Nerwica

To co rozwali moja kilkuletnią znajomość z pewnym samcem, będzie spóźnianie się. Mam już tego dość. Bo nie chodzi o samo spóźnianie się, zasypianie ciągłe.

Chodzi o lekceważenie mnie. Chodzi o umawianie się ze mną i mówienie „na pewno nie zaspie”, kiedy ja, umawiając się dzień wcześniej, wątpię czy to dobry pomysł (dla niektórych wcześnie to 11:30) wiedząc, że ten ktoś nawet nie przyłoży wagi do tego żeby nie zaspać. Chodzi o lekceważenie mnie poprzez oglądanie filmów do późna itp, kiedy wie się, że się ze mną umówiło następnego dnia rano. Chodzi o marnowanie mojego czasu, bo teraz zamiast robić coś co muszę zrobić czekałam. Bo wieczorem nie będę mogła zrobić tego co powinnam, co lubię, bo teraz zmarnowałam tyle czasu. Bo w nocy nie będę spać do późna, bo będę musiała coś zrobić. Bo temu komuś nawet nie jest przykro, że tak marnuje mój czas i tyle niedogodności mi sprawia.

Wiem, że byłam dziś niemiła kiedy w końcu obudziłam go telefonem. W zasadzie nic nie powiedziałam takiego złego. Tylko to, że ma być u mnie za 15 minut… Ale wyłączenia komórki i nawet nie powiadomienie mnie, że nie ma zamiaru przyjść… tego nie wybaczę.

I nie chodzi o to, że nie można się spóźniać czy zaspać… Chodzi o to,że ten ktoś raz na 20 razy nie zasypia/nie spóźnia się!!  Chodzi o lekceważenie mnie!!

O jeden raz za dużo!!

tam chciałabym pojechać

Wolałabym raz w życiu pojechać tam, niż co roku jechać na te wycieczki nad Morze Śródziemne, wykupowane w bankrutujących biurach podróży, które bez względu na kraj, na ulotkach zawsze wyglądają tak samo.

a b c d e f g

3 ideały mężczyzn

[1] – ten po lewej. Idealny nos, idealne czoło, sylwetka też taka na jaką zwracam uwagę (a wmawia mi się, że ja, jak i inne babki lubię umięśnionych), jakiś taki delikatny uśmiech i oczka uśmiechające się. Bardzo mi się podobał we wczesnej młodości z cyklu filmów na TVP co piątek. Później już trochę mniej. Nie dlatego, że zmienił mi się gust. Może dlatego, że jest zbyt idealny? Może jego męski urok był zbyt narzucający się, a ja wole urok na który się patrzy i nie można go odkryć, gdzieś jest ale nie wiadomo gdzie i co. W tej roli bardzo mi się podobał, głównie za charakter.

[2] – ten po prawej. Z cielesności to super włosy i super oczy. Jednak w tym przypadku to co sprawiało, że umieściłam go na liście „idealnych facetów” to taki wewnętrzny spokój bijący po oczach ;] Coś takiego co jest w dużych, włochatych psach pasterskich, które siedzą i obserwują. Taka skrytość i tajemniczość w każdej roli. Do tego on ma kawałek gór dla siebie na własność. To tam ponoć nakręcił kilka swoich filmów.

[3] – ten z kolei może nie jest klasycznie „ładny”, ale w pewien sposób przyciąga. Mając 30 lat grał nastoletniego gangstera. Mając 40 lat wyglądał na około 30. Mając 50 wyglądał jak standardowy 40-latek. Mając 60 wyglądał lepiej niż niejeden 50-latek. No i znów uśmiech. Ucieleśnienie tego co uważam za męskie właśnie przede wszystkim w tej roli ;]

W zasadzie to takich (no może poza numerem2) można znaleść na mieście… jednak kiedy ktoś pyta mnie o to co w facetach lubie najbardziej, to łatwiej wymienić mi te 3 nazwiska.

