Tęsknie za dawną sobą

Czasem nachodzi mnie na słuchanie muzyki z młodości, wspomnienia i tęsknoty. Co najdziwniejsze, nie tęsknie za ludźmi z którymi nie mam już kontaktu, za miejscami w jakich bywałam, ale za tym jaka byłam kiedyś. Nie wiem nawet kiedy ktoś mi odebrał całą spontaniczność, frywolność i radość życiową. A może to naturalny efekt starzenia się?

Dzisiejszy dzień sponsorują Gunsi : [1] [2] [3] [4] [5] [6] [7] [8] [9] [10] [11] [12]

Bardzo piękna piosenka

Wokalista strasznie zawodzi, wokalistka pięknie śpiewa, ale w tle zagłuszana przez wokalistę… to wszystko jest bez znaczenia, bo piosenka i tak piękna.

Jefferson Airplane – Today

Jakoś tak mam, że jak mnie jakaś piosenka pochłonie to wszystkim ją muszę pokazać :-)

A [TU] wersja studyjna. Lepiej zaśpiewana, ale bardziej „surowa”

Teoria względności czasu

Jako by nie było są/będą niedługo jakieś tam święta. National Geografic lub jakiś inny program, który katuje zawsze w święta od 8 rano mój ojciec, ogłasza co godzinę coraz nowsze teorie odnośnie prawdziwego oblicza tego co przez 2tys lat poprzekręcał Kościół Katolicki.

Postanowiłam i ja nawiązać do święta i przypomnieć iż mam taką oto kategorie na blogu: [kategoria]. Kiedyś tam doszłam do wniosku, że rola Jezusa i Judasza z tego właśnie musicalu jest tym co sprawia, że warto być facetem ;] Aczkolwiek inny muzycy z tej wersji również są świetni. Np ten od św. Piotra ma dobry głos i gdzie indziej były „gwiaździorem”. Tu jestem jest przytłoczony przez Teda Neeley’ego i Carla Andersona. Piłat świetny ma głos i najlepiej spisał się aktorsko, ale ma zbyt poboczną role i trzeba się wczuć i dotrzymać do 23 kawałka żeby usłyszeć i zobaczyć tą jego genialność. No cóż. Nie trudno się domyślić, że musical jako całość uważam za najlepsze co w muzyce powstało w ciągu ostatnich 100 lat ;]

A teraz o względności czasu: kompletnie nie zdawałam sobie sprawy z tego ile to już mineło od ostatniego wpisu. Czas pędzi jak oszalały, a mi w głowie tylko ptactwo ogrodowe ;] Zyje jednakże tyle, że w stanie wiosennego zamyślenia o niczym i kontempletacji przyrody.

Po 4 piwach nic nie brzmi tak dobrze jak „Strawberry fields”

Nie potrafię wyrazić tego co przeszywa moje ciało kiedy słyszę pierwsze nuty tego utworu, ale muszę przyznać, że nigdy nie brzmi tak dobrze jak po 4 piwach ;]

Nie będę już nic mówić…

„Let me take you down,
’cause I’m going to Strawberry Fields.
Nothing is real and nothing