie się w głowę i nie pomyśli na jak niskim poziomie i jak bulwersujące jest wtykanie nosa w prywatne sprawy innych osób i publiczne ich komentowanie…

Wszyscy lubią czuć się lepiej. Nie wszystkich jednak stać na „wysoki poziom”. O wiele łatwiej jest sprawić tak, aby zdewaluować poziom innych.

Konkubinat

Kiedy słucha się osób oponujących za formalizacja konkubinatów (zwanej „legalizacja”, choć jeszcze konkubinaty nie zostały zakazane/zdelegalizowane prawnie) zastanawiam się o co im do cholery chodzi.

Osoby żyjące w konkubinacie mają mieć takie same prawa jak małżeństwa. Jedyną różnica mają być rozwody. Niby problemem dla tych ludzi jest pójście do urzędu i podpisanie papierka, który niby nic nie znaczy. Niby bez niego też się kochają, wiec na przekór nie chcą jego mieć. Jednocześnie zawsze odezwie się ktoś, kto wysunie argument o tym, ze papierek nie jest gwarancją, że małżeństwa się rozwodzą, wiec oni nie chcą być małżeństwem. Jakby brak papierka miał im pomóc być ze sobą całe życie.

W tej całej kwestii wychodzi na wierzch niezrozumienie tematu. Ludzie ślub traktują jako sakrament, magiczne przysięgi itp, nawet jeśli odbywa się to w Urzędzie Stanu Cywilnego i nie ma nic wspólnego z obrządkiem religijnym. A przecież małżeństwo cywilne jest niczym innym jak podpisaniem umowy, w której 2 strony zobowiązują się do „prowadzenia spółki”. Małżeństwo nie jest niczym innym jak formalizacją związku partnerskiego dwojga ludzi, z którego mają oni pewne korzyści i obowiązki prawne. Czymże innym ma być formalizacja konkubinatu?

Oponujący za formalizacją konkubinatów domagają się takich samych praw jakie przysługują małżeństwom. Nie chcą mieć jednak tych samych obowiązków. Obowiązkową sprawą w „umowie o wspólnej działalności dwojga ludzi” jest sądowe zakończenie działalności. Wyobraźmy sobie kilkunastoletni konkubinat z potomstwem. Wyobraźmy sobie jego rozstanie. Kto ma w takim związku rozstrzygać kwestie podziału majątku, opieki nad dziećmi? Jeśli para dogada się miedzy sobą to ok, ale jeśli nie? Oczywistą możliwością rozwiązania sporu jest sąd. Tak samo w kwestii śmierci i tej często przywoływanej rodzinie, która zabiera konkubentowi majątek, bo był zapisany na partnera. Sprawa udowodnienia ile z majątku konkubenta przypada jego partnerowi z racji życia przez dany okres czasu i wspólne dorabianie się, jest możliwa tylko sądownie.  Czy nie lepiej zatem ułatwić rozwody „za porozumieniem stron”, zamiast dublować rozwiązania?

Dla niektórych problemem jest ceremonia w USC. Konkubinat ma być w tej kwestii znacznie prostrzy. Wystarczy wpisać w odpowiednią rubrykę nazwisko kogoś, kogo uprawnia się o np. podejmowania decyzji i zaglądania w dokumentacje medyczną. Nie widzą oni jednak problemu z powiadamianiem wielu placówek medycznych o zmianie konkubenta.

Wprowadzenie konkubinatu dużo zmienia w kwestii homoseksualistów. A przynajmniej niektórzy mają nadzieję na to. Jednak wielu chce aby konkubinaty miały takie same prawa w ramach adopcji czy in vitro jak małżeństwa. Stan prawa współgra z nastawieniem społeczeństwa, a społeczeństwo w powalającej większości nie godzi się na adopcje dzieci przez homoseksualistów ( już nie tylko o uprzedzenia chodzi, ale np. o kwestie psychologiczne i tym podobne). Tak więc jeśli chcemy wprowadzić status konkubinatu to bez prawa do adopcji i in vitro (w imię działania dla dobra i spokojnego rozwoju dziecka),  albo wprowadzamy konkubinat tylko dla heteroseksualnych z możliwością adopcji i in vitro. Wprowadzenie obu opcji (adopcji/in vitro i homoseksualnych konkubinatów) wiąże się z wprowadzaniem wyłączeń i wyjątków, a to komplikuje prawo.  Prawo z założenia ma być jasne i przejrzyste dla obywateli. Tak więc przy obecnych nastrojach społecznych raczej nie liczyłabym na zgodę na taki sposób formalizacji związków homoseksualnych.