Blogowo

Wcześniej blogi wcale do mnie nie przemawiały, ale na forum wszyscy mówili mi, że powinnam się zdecydować. Wolałam forum za bezpośredni kontakt z ludźmi. Nawet czytanie blogów innych ludzi było dla mnie nudne. Jedynie blog Mangolda był tym na który zaglądałam. Niestety forum „Wiadomości” po dojściu do nierządu PISu i PO zaczęło być polem do szczekania na kogo podpadnie. Na forach pogawędkowych wciąż to samo… A mojego forum już nie ma…

Przeczytałam kiedyś całkiem smutnego bloga, który w pewien dziwny sposób „dodał mi sił”. Nie wiem dlaczego, ale poczułam się jakaś silniejsza i bardziej pewna siebie właśnie podczas czytania o czyimś zagubieniu. Postanowiłam sama pisać, choć z początkowym poczuciem „na bank mi się nie uda”. Myślałam, że nie będę umiała pisać tak „sama do siebie”. A jednak jakoś to idzie…

Zaczynam za to zaglądać na blogi innych i coraz bardziej mi się to podoba. Chyba też zrobie sobie liste ulubionych blogów ;]

Przyśpiewki lepsze i gorsze

Cudowny komentarz :D

Podziwiam ten komentarz zarówno za styl jak i merytoryczność :D

Stop marudom!!

Dotarły do mnie głosy, że mój blog się przestaje podobać, bo pisze nie o tym co trzeba i jest nieciekawie

Jak będzie mi się chciało o czymś napisać to napisze!!:D

Naprawdę chciałabym napisać coś ciekawego o moich przemyśleniach na fascynujące tematy, ale aktualnie jeszcze przez jakieś 2tygodnie będę zbyt zajęta umysłowo i czasowo, żeby ładnie sklejać zdania… cierpliwości!

Choróbsko

Nie mogę narzekać na swoje zdrowie. Jako dziecko często chorowałam na coś związanego z oskrzelami, tchawicą i gardłem przy okazji. Tak z 7 lat temu zaczął się okres migdałków. Dość często miałam powiększone – aż w końcu jeden powiększył się na stale. Ale nawet mimo tego czułam się zdrowa jak koń. Teraz, od 2 sezonów już, migdałki mnie odpuściły sobie i tak prawdę mówiąc nie pamiętam, kiedy ostatnio miałam je nadwyrężone.

Teraz przeziębienie objawia się każdego dnia inaczej. Jednego dnia jest to gardło (już nie migdałki, ale jakieś zalegające świństwo najczęściej) drugiego nos, trzeciego jeszcze coś innego. Kolejność jest bardzo dowolna i nigdy nie wiem na co się nastawiać. Pędzę do apteki po coś na gardło, zażywam jedna sztukę a już nie jest potrzebne ;] Zazwyczaj nowy objaw nastaje wieczorem tuż przed snem.

Musze przyznać, że dopiero 2 lata temu dowiedziałam się co to jest suchy kaszel i bardzo chciałabym zamienić go na infekcje migdałków ;]

Trochę mnie to już irytuje… Mam 5 dzień choroby a dopiero teraz dopadło mnie przemęczenie. Jeszcze 2-4dni temu (poza gardłem albo nosem) byłam chodzącym okazem zdrowia. Dopadło mnie teraz, kiedy powinno być już coraz lepiej.

Jutro dzień pod znakiem suchot w gardle… Może potem się już skończy, bo już więcej możliwości do wyboru nie ma ;]

Niezrównoważenie emocjonalne

Kiedy nie wiem czego chcę i czego mi brakuje, jestem strasznie rozchwiana. Bardzo to męczące, nie tylko dla mnie. Miotam się zależnie od chwili chcąc skrajności. Raz jestem szczęśliwa, że jest jak jest… raz krzyczę, że jest mi źle…

Miałam już tak w życiu kilka razy. Coś cisnęło mi się na usta, ale nie wiedziałam co. Byłam bardzo rozchwiana, bardzo wredna chwilami i bardzo rozanielona pomiędzy. Kiedy w końcu wiedziałam czego chce, co powiedzieć, potrafiłam zadzwonić w najmniej odpowiednim momencie i powiedzieć to. Musiałam po prostu. Najzabawniejsze, że potem to co tak bardzo cisnęło mi się na usta traciło na znaczeniu. Tak jakby to jakieś wewnętrzne wątpliwości chciały się wydostać na zewnątrz, ale jednocześnie kiedy się wydostały zostawały szybko stłumione przez rozsądek.

