Żeby nie było, że jestem wspaniala… ;]

… napisze o tym co mnie we mnie wkurza ;]

Istotą mojego istnienia jest ciągłe analizowanie siebie i wszystkiego innego. Tak jak w tym cytacie [TU] obserwując innych wysuwam wnioski dla swojego JA, obserwując siebie uczę się oceniać innych nie wymagając ideałów lecz rozumiejąc względność czasu i sytuacji.

Jeśli robie coś czego nie potrafie przedstawić w postaci surowych argumentów i zawiłości dobrze/źle/ale każdej sytuacji to wracam do niej co jakiś czas, aż zrozumiem. Być może jest to kwestia uciążliwa dla innych. Lubie robić sondaże i pytać jak mnie widzą inni, a to wprawia ich w zakłopotanie (ludzie nie lubią mówić nieprzychylnej „prawdy”) ;] Jednakże trzeba stwierdzić, że to pomaga w życiu.

Taka analiza własnej osobowości czasem staje na przeciw wewnetrznym skłonnościom. Czasem to czego pragniemy jest tak nielogiczne, że lepiej byłoby nie zdawać sobie sprawy z przyczyn i skutków. Dziwi mnie cholernie to jak można wiedząc, że coś przyniesie wiecej szkód niż przyjemności brnąc w to dalej. Jak można być takim głupim, żeby świadomie skazywać się na „ból istnienia”? Czy nie mądrzej było by przeciwdziałąc?

Są takie sytuacje w moim życiu, kiedy muszę wybrać miedzy tym czego chce mój umysł, a tym czego chce JA. Staje przed wyborem świadomego krzywdzenia się lub bronienia się przed krzywdą, rozumiem a sercem, racjonalnością a irracjonalnymi pragnieniami… i zazwyczaj wybieram to czego chce ta cześć mnie której nie rozumiem. Masochizm? Głupota?

Jedyne co w tej sytuacji dobre to to, że nie mogę mieć do nikogo pretensji i nie żałuje niczego… Jaka marna pociecha w wobec świadomości swej głupoty ;]

„Plebania”, odcinek 1278

Plebania, odcinek 1278

200tys zł
komórki w liczbie mnogiej
kobiety w liczbie mnogiej…
aż ciężko sensownie to skomentować, żeby nie było prześmiewczo ;]
nie napisze nic, bo nie chce być chamska ;]

mam coś w sobie

Kiedyś przyszło mi rozmawiać z kimś bardzo pijanym. Nie sądzę, aby ten ktoś wiedział co robi, ale chyba chciał mi trochę posłodzić. Tylko cholera zastanawiam się w jakim celu…

W pewnym momencie usłyszałam:
– Myślę, że coś w sobie masz. Myślę, że masz w sobie trochę inteligencji.

To było jakieś 5 lat temu… ale do dziś mnie zastanawia o co chodziło ;]

buzibuzi

Kategoria nazywa sie tak a nie inaczej, bo kiedyś tknęło mnie coś w opisie na forum właśnie tej treści. Uczuciowi ludzie naprawdę mają gorzej niz nieczułe psy i suki ;]

Bynajmniej nie mam zamiaru się tu żalić (przynajmniej tymczasem).

Chciałam tylko powiedzieć, że z jakiejś wewnętrznej naiwności, mimo dotychczasowych nieprzyjemności to i tak jestem zadowolona. Nie wiem dlaczego, ale JA: „wieczna samotnica” niepotrzebująca w ogóle ludzi do szczęścia, marząca aby ktoś ja zamkną w psychiatryku, żeby nie musiała żyć w tym świecie przepełnionym nienawiścią i sztucznością, gdzie naturalne zachowania nie są mile widziane albo szybko wchodzą w modę i stają się sztucznie propagowane wśród nieczujących tej naturalności… JA jestem szczęśliwa właśnie z tego faktu, że przychodzi mi żyć z kimś takim właśnie…

Aaa fajnie jest ;]

1. To co mi się w tym blogu nie podoba to brak licznika stron. Co prawda można oglądać wpisy według dat z kalendarza, ale ja lubię czytać stronami. Niestety chyba nie mam możliwości wstawienia takiego licznika.