Kluczem do załatwienia sprawy jest zatem zaprzestanie rozumienia słubu cywilnego w zrozumieniu takim, przez jakie rozumie się małżeństwo w religii chrześcijańskiej oraz ułatwienie rozwodów za porozumieniem stron.

Puste hasełka

To zdumiewające jak wiele istnieje tematów, które w dość krótkim czasie doprowadzają do:
– bezsensownego szczekania na siebie,
– klasyfikowania wszystkich do 2 kategorii „za” i „przeciw”,
– usilnego starania się bycia zakwalifikowanym do pewnej grupy i powtarzania tych samych hasełek tylko po to, aby nie zostać posądzonym o bycie w przeciwnym obozie,
– zwykłych pyskówek i szczekania
– całkowitego odmóżdżenia wszystkich biorących udział w zespołowym szczekaniu.

To zaskakujące, że ludzie niby na poziomie potrafią tak bardzo mocno ograniczyć się do przyjmowania tylko pewnych argumentów, łechtających ich poczucie racji i jednocześnie usilnie starających się ośmieszyć inne, równie słuszne, uzupełniające argumenty.

To wręcz pasjonujące jak często, w takich rozmowach na chwytliwe tematy, dochodzi do usilnego wmawiania innym tego czego nie mówili/pisali, tego co niby myślą, do jakich frontów nalezą, jacy są, co wyznają.

Czy naprawdę tak ciężko zrozumieć, że nie trzeba być „katolem” żeby być przeciw aborcji, że nie trzeba być „komuchem” żeby być za czynieniem aborcji ??

Otwarcie, wprost, głośno mówię:

Osoby czyniące to co opisane zostało powyżej, oceniam jako żenujące podróby intelektualne. Człowiek intelektualny do takiego czegoś się nie zniża.

Super-hiper higieniczne laleczki – część 1

Dziś będę bardzo wredna i powiem wprost co myślę.

Mężczyzna, jak każdy samiec, ma na karku kilka zadań życiowych, bardziej lub mniej związanych ze sportem. Sport, jak wiadomo, jest związany z potem. Pot jak wiadomo śmierdzi. Mężczyzna, jak każdy samiec, produkuje testosteron, który wzmacnia pot. Samiec aktywny to samiec wydajny. Mężczyzna jako wydajny samiec produkuje dużo potu. Dla kobiety jako celu docelowego, spocony samiec jest atrakcyjny, bo jest bardziej aktywny i wydatniejszy, a co za tym idzie ma lepsze geny. Dlatego właśnie w pocie mężczyzn są związki działające na kobiety przyciągająco i ekscytująco, nawet jeśli śmierdzi niemiłosiernie.

Kobieta jako typowa samica, ma na celu siedzenie w jaskini i niańczenie potomstwa. Nie biega za zwierzem, nie ucieka przed zwierzem, nie targa mamuta do jaskini. Siedzi i czeka. I w późniejszych wiekach kobieta była bardziej pasywna i nie śmierdziała tak bardzo. Utarło się, że kobieta ma siedzieć i pachnieć.

Współczesna kobieta chcąc być kobietą kobiecą musi sprostać stereotypom. Musi być czuła, delikatna, ponad wszystkim co doczesne, nieskazitelna i niepokalana, czysta i higieniczna. Nie dotknie się taka do byle czego, bo toż to obrzydliwe… fuj!

Nowa moda na zdrowy styl życia wymusza na kobiecie kobiecej dbanie o swoją sylwetkę, wszak schudnąć zawsze można, nawet jak nie ma z czego. A najważniejsze jest żeby po marudzić, że trzeba schudnąć i nasłuchać się „wcale nie musisz, weź przestań”… wszak nic tak nie poprawia humoru.

Kobieta kobieca idzie zatem na siłownie. Jakież to stresujące dla niej. Staje biedaczka na sali ze sprzętem, a tam całą masa brudnych, spoconych mężczyzn. Mężczyźni kładą się, opierają o sprzęty swymi spoconymi koszulkami. Siadają na ławeczki i inne sprzęty spoconymi spodenkami. Makabra!! Kobieta kobieca nie może mieć styczności z czymś, co miało kontakt z brudnym, nieczystym samcem!!