Nie wątpię, że moimi analitycznymi zdolnościami wkrótce dojdę do tego, czego tym razem chce podświadomie, że niedługo znajdę złoty środek na pogodzenie rzeczywistości z ukrytym wnętrzem mojego JA. Chciałabym być wtedy wysłuchana i wręcz wypytana dokładnie o co chodzi. Nie jestem typem „tajemniczej kobiety” mówię co myślę, co czuje i czego chce. Pewne osoby irytuje tym wypytywaniem „dlaczego?”… a mnie irytuje to, że nikt nie pyta mnie o to, o podstawy moich osądów i chęci. Kiedy ktoś mnie pyta o coś ulubionego to chciałbym, żeby chciał wiedzieć co w tym ulubionym lubię najbardziej itp. Ja po prostu muszę powiedzieć co mnie trapi. Warunkiem koniecznym naprawienia pewnych krzywd z przeszłości jest właśnie pozwolenie mi wytłumaczyć co i dlaczego. Bez tego uzewnętrznienia się, wszystko co złe ciągle cyklicznie powraca. Pewna osoba tego niestety nie rozumie…

A propos pociągu do „kobiet tajemniczych” ;] Ja chyba nie jestem z tych skrytych, co to zdradzają potajemnie a potem płaczą, bo partner ich nie rozumial i tak im było źle… wiec chyba umiejętność mówienia w prost i wewnętrzna konieczność powiedzenia wszytskiego nie jest taka zla – przynajmniej za wczasu można zapobieć następstwom „byłam taka samotna” i innym takim tam ;]

a miał jaja jak balony

Po wpisaniu w Google sekwencji „a miał jaja jak balony” mój blog ukazuje sie na pierwszym miejscu ;]

Człowieczeństwo

Kiedy czytałam różne wypowiedzi na tematy „męskości” i „kobiecości”,  mam takie przemyślenia życiowe:

Ludzie często zapominają, że żeby być „płciowym” trzeba wpierw nabrać wszystkich „wyższych” cech wynikających z systematyki gatunku. Nie można być „płciowym” nie będąc wpierw człowiekiem. Staranie się o bycie „męskim” czy „kobiecym” sprawia, że ludzie gubią gdzieś swoje „człowieczeństwo” i zaczynają mylić cechy płciowe z poziomem zaradności i innymi cechami ogólnoludzkimi.

Mówienie, że:
– kobieta jest kobieca, kiedy nie potrafi podejmować samodzielnych decyzji, kiedy jest ustępliwa
– kobieta jest „z pierwiastkiem męskim”, kiedy jest zaradna życiowo i zdolna do podejmowania decyzji, a w życiu rodzinnym miesza się w „poważne zakupy”
…jest właśnie takim przykładem, bo co ma zaradność do bycia „płciowym” ??
(oczywiście jest to zaczerpnięte z forum;])

Systematyka Linneusza bardzo przydaje się w życiu. Znacząco poprawia jego jakość znajomość genetyki i ewolucji.

Pewne cechy charakterystyczne dla płci są determinowane przez hormony czy inne czynniki czysto biologiczne. To jak chodzimy jest zależne od układu kostnego. Ponoć po urodzeniu mózgi chłopców nie wytrzymują boomu testosteronu, dlatego chłopcy później niż dziewczynki uczą się knucia i metod „eliminacji społecznej”. O ile te predyspozycje fizjologiczne czy fizjonomiczne stanowią o kobiecości/męskości, o tyle jak można za cechę płciowa uznawać zaradność czy zdolności intelektualne na różnych płaszczyznach?? To, że większość kobiet kształtuje się od dziecka na niezdarne, takie którym mężczyzna musi we wszystkim pomagać i dzięki temu czuje się taki męski, wcale nie oznacza, że to jest prawdziwa „kobiecość”.