2. To co mi się podoba to galerie które właśnie odkryłam. Myślałam, że zdjęcia będę musiała wsadzać jedno pod drugie, co będzie mocno się rozpasało i unieczytelniało (nie wiem czy taki wyraz istnieje, ale przecież ja lubię bawić się formami językowymi). A tu zonk: wszystko jest ładnie i będę mogła nawet więcej zdjęć wklejać bez szkód wizualnych.

3. Na początku jak zastanawiałam się o czym pisać, przez myśl przeszło mi pisanie o babskich wypocinach. Jednak nie jestem babska na tyle mocno, żeby w takim duchu kształtować bloga. I tak na szczęście przestałam już sie denerwować polityka. Tematyka chyba się wyklarowała, choć nadal nie umiem jej określić.

4. Postanowiłam zwiększyć liczbę notatek na jednej stronie do 10. Zawsze to mniej stron będzie do przewijania.

5. Wszczynam głosowanie nad upodobaniami. Komu się ten blog podoba proszony jest o podniesienie prawej ręki. Komu się nie podoba proszony jest o podniesienie lewej ręki. Głosy zostały policzone. Dziękuję i zapraszam na kolejne głosowanie.

Gwiaździste noce Vincenta van Gogha

Wiersze

Będę tutaj wklejać wiersze Zbigniewa Herberta. Nie wszystkie – jedynie kilka, których sensu wklejenia tu nie do końca rozumiem. Po prostu w pewien sposób psuja tu bez względu czy są lepsze czy gorsze.
Wklejać będę je w komentarze, gdyż wklejanie ich jako zwykłe notatki za bardzo rozbiło by całokształt przestrzenny mojego bloga.
Aby obecność nowego wiersza była widoczna być może będę przenosić wątek na wierzch wszystkich notatek (nie obiecuje).

Bardzo, bardzo chamski kawał, który przypomina mi się ilekroć dziś zaglądam na głowne strony serwisów informacyjnych

Nie żebym naśmiewała się z tej sytuacji… ale po prostu przypomina mi się. Taka krytyka fali pedofilii w pewnych środowiskach…

Ksiądz pojechał gdzieś załatwiać bardzo pilne sprawy. Akurat był bardzo ruchliwy okres na spowiedzi, wiec postanowił pod swoją nieobecność obsadzić w tej roli organistę myśląc, że nikt z wiernych sie nie domyśli. Przygotował nawet listę pokut za każdy grzech.
Organista bardzo dobrze sobie radził do czasu, aż ktoś wyznał mu wykonywanie czynności oralnych. Szuka i szuka na liście takiego grzechu i nic. Wychylił się z za zasłony i woła ministranta:
– Co ksiądz daje za seks oralny?
– Jak dla nas to po Snikersie

„Da pani tą złotówke na piwo”

Wychodziłam z pobliskiego blaszaka i chciałam odstawić wózek pobrany z parkingu za kaucją. Przy stoisku z wózkami gdzie miałam odebrać moją złotówkę stał pewien pan. Wiedziałam czego będzie ode mnie chcieć ale widząc, że nie mam innej możliwości musiałam niestety się z nim spotkać. Wstawiam sobie wózek na miejsce aż tu nagle:
– Da pani tą złotówkę na piwo
Musze przyznać, że się zdziwiłam trochę, bo raczej spodziewałam się typowego marudzenia , i samowolnie z tego stanu wymamrotałam powoli i cicho:
– Na piwoooo?
– Na piwo. A co będę panią oszukiwał, że na chleb
Wymiękłam. Nie wiem dokładnie co myślałam, ale jakiś dreszcz sympatii przeszedł po mnie. Dałąm tę złotówkę za szczerość. To jest cecha którą w ludziach bardzo cenie ;]

Kiedyś dałam resztki z zakupów (jedynie 50gr) chłopakowi ewidentnie wyglądającego na zaawansowaną kacowitość po nielegalnych środkach. Dokładnie wiedziałam po co mu te pieniądze i że to nie jest wcale takie dobre rozwiązanie. Ale co mogłam zrobić? Zaciągnąć go siłą na jakiś odwyk, na który by go nie przyjęli jeśli by nie wyraził na to zgody? I tak by znalazł sposób na zaspokajanie się, być może mniej przyjazny dla społeczeństwa i dla siebie. Nigdy nie byłam w takim stanie, a mimo to potrafiłam w pewien sposób zrozumieć go. Jeszcze nigdy nie otrzymałam w zamian za marne 50gr tyle wdzięczności i tak sympatycznego uśmiechu.