Kobieta kobieca wpada na pomysł z ręcznikiem. Może nie wpada, ale podpatruje na filmach i reklamach, tudzież czasopismach. Eureka! Można pójść na siłownie i podkładać pod siebie reczniczek. Co prawda służy on do wycierania potu z czoła, ale co tam.

Zatem kobieta kobieca idzie na siłownie, wsiada na rowerek, wyciera pot z czoła, schodzi z rowerka i kładzie już przepocony ręczniczek na jakiejś ławeczce, ćwiczy, wstaje i idzie na inną ławeczkę (nie pilnując na która stronę wcześniej kładła ręczniczek), ćwiczy, wstaje, ociera pot z czoła… i tak kilkakrotnie.

Przeanalizujmy teraz proces przenikania złego, niegodziwego potu na ciało kobiety niekobiecej:

przepocona ławeczka -> koszulka kobiety niekobiecej -> kobieta niekobieca

Jak widzimy: pot nie ma żadnej bezpośredniej styczności z ciałem kobiety niekobiecej. Należy zauważyć, że nie analizujemy zdolności przenikania paskudnych zarazków z paskudnego potu przez materiały wszelakie.

A jak to wygląda w przypadku kobiety kobiecej?

przepocona ławeczka -> przepocony ręczniczek -> przepocona koszulka kobiety kobiecej -> kobieta kobieca

Z pozoru problem jest zażegnany. Zarazki i pot ma podwójną zasłonę i nie przedostanie się tak szybko na idealne ciało kobiety kobiecej…. ale zaraz zaraz!!!! Co kobieta kobieca robi przy następnej ławeczce!! Ratunku!!

przepocona ławeczka -> przepocony ręczniczek -> twarz kobiety kobiecej

Cholerka… kobieta kobieca przegrała walkę z zarazkami i potem. Już na zawsze będzie zbrukana potem ze spodenek jakiegos przypadkowego faceta.

Super-hiper higieniczne laleczki – część 2

Kobieta kobieca ma ciężkie życie. Wymogi higieny są nieubłagane. Sterylna czystość jest wymogiem kobiety kobiecej, której niegodny jest żaden zarazek, żadne mikroskopijna poczwara, żadne niewidoczne <brzydki wyraz>

Kobieta kobieca, tak delikatna i czysta, nie bierze nigdy w życiu nic do ust! Żadnego ołówka, żadnego długopisu! Szczególnie palców!

Zdesperowany Królik miał kiedyś nieprzyjemność dostać nauczkę od takiej nieskazitelnie czystej, jako że jak zwykle obgryzał ołówek na wykładzie. Jakież to wstydliwe dla niego zdarzenie, do dziś nie mogę się otrząsnąć. Coś go jednak drgnęło na następnej przerwie, kiedy nieskazitelnie czysta kobieta kobieca postanowiła zjeść mandarynkę. O dziwo – nie umyła wcześniej rąk. BA! Nawet nie wie jak myć raczki, żeby były nieskazitelnie czyste. Wszak nigdy nie była na żadnym sanitarnym szkoleniu. Coś zakuło Zdesperowanego Królika w główce, coś zaczęło się dziać. Musiał to przeanalizować.

Spójrzmy jak wygląda droga złego zarazka, mary nieczystej, z wszystkiego co brudne w auli i piórniku do ust brudaski:

brudny ołówek w brudnym piórniku -> brudny ołówek na brudnym stole -> usta brudaski takiej jak ja

Zgroza!! Makabra!! A kysz!!

Spójrzmy jak wygląda droga złego zarazka, mary nieczystej, z wszystkiego co brudne w auli i piórniku do ust nieskazitelnie czystej jedzącej mandarynkę:

brudny ołówek w brudnym piórniku -> rączki nieskazitelnie czystej -> brudny ołówek na brudnym stole -> rączki nieskazitelnie czystej -> mandarynka obierana przez rączki nieskazitelnie czystej -> usta nieskazitelnie czystej

Zdesperowany Królik myślał nad tym długo i namiętnie, analizował wszelkie sposoby pozbycia się paskudnego zarazka z dłoni nieskazitelnie czystej. Zdesperowanemu Królikowi wyszło tylko jedno: nie ma różnicy, czy zarazka przetransportuje się na ołówku, czy mandarynce.