W świecie, w którym kobiecość określa się umiejetnościami gotowania, piszczenia na widok myszy, niepotrafienia pomalować ściany… w świecie który mówi czym mam sie interesować, żeby być kobiecą, a jakinteresuje się tym co po przeciwnej stronie to jestem z „pierwiastkiem męskim” bądz (dla młodszych osobników) „chłopczycą”… w takim świecie nie zależy mi żeby być „kobieca”… chce być tylko człowiekiem… albo aż.

Tak wygląda królik..

(\ /)
(>’.'<)
(”’)_(”’)

Wariacja …

Posikam się z radości

O [TU] coś napisałam, a dziś tylko dopowiem, bo aż muszę się pochwalić z niewyobrażalnej radości i ulgi…

Po pierwsze: to czasem warto ruszyć łepetyną samemu, tudzież poczytać „Pomoc” w programach… a nie słuchać koleżanek.

Po drugie: akurat kiedy wydawało się, że nie złapie przez następny tydzień nikogo kto by mi pomógł z takim jednym programem komputerowym, to jakiś spec mi odpisał na takim fajnym forum o programach komputerowych do obliczania konstrukcji.

Po trzecie:jestem zła na siebie, że zmarnowałam 4 dni (choć wczoraj porobiłam coś innego pożytecznego więc tylko 3,5 dnia)

Po czwarte: dobrą stroną tego wszystkiego jest to, że w końcu po 4 latach mam sformatowany komputer. Wcześniej od jakiś 2 lat nie wyłączał się sam, włączał się 10 minut (razem z automatycznym uruchomieniem GG i internetu). A teraz działa jak marzenie… Nie warto być leniwym i przez to godzić się na niedogodności ;]

Ale mi ulżyło… ide nadrabiać zaległości ;]

Krówka

O samcach kolejny raz

Dogłębnie obmyślając sprawę „atrakcyjności samców” doszłam do wniosku, że ze wszystkich samców, jakich miałam okazje widzieć w garniturze, tylko 4 wyglądało naprawdę super. Z całej reszty połowa wyglądała średnio, beznamiętnie. Druga połowa nie dość, że posturą i wewnętrzną gracją nie nadawała się do tego typu ubrań, to jeszcze nie miała kompletnie zmysłu estetycznego i nie potrafiła dobrać garnituru.

Garnitury nie na wszystkich wyglądają dobrze. Trzeba mieć jakąś wewnętrzną gracje, żeby powalać elegancją i urokiem w takim stroju, żeby aż „błyszczeć” na całą okolice. Nie wszystkim dobrze jest w garniturze, nie wszystkim jest dobrze w dresie ;]

Taką osobą naj, naj najlepiej wyglądającą w garniturze był mój nauczyciel historii z ogólniaka. Trzeba mu przyznać, że idealnie potrafił dobrać koszule i krawat, że wybierał bardzo dobre garnitury materiałowo, idealne do jego sylwetki. Kiedyś przyszedł do szkoły w spodniach sztruksowych, szytych nie jak jeansy, lecz jak takie szmaciane spodnie. Do tego miał na sobie koszule i sweterek Lacosta. Ubrany był w stylu, który w angielskich filmach o gentlemanach uważałby byłby za „sportowy”. Wyglądał w tym świetnie i bardzo szykownie jak na standardy ubierania się na co dzień. Nie potrafię tego do końca opisać, ale to właśnie ta „szykowność wewnętrzna”, która nadaje niesamowitej elegancji, nawet w stroju „sportowym” sprawia, że faceci w garniturach wyglądają tak świetnie. Mój pan od historii nie miał jakiś niesamowicie harmonijnych kształtów ciała, ani dla 17-latki nie był w żaden inny sposób atrakcyjny. A jednak przyciągał wzrok. Gdybym była facetem chciałabym być taka jak on ;]

Kolejne dwa przykłady to były prodziekan i kolega ze studiów. Nie tak bardzo emanujące, ale jednak ” z tym czymś”. Znów dobrej jakości garnitury (umiejętność wybrania dobrego garnituru i dodatków to jednak podstawa). A do tego coś w zachowaniu i ruchach. O ile u starszych facetów garnitur wygląda bardziej „naturalnie”, o tyle żeby młody chłopak (20 lat wtedy mieliśmy) wyglądał „niesztucznie”, musi mieć w sobie pewna swobodę ruchów (znów nie wiem jak to nazwać).