Nie wiem skąd ta życzliwość dla ludzi, dla których inni mają niezmierzone pokłady wrogości i strachu. Sztuczność i zakłamanie społecznych zachowań, a przede wszystkim bezmyślność, bardziej brzydzi mnie niż jednostki aspołeczne. W pewien sposób moją misją życiową jest szukanie zrozumienia dla zachowań nie idących po jedynie słusznej linii oraz bardzo mocna jej krytyka.

Raport Witolda Pileckiego

Raport Witolda Pileckiego

Raport z Oświęcimia – długie (58str.) i bardzo szczegółowe

Fizjologia

Staram się być naturalna/prawdziwa aż do przesady. Prowadzi mnie to do tego, że nie mam oporów przed rozmawianiem o tematach tabu dla wielu ludzi: menstruacjach, kupach, trawieniu, czystej fizjologii itp. Ponadto zawsze starałam się zrozumieć własna fizjologię, dlatego te tematy są dla mnie często bardziej „normalne” niż obgadywanie seriali. Widzę jednakże jakie oburzenie to często sprawia. Ba! Jestem oskarżana o brak delikatności, wrażliwości i subtelności… no cóż trochę inaczej pojmuje delikatność, wrażliwość i subtelność…

Nie uważam ludzi brzydzących się czegoś dotknąć za wrażliwych. Piszczenie na widok szczura uważam, za śmieszność. Sama mam elementy arachnofobii, ale nigdy nie powiedziałabym, ze jestem wrażliwa dlatego właśnie ;] „Brzydzenie się” bardziej pasuje do zamykania oczu na świat i maniakalnego izolowania się, niż do bycia wrażliwym. Dla mnie ta cecha to skłonność do wzruszeń na widok piękna, cierpienia, silnego przeżywania chwil. Delikatność jako cecha człowieka to łatwość odczuwania zranienia. A subtelność – nie spotkałam nikogo, kto potrafiłby to zdefiniować.

Czy nieukrywanie przed sobą fizjologii jest brakiem delikatności czy wrażliwości?? Dla mnie jest raczej brakiem hipokryzji…

Pro-męskość

Niedawno przeczytałam o sobie, że jestem pro-męska. Ponoć to widać po mnie;] Strasznie mnie to zaciekawiło, bo nie wiem dokładnie czy to dobrze czy źle. Chyba mnie to cieszy tak wewnętrznie, ale nie moge zrozumieć skąd sie bierze ta radość. Pewnie dlatego, że nie rozumiem co to dokładnie znaczy.

Chodziło o coś w stylu przedkładania związków z mężczyznami nad przyjaźnie damskie. Nie rozumiem tego właśnie, bo chyba niewiele osób ceni sobie bardziej znajomość z przedstawicielem swojej płci nad związek uczuciowy z płcią przeciwną. Było też coś o mówieniu partnerowi tajemnic swojej przyjaciółki (nie mogłam nic takiego pisać, bo nie mam przyjaciółek takich w moim „wielkim” znaczeniu tego słowa i ogólnie jestem ciężka w kwestiach zawierania przyjaźni – teraz mam koleżanki, a wcześniejsze coś pretendujące do przyjaźni rozwaliło sie nie z mojej przyczyny). Poza tym zdradzanie małych tajemnic z codziennego życia swemu „najlepszemu przyjacielowi” (bo to uważam za podstawę związku, nie wyobrażam sobie bycia z kim kto nie jest moim przyjacielem) na poziomie plotkowania jest może takie jakieś no… Ale z koleżankami, do których jestem mniej przywiązana, też plotkuje (czytaj: zdradzam „tajemnice z życia” małego kalibru). Nie wiem czy to można nazwać „tajemnicą”.