Od tamtej pory Zdesperowny Królik gardzi taką fałszywą higienicznościa… woli zostać brudesem i nadal gryźć swoje ołowki.

Kwestia równouprawnienia

Tyle się mówi o równouprawnieniu, więc i ja co nieco napiszę.

Istnieją w Polsce urzędy do spraw równouprawnienia i wszelakich praw rodzinnych itp, jednak nie bardzo zajmują się one sprawami równości mężczyzn wobec prawa, społeczeństwa, rodziny. Jedną z takich kwestii jest prawo do opieki nad dzieckiem.

Podaje się, że opiekę nad dzieckiem dostaje około 3% ojców w Polsce. Mówi się, że ojcowie najczęściej nie chcą opieki, jednak nawet jeśli jest to połowa to i tak wielu ojców jest pokrzywdzonych przez polskie sądy. Należy też zwrócić uwagę na to, iż społeczne wymogi (którym wielu hołduje, a jeszcze więcej potrafi wymóc na niepokornych) wymagają, aby to matka zajmowała się dziećmi, wszak ojciec w kuchni i pieluchach to widok niemęski. Ilu mężczyzn naprawdę nie chce uczestniczyć w wychowaniu dziecka, a ile nie chce zbyt mocno, bo nie wypada? Ilu godzi się na oddanie dziecka, bo tak trzeba, a ilu ze zrezygnowania, bo wie, że nie ma szans?

Mężczyzn po rozwodzie pokazuje się jako niepłacących alimentów, manipulujących na rzecz niskich alimentów, uchylających się od spotkań z dzieckiem? A ile % kobiet obciążonych alimentami je płaci i jakie są to sumy?

Ciekawy jest przykład z poprzedniego roku czy 2 lata wstecz (??) z dnia kobiet. Ojciec posiadający obywatelstwo belgijskie i mieszkający tam, zabrał swoje dziecko (również z obywatelstwem belgijskim) do siebie. Zabrał je od matki, która przetrzymywała dziecko (posiadające również obywatelstwo polskie) u siebie w domu. Kobieta ta, utrzymująca się w dużej mierze z zarobków ojca dziecka, przetrzymywała dziecko siłą. Decyzji sądu o całkowitym prawie do opieki przez któregokolwiek z rodziców nie było, zatem prawo to należało do obojga w równym stopniu. Prasa jednak podchwyciła temat i przedstawiała go w sposób jak najbardziej medialny. Otóż ojciec dziecka został oskarżony o porwanie i wywiezienie, ścigała go policja w całym kraju. Szamotaninę z matką dziecka, która nie chciała oddać go prawowitemu ojcu, przedstawiono jako „użycie siły”. Cóż za ironia losu, że działo się to dokładnie 8 marca, kiedy kobiety wykrzykują jak im źle i niedobrze. W dniu, który mija pod sztandarami „równouprawnienia”, dokonało się szkalowanie prawowitego ojca za zgodne z prawem działania i wybielanie niewinnej mamusi. Parę dni później, kiedy matka pogodziła się z ojcem, już takiego ataku nie było. Ataku na kobietę, przez furie której zapłacili podatnicy (za wszczęcie akcji policyjnej). To był piękny przykład tego jak równy w Polsce jest ojciec, a jak równiejsza jest matka.

W obliczu takiej jawnej dyskryminacji cieszą takie inicjatywy jak Stowarzyszenie na rzecz Poszanowania Prawa Dzieci i Rodziny „Ojcowie.pl.

[źródło]

Papierochy

Dziś natchło mnie na fajeczki ;]

Moja rozprawa będzie tyczyła się zakazu/nie0zakazy palenia w restauracjach i klubach. Natchnął mnie do tego pewien artykuł i komentarze pod nim widniejące, nie przedstawiający jednak żadnej wartości czytelniczej, dlatego go tu nie przytoczę.

Teza: ni jak nie da się udowodnić słuszności lub niesłuszności palenia, gdyż argumenty obu stron są całkowicie nieobiektywne i łatwo podważalne.

Rozwinięcie: przyjęto w formie argumentów (nieuporządkowanych w żaden sposób) oraz  kontrargumentów tuż pod nimi.