Ostatni przykład jest bardzo osobisty i nie będę go przytaczać, ze względu na domniemany brak obiektywizmu. Choć o to samo chodzi, to chyba nie jestem zbyt wiarygodna w tym przypadku, żeby mi wierzyć  ;]

We wszystkich 4 przypadkach, to czy garnitur „działał” (bo przecież się mówi o jakimś „pociągu” do facetów w garniturach – co w zasadzie głupie jest) było spowodowane nie walorami zewnętrznymi, nie atrakcyjnością, nie żadnymi pociągami płciowymi,  lecz czymś niezidentyfikowanym, jakimś wewnętrznym „czymś”. W przypadku reszty samców garnitur jest „obojętny” lub nawet „śmieszny”…

Przydało by się każda opowieść skończyć jakaś puenta, jakimś zakonczeniem. Ja nigdy nie wiem jak kończyć. Zawsze moje „piśmiennictwa” były jakieś „niedokończone”. Teraz też urwe tak nagle ;]

Chce żeby już była jesień!

Lubie jesień o wiele bardziej niż sierpień. W zasadzie bardzo lubię każdą porę roku na początku, potem tęsknię do tej następnej. Jedynie wiosna mi się nie nudzi, ale to zrozumiałe – tylko wiosną zawsze coś się dzieje.

Koniec sierpnia i początek września zazwyczaj jest paskudny. Nocą jest zimno i mokro, za dnia gorąco i parno. Opalać się już nie bardzo da – efekty coraz bardziej stają się znikome. A do tego jak zacznie padać to nigdy nie wiadomo w co sie ubrać.

Jesienią zawsze jest zimno i mokro – zawsze wiadomo na co się nastawić. Nie ma tak, że jest za ciepło na letnie ubrania, a za zimno na ciepłe. Do tego herbata o wiele bardziej smakuje. Liście ładnie wyglądają i mienią się na wiele kolorów. Czuć pierwszy powiew wyżu z nad Rosji. Jako, że ostatnio bardziej przypominam spasionego królika na pasztet, niż kicającego małego króliczka, to taki powiew świeżości bardzo mi odpowiada.

Co prawda jakoś koło listopada znów będę narzekać, że mam już dość i niech spadnie ten śnieg. W lutym będę narzekać na zimę… To nie jest marudźctwo zaawansowane. Po prostu ja lubię zmiany ;]

Wredota przedmiotów martwych

Dlaczego rzeczy martwe i nieczułe z reguły, za nieczułość człowieka odgrywają się wtedy kiedy najbardziej są potrzebne?

Mam koleżankę, której komputer zawsze psuł się w czasie sesji jak było trzeba działać po kilka-kilkanaście godzin dziennie, te projekty robić i ściągi drukować. Na szczęście mogła pożyczyć komputer od wujka.

Mi teraz zacina i wyłącza się taki jeden program, akurat kiedy jest mi strasznie potrzeby i jego niedziałanie bardzo mnie stresuje. A do tej pory chodził jak marzenie, biorąc oczywiście pod uwagę, że nie spełniam wymogów sprzętu jak na tak zaawansowany program. Ba! Działał lepiej niż innym z wystarczającymi komputerami, nowszymi i bardziej „wyczesanymi”.

Dlaczego przedmioty martwe są takie wredne?

Zabieraj łapy!!