W pewien sposób jestem pro-męska ze względu na uraz do pewnego typu samic (lubię takie czysto biologiczne znaczenie). W pewnym momencie „przegrałam” z taką. Choć wyszło na moje z nie moich względów do końca, więc może to nie „przegrana”. A z drugiej strony jeszcze nie jestem pewna czy „wygrana po przegraniu” jest pozorna czy obiektywnie faktyczna. Ciężko mi to określić. Może lepiej byłoby „przegrać definitywnie”? Może „chwilowa przegrana” jest „definitywną wygraną” i bez „chwilowej przegranej” nie była by takową? Może obecna „wygrana” jest tylko chwilowa i ostatecznie przemieni sie w „definitywną przegraną”? Tak czy siak: zdałam sobie sprawę, że takie mają lepiej w kontaktach damsko-męskich, a mimo to nie chciałabym być taka.

Z drugiej swojej strony pro-męskości jest mój mniej krytyczny stosunek do mężczyzn niż do kobiet. Łatwiej mi przychodzi zniesienie samca-prostaka niż samicy-prostaka. Nie tyle znieść ile daje samcom więcej szans na pokazanie się z dobrej strony. Bardziej lubię też rozmawiać z mężczyznami. Znajduje z nimi więcej tematów do rozmowy. Nie lubię rozmawiać o serialach, gimnastykach na lodzie z gwiazdami itp, poza tym nie mam w tych tematach nic do powiedzenia. Zbyt częste pogaduszki plotkarskie też mnie męczą. Ale to nie oznacza, ze czasem nie lubię babskich spotkań z rozmowami na „typowo kobiece pogawędki” typu ciąże i porody (z wiekiem coraz częściej się o tym rozmawia), kosmetyki, obgadywanie facetów. Może nie potrafię ich tak docenić jak rozmowy z mężczyznami dlatego, że łatwiej o nie i częściej mi sie zdążają. Lubie intelektualne dyskusje i nie sądzę, żeby mężczyźni bardziej sie do nich nadawali. Raczej to większa swoboda w rozmowie z nimi bardziej sprzyja wdrążaniu sie w poważne tematy. Choć trzeba tez przyznać, ze wiele kobiet zbyt bardzo starając sie być „kobiece” traci ważne tematy z pola widzenia. Ale być może to prawda, że czasem za ostro traktuje kobiety, nie proporcjonalnie do traktowania mężczyzn. Choć dziś widząc młodzież na niskim poziomie kultury i ogłady, bardziej przychylna byłam głupocie dziewczyny milcząco uradowanej imbecylizmem chłopców niż im. W pewien sposób zrobiło mi się jej żal.

Tę moją pro-męskość tłumacze sobie heteroseksualizmem, a to chyba dobrze ;] I nie wiem co o tym myśleć więcej i jak to ocenić. Jest to w pewien sposób dla mnie zagadką, którą muszę przeanalizować. Lubie analizować samą siebie…

Bardzo mnie smieszą…

… dziewice, które pozwalają sobie pchać łapy miedzy nogi

… wtykają sobie penisy wszędzie, tylko nie tam gdzie trzeba

… w imię „oddania się” temu jedynemu ;]

Krwiopicie

Od maja do lipca w moim mieście bardzo potrzebowano płytek krwi grupy B Rh+. Miesiąc temu chciałam zdać, ale miałam za wysoki poziom allatów. Miałam 80 a norma jest do 80 (ponoć i tak zawyżona podwójnie, bo normalnie jest do 40). Lekarka powiedziała, że nie może mnie dopuścić a cholernie szkoda, bo maja bardzo potrzebujące dziecko, a tego dnia nikt się nie zgłosił na zdawanie płytek krwi…

Dziś byłam znowu… Nikt już nie potrzebował płytek B Rh+… Teraz potrzeba A Rh+ i O Rh+… Ciekawe czy to z powodu przeszczepu, czy może ktoś umarł… Jakoś tak zamyśliłam się nad tym…

Dzieci

Zainspirowana rozmową na forum przypomniały mi sie moje wcześniejsze przemyślenia… W zasadzie nie są nowe, ale chciałbym je opisać dla pełniejszego obrazu mnie. Mam dziwne wrażenie,ze muszę opisać siebie tu cała coby uzyskać jakiś kształt. To chore jest i nieprawdziwe, ale póki mi się nie nudzi to będę pisać.

Wątek na forum dotyczył niemożności porozumiewania się z teściami i chęci zamykania się przed nimi (w sensie niezbyt bliskiej znajomości). Napisałam w nim, że jednym z aspektów mądrości człowieka jest umiejętność rozmawiania z różnymi ludźmi – nawet „głupszymi”, i starania się uczenia od nich, bo w końcu w pewnych aspektach życia mogą mieć więcej racji niż najbardziej mądry i wykształcony człowiek. Wyznaje taką zasade, że nikt nie może wskazać jednoznacznie dobrych „sposobów na życie”, zatem uczyć się czegoś dobrego i pożytecznego dla siebie można od najróżniejszych ludzi. Trzeba słuchać, obserwować i wyciągać wnioski dla siebie. Jednocześnie nie można oceniać tego co nam nie pasuje, bo nie da się powiedzieć co jest obiektywnie słuszne.

Takim przykładem, który dla mnie jest oznaką pewnego rodzaju „mądrości” (dziwne słowo – tak naprawdę nie do końca wiadomo co znaczy) jest umiejętność rozmawiania z dziećmi. Nie są one skażone sztucznymi stylami zachowań, nie bardzo jeszcze prą ku pozorowaniu sie na kształt tego czego wymaga od nas społeczeństwo, nie mają myśli zawalonych „bzdurami”. Za to bardzo mocno i czysto odbierają świat zewnętrzny i co najlepsze w nich: potrafią czerpać z niego radość. Staram się czasem przypominać sobie o tej wizji świata. Tyle, że dorośli najczęściej muszą sie uczyć jej na nowo…

Z dziećmi rozmowa wygląda trochę inaczej niż z dorosłymi. Wydaje się, że maltretowane idiotycznymi/przymusowymi rozmowami z dorosłymi nie bardzo chcą podejmować jej (takimi „tititi” z jednoczesnym głupim uśmiechem i tykaniem, albo poważnymi pytaniami „taaaak a skąd to wiesz? jesteś już duży/mądry”, „grzeczny tudzież śliczny chłopiec/dziewczynka” – zależnie od wieku dziecka). Trzeba pokazać im, że traktuje się je poważnie i z szacunkiem. Pamiętam jak ja reagowałam na idiotyzmy dorosłych i widziałam jak reagują inne dzieci ;] A jednocześnie należy pamiętać, że dzieci mogą czegoś nie rozumieć, że trzeba objaśniać im coś w inny, bardziej obrazowy sposób.

Najlepiej dla mieszczucha rozmawia się z dziećmi ze wsi. Takie 4-7letnie dziecko więcej wie o rozwoju i zwyczajach inwentarza żywego niż przybywający z miasta raz na 1-2 lata na weekend. To bardzo fajny widok jak dzieci poczują się słuchane przez dorosłych i poważane. Jak mogą coś dorosłemu wyjaśnić.

Nie wiem w zasadzie do czego zmierzam…pogubiłam się już ;]

Widziałam kiedyś przeuroczą scenkę. Matka z dzieckiem 4-5 letnim (nie pamiętam płci) szła sobie ulicą. Dziecko zauważyło kałuże i patrzy takim pytająco-proszącym wzrokiem. Matka za to groźnym głosem powiedziała „spróbuj wejść w nowych butach w kałuże” tak jakby to nie był pierwszy raz i wiedziała co się święci. Dziecko zasmucone ominęło kałuże a ja się uśmiechnęłam. Nie wiem dlaczego ale poczułam jakąś wieź z tym dzieckiem, bo przypomniało mi się jak ja lubiłam/nadal lubię chodzić po kałużach ;] Nie chciałabym tego stracić do końca życia – tej radości z każdej pogody, każdej sytuacji. Właśnie tego mogę na nowo uczyć się od dzieci. Właśnie dlatego tak lubię z nimi rozmawiać.

Troche to bez składu i ładu, ale dziś mam bardzo rozproszone myśli… mam nadzieje, że da sie zrozumieć o co mi chodziło

Boruc

„Artur Boruc, Dariusz Dudka i Radosław Majewski są zawieszeni przez Leo Beenhakkera za „niedopuszczalne i nieodpowiedzialne zachowania” po środowej porażce z Ukrainą. W przyszłym tygodniu selekcjoner ma zdecydować o ewentualnych karach.”

Pamiętacie Boruca z meczu z Austrią krzyczącego na Saganowskiego „ruszysz sie *uju” ?? Cóż za pasja i zaangażowanie… :D

„Po meczu z Ukrainą trzej piłkarze, mimo zakazu selekcjonera, opuścili swój hotel [Opera] i przenieśli się do innego [Grand]. Według naszych informacji Boruc, Dudka i Majewski mieli w Grandzie balować z dziennikarzami jednej ze stacji telewizyjnych. – Na szczęście nie potwierdziły się informacje, że to reprezentanci zdemolowali pokój – mówi Listkiewicz.”

Jednak świętowanie w tej sytuacji jest bee… Boruc powinien dbać o wizerunek „lidera drużyny” i podnosić tym swoja opinie „klasowego piłkarza”…

Polityka światowa

Czytając coś takiego:
Na BBC podali, że …

…natrafić można na taki komentarz:
Czego zajęci Gruzją i Tybetem Polacy nie wiedzą

Nie potrzeba więcej komentarzy z mojej strony… same te 2 opinie mówią wiele za siebie. Godne zastanowienia…

Wielki Masturbator

Nie mam pojęcia co mnie tak przyciąga w tym obrazie… coś w nim jest i ilekroć patrze na niego nie mogę pojąć tego co we mnie wywołuje.

Zagłada ludzkości

To mi się wydaje póki co śmieszne, wiec będzie w jajcarskiej kategorii. Ale to tak naprawdę poważna sprawa i nie ma się z czego śmiać.

Mam wizje zagłady ludzkości i jestem w stanie poprzeć działania zmierzające do tego celu. Obmyśliłam najlepszą strategie. Ludzkość jest tym tworem który zapowiadając się na cudo natury stoczył się na pasożyta, wrednego szkodnika, którego należy zniszczyć. Wyrwaliśmy się z zasad rządzących życiem jako całości i natura coraz bardziej traci nad nami kontrole. Nie ma już systemu redukcji słabych osobników, nie ma równowagi ekologicznej miedzy nami a innymi gatunkami. Coraz bardziej ludzkość zabiera w bardzo bezczelny sposób przestrzeń życiową innym gatunkom, bez poszanowania życia jako całości. Tego co ciągnęło się tyle miliardów lat…

Jednocześnie dążymy sami do zagłady nas samych. Gatunek, który rozmnaża się ponad miarę, który nie rozwija się, a raczej rozprzestrzenia „złe geny” prędzej czy później wymrze. Coraz więcej ludzi – coraz mniej pożywienia i czystej wody, coraz lepsze warunki do rozwoju wirusów i bakterii, coraz więcej konfliktów miedzy ludźmi. Jeśli nie wybijemy się sami w jakiś wojnach nuklearnych to wybiją nas wirusy.

Wcale nie jest mi przykro z tego powodu. Ludzkość w ujęciu cywilizacyjnym jest tak paskudnym tworem, że im szybciej tym lepiej. Po obejrzeniu „12 małp” doszłam do wniosku, że pomysł z wirusem nie jest zły. Sęk w tym aby ten wirus wybił ludzkość nie naruszając reszty organizmów. Choć jak tak myślę to w historii Ziemi mieliśmy już 5 wielkich wymierań, kiedy to wyginęło 80-90% gatunków i właśnie to było impulsem do rozwijania się nowych – lepszych, bo wyewoluowanych z tych silnych, zdolnych do przeżycia w ciężkich warunkach. Tak czy siak lepiej żeby ludzkość wyginęła szybko i bezboleśnie, niż żebyśmy mieli męczyć się setki lat dziczejąc coraz bardziej… a i dla przyrody będzie lepiej, bo nie doprowadzimy do wymarcia teoretycznie całkiem dobrych gatunków, takich z których mogłoby wyewoluować coś fajnego ;]

Jeśli macie jakieś dojścia do szalonych biologów to piszcie ;]

Skini solidarni z Tybetem

Sztangista nie uniknął również pytań o swoją fryzurę – ogoloną w dniu zawodów na łyso głowę, którą uznano za manifestację solidarności z Tybetem.

Szerzej na ten temat wypowiadać się jeszcze nie chce. – Nie potwierdzam, nie zaprzeczam – tak to się mówi? – żartował odpowiadając na pytanie dziennikarza Sport.pl, Michała Pola, Kołecki zasłaniając się wciąż obowiązującymi go regułami olimpijskimi.
– Była symbolem – przyznał jednak.

… podobnie jak fryzury skinów

Przedmioty

Zbigniew Herbert „Przedmioty”

Przedmioty martwe są zawsze w porządku i nic im, niestety, nie można zarzucić. Nie udało się nigdy zauważyć krzesła, które przestępuje z nogi na nogę, ani łóżka, które staje dęba. Także stoły, nawet kiedy są zmęczone, nie odważą się przyklęknąć. Podejrzewam, że przedmioty robią to ze względów wychowawczych, aby wciąż nam wypominać naszą niestałość.

Mam wenę ;]

Zamyśliłam sie dziś mocno i do tego mam wenę, żeby to wszystko opisać. Na początku myślałam,ze blogowanie mi nie wyjdzie i może zabawne wypowiedzi z forum powklejam, albo śmieszne rzeczy z internetu. Ale jednak podoba mi sie taka forma urzeczywistniania myśli. Mogę spokojnie napisać to co myślę akurat wtedy kiedy dobrze układa mi się to w argumenty i później tylko dać komuś do przeczytania. Często po rozmowie z kimś w nocy nachodzą mnie przemyślenia i nie mam jak ich przekazać, a kiedy mogę to okoliczności nie sprzyjają albo ja nie umiem tego wyrazić/dobrać słów żeby tworzyły logiczną całość. Mogę poukładać tutaj siebie w jakąś całość i trzymać się na wypadek jakbym się w czymś pogubiła…

Feminizm

Kiedy rozmawiam z ludźmi o roli, stylu życia, prawach, stereotypach kobiet ludzie posądzają mnie o skrajny feminizm, a nawet o bycie sadystką tudzież niezorientowaną seksualnie. Kiedy rozmawiam o „prawie kobiet do decydowania o swoim ciele” w ramach aborcji i tym podobnych tematów bywam moherem. Kiedy kwestie dotyczą „równouprawnienia” kobiet w wojsku, w sądach, w rodzicielstwie zarzuca mi się nienawiść w stosunku do kobiet… fantastycznie nieprawdaż?

Prawda jest taka, że w wielu kwestiach zgadzam się z feministkami. Nie uważam sie za inna od mężczyzn w sprawach zachowania i tego „co mi wolno a czego nie powinnam”. Kurwica (jak to się brzydko mówi) bierze mnie kiedy ktoś mówi mi,ze nie powinnam palić, przeklinać itp bo jestem samicą. Kiedy kobiety wypominają mi, że prawdziwa kobieta powinna „umieć gotować” (cóż za śmieszne sformułowanie – gotować każdy umie tylko nie każdemu to smakuje:] ) …

… ale feministką nie jestem i nigdy w życiu nie nazwę się tak. Cóż to byłby za dyshonor. To ma związek z tym przewrażliwieniem na obłudę i hipokryzje. „Feminizm” szeroko ujęty (łącznie z tymi dla których bycie feministkami równa się narzekaniu na to, że są kobietami i dały zaciągnąć sie do garów) raz na jakiś czas posługuje się hasłem „równouprawnienie” jednocześnie równouprawnienie mając w *****. Najzabawniejsze jest to, że im bliżej definicji prawdziwego – racjonalnego feminizmu (którejkolwiek z odmian), tym to słowo jest mniej używane. Feminizm już dawno przestał walczyć o podstawowe prawa a zaczął zabiegać o przywileje. Nie jest niczym innym jak kolejnym lobby starający m się polepszyć życie swoim przedstawicielom, jednocześnie gdzieś mając inne grupy (czytaj mężczyzn). Jest tym samym co lobby rolników, nafciarzy z Teksasu, producentów wina. Nie ma w tym nic złego – każdy ma prawo walczyć o swoje interesy. Tylko, że jest wielkie „ale”: ta obłuda kiedy się swoje działania podciąga pod ładne hasełko chwytające za serce.