1. Istnieje zasada wolności i samodecydowania o sobie. Zakaz palenia narusza wolność palących.

Tak. Ale dym tytoniowy nie oddziałuje tylko na osobę palącą, ale też innych w około. Inne osoby mają wolność osobista, czyli nie wdychania dymu jeśli sobie tego nie życzą. Palenie w miejscach publicznych narusza ich wolność.

2. Palenie w miejscach publicznych godzi w prawa osób niepalących. Człowiek może szkodzić tylko sobie. Kiedy jego wolność osobista (tu: wolność do palenia, palenie nie jest zakazane) narusza wolność innej osoby (tu: wolność do niepalenia, niekontaktowania się z dymem tytoniowym) należy wprowadzić prawo broniące praw tej drugiej osoby.

Tak, ale kiedy w danym lokalu zgromadzi się grupa osób palących i stanowi ona większość, sama sobie nawzajem nie odbiera swobód obywatelskich. W tym przypadku nakazanie im abstynencji tytoniowej godzi w ich swobody jak i w demokratyczne prawo większości.

3. Zakaz palenia jest bezsensowny, gdyż to właściciele powinni decydować o tym co można, a czego nie można w ich lokalach.

Tak właśnie jest teraz. Nie ma nakazu prowadzenia lokali wyłącznie dla palących. Jednak w praktyce okazuje się, że osoby niepalące chcące wyjść do pubu lub klubu nocnego, nie mają gdzie się podziać, gdyż takich pubów/klubów nie ma.

4. Osoby niepalące chcące wyjść do pubu lub klubu nocnego, nie mają gdzie się podziać.

Nie ma nakazu tworzenia lokali dla palących. Usługi żyją prawem podaży i popytu. Bardziej opłaca się prowadzić lokale z dowolnym paleniem na całym terenie. Cóż – kapitalizm. Poza tym co miałaby zrobić grupka znajomych z których cześć pali, część nie. Odpowiedź może być jasna: pójść do lokalu dla niepalących. Praktyka pokazuje jednak,  ze w takim przypadku impreza przenosi się na dwór gdzie palący palą, a niepalący rozmawiają, bo nudno im przy stoliku.

5. Powinny powstać sektory dla palących i niepalących.

Co to da bez systemu wentylacji uniemożliwiającego przedostawanie się dymu poza sektor dla palących. Istnieją obecnie takie pomieszczenia z sektorami i mało dają, bo odpowiedni system wentylacji jest drogi. Poza tym warto zwrócić uwagę, że znaczna część lokali typu puby/kluby nie powinna zostać dopuszczona do użytkowania, właśnie ze względu na brak odpowiedniej wentylacji. Gdzie ma usiąść grypka mieszana?

6. „Nie palę. Dlaczego mam wdychać dym tytoniowy?”

Nie jeżdżę samochodami. Dlaczego mam wdychać równie trujące spaliny, produkowane w znacznie większych ilościach? Dlaczego nie zakazać przemieszczania się samochodami osobowymi? Ilość spalin (trujących mnie i ograniczających moje swobody do życia zdrowego i nietrucia mnie) przypadających na jedną osobę poruszającą się komunikacją miejska jest kilkakrotnie mniejsza niż przypadająca na jedna osobę poruszającą się samochodem osobowym.

*) Pomijam argumenty o płaceniu za leczenie chorób, które mogą (ale nie muszą) być wywoływane przez palenie. To prawda, że kosztuje to dużo. Dużo kosztuje też utrzymywanie leczenia niepalących emerytów przez około 25-30 lat. Państwo nie dość, że dużo zarabia na akcyzie (stanowiącą masakrycznie dużą część ceny paczki papierosów), to jeszcze „oszczędza” na przedwczesnych zgonach palących. Tu jednak należałoby znaleźć odpowiednie badania, a takowych nie znam.

Zakończenie: Rozmowy na temat zakazu palenia są bezsensowne i do niczego nie prowadzą. Tam gdzie każde rozwiązanie godzi w czyjeś swobody, ktoś musi być poszkodowany. Wychodzi na to, że niedługo poszkodowanymi będą palacze. W zasadzie po kilkudziesięciu latach „krzywdzenia” niepalących będzie to rozwiązanie sprawiedliwe ;]

« Older entries