Atrakcyjność samców

Ostatnio moją głowę opanowało coś co nie pozwala mi się skupić na „życiowych przemyśleniach” i nie mam po prostu weny na pisanie. Dziś jednak coś mnie tknęło… „Nasza-klasa” ;]

Przeglądając profile takie i owakie natrafiłam na ludzi, którzy kiedyś tam zaistnieli w moim życiu. Bardzo chwilowo acz znacząco. To zabawne jakie pierdoły potrafią się odcisnąć na wspomnieniach i przywoływać je mimo, ze nie są tych wspomnień warte… mimo, że nie warto w ogóle tych chwil wspominać…

Atrakcyjność pewnego osobnika, na którego natrafiłam objawia się jego pięknymi, długimi, gęstymi włosami. Miałam okazje widzieć się/rozmawiać z nim 2 razy w życiu i tak prawdę mówiąc wcale nie żałuje, że tylko tyle. Osobnik ten wywarł na mnie swoją osobowością bardzo nijakie wrażenie. Tak obiektywnie określiłabym go mianem „bardzo atrakcyjnego wizualnie” i koniec jego zalet ;] Te włosy robiły wrażenie. Pięknie się układały i nadawały takiego … nie wiem jak to nazwać. Te włosy i gitara… Dziś zobaczyłam tego samego osobnika, ale w wersji „garnitur + związane włosy”. Przyjrzałam się twarzy i posturze. I muszę powiedzieć, że wypadło to poniżej przeciętnej. Ale za to na tych zdjęciach z rozpuszczonymi włosami i gitarą… ;]

Z tego samego gatunku samców „atrakcyjnych wizualnie” kiedyś znałam osobnika już z krótkimi włosami, ale za to pięknymi rzęsami. Samice robią co mogą, żeby mieć długie, geste i podkręcone rzęsy, kupują drogie tusze itp…a ten miał to za darmo i to w dodatku tego kompletnie nie doceniał ;]

Tak prawdę mówiąc oba te osobniki były atrakcyjne tylko za jedną rzecz w swoim ciele, reszta była albo nijaka albo wręcz śmieszna. A mimo to właśnie to sprawiało, że ich atrakcyjność była bardzo wysoka. I nie był to ten typ atrakcyjności, który do nich przyciągał. Miło było na nich popatrzeć i nawet oczu się oderwać nie dało… Tyle, że to była atrakcyjność typu „ja też bym chciała takie mieć”… Taki typowy „zachwyt zazdrości”…

Tak w zasadzie chciałam na początku napisać, że czasem maksymalna atrakcyjność osobnika przeciwnej płci wynika i innych względów niż te wszystkie pierdoły damsko-męskie… a teraz po przemyśleniu sprawy już wiem. Ten zachwyt nad atrakcyjnością był tego samego typu jak ten, kiedy kobieta patrzy na kobietę, która jest ucieleśnieniem tego czym ona chciałaby być. Być może był ciut większy, bo na każdego osobnika płci przeciwnej patrzy się jak na domniemamy obiekt zależności damsko-męskich, ale bez względu na to – to nadal czysta zazdrość ;]

Do tej pory myślałąm, że ten „poziom atrakcyjności” to w zasadzię dla nich pochlebstwo… ale teraz myśle, że nie chcieliby być porównywani z kobietami ;]

Ludzie przegapiają takie głosy…

… a warto ich wysłuchać. Czesto takie wypowiedzi znajduja się pod artykułami o dyskryminowaniu kobiet na rynku pracy.

Polecam

Kobiety dyskryminują same siebie (swoim zachowaniem, stylem życia) oraz inne kobiety (poprzez podsycanie stereotypu). Czas to zrozumieć

Końcówka okienka transferowego

Emocje jak na stadionie…Czy pewien piłkarz, którego bardzo lubiłam, a teraz nie lubię go (niedługo być może stanie się najbardziej nielubianym piłkarzem) przejdzie do ManU, czy też nie? Prezes Moich Chłopaków zrobi drakę za niewłaściwe negocjowanie, czy ManU znów się upiecze? Co za emocje…. Odpowiedz na te i wiele innych frapujących pytań dostaniemy niestety dopiero jutro rano…

Ze swojego domu relacjonowała Zdesperowana Króliczyca…