Dopóki feministki nie zaczną mówić prawdy o sobie, albo dopóki nie zaczną naprawdę walczyć z nierównościami społecznymi wszystkich grup (również mężczyzn), dopóty ja będę zadeklarowaną antyfeministką.

Równość dla wszystkich kobiet, mężczyzn, czarnych, białych i zielonych, chomików i zboczeńców !!! ;]

Nadużywane słowko: Hipokryzja

Przyznam się bez bicia,ze naużywam tego określenia. Czasem wystarczy,ze coś jest zwykła sprzecznością lub w minimalnym stopniu odchodzi o początkowych założeń/definicji itp a ja już nazywam to hipokryzja przez wielkie H. Nie wiem skąd wziął się we mnie to odchylenie na pełnie uczciwości względem siebie, prostotę postaw etycznych, jasność sytuacji.

Nie twierdze, że nie można zmieniać światopoglądy i w pewnym momencie być na przekór zasadom, od których jeszcze nie w pełni się odeszło. Ja sama czasem tak robię, choć zazwyczaj staram się być otwarta zanim przyjmę jakaś teorie za pewnik. Idealnie było by potem przyznać się do błędu wcześniejszego myślenia…

Dlatego też w rozmowach często staram się bronić poglądu mało popularnego w danym kręgu. To daje mi możliwość zastanawiania się nad tą właśnie drogą myślenia, poznania argumentów przeciwnych. Kiedy mój cynizm z domieszką kłótliwości sięgnie szczytu, potrafię przedstawiać argumenty za daną tezą a potem sama je obalać. Jeju jaką to mi sprawia frajdę ;] Najlepszym co wtedy może się wydarzyć to wzrost agresji przeciwnika w rozmowie (niektórzy tak reagują kiedy nie są w stanie kogoś przegadać), czasem nawet można usłyszeć kilka niemiłych słów w stosunku do swojej osoby. Dla miłośników „kłótliwości” (tak nazywają to inni – ale przecież to zwykłe, chłodne, bez emocjonalne dociekanie „prawdy”) takie inwektywy sprawiają pewną przyjemność. To właśnie jest najlepszą oznaką, że się wygrało bitwę na argumenty. Jednak wygrana jest pozorna: taki rozmówca nie wnosi nic do ogólnego stanu wiedzy przeciwnika, nie daje żadnego impulsu do zweryfikowania swoich poglądów, nie podnosi poziomu intelektualnego.

Myślę, że nie ma w tym nic fajnego, a zwłaszcza nie przysparza mi przyjaciół… ale w końcu nie o to chodzi, żeby otaczać się ludźmi z którymi nie można pogadać. To nie jest prawdą, że jestem uparta i niemiła. Po prostu mam dziwne poczucie, że kiedy coś nie jest ani białe ani czarne, to należy wspierać tę mniej popularną stronę, tę na którą wszyscy „naskakują”. Należy obnażać głupotę i hipokryzje pewnych stanowisk kryjących swą szarość. A ta sposobność do odczuwania dziwnej przyjemności z kłótni: to wyszło jako skutek uboczny po wielu rozmowach kończących się inwektywami, kiedy zrozumiałam co one oznaczają tak naprawdę ;]

Jeśli kiedykolwiek napatoczę się wam pod nogi: nie oczekujcie, ze będę potakiwać i lizać wam tyłek – nie lubię tego smaku. Porozmawiajcie ze mną spokojnie i rzeczowo, pokażcie mi inny sposób myślenia, podsuńcie mi argumenty, które nie przychodzą mi do głowy… a naprawdę was polubię i będę was ceniła ;]

O doświadczeniu

„Owa wytężona uwaga z jaką staram się rozwiązać siebie, ćwiczy mnie w tym, bym mógł nieźle sądzić o drugich (…) Badam wszystko to, od czego trzeba mi stronić i co mi trzeba naśladować. Tak samo w przyjaciołach z czynów odkrywam ich wewnętrzne skłonności. Nie sile się wszelako szeregować tę nieskończoność rozmaitości uczynków, tak odmiennych i porozrywanych”

Michael Eyquem de Montaigne
„Próby” ks III, rozdz XIII „O doświadczeniu”

« Older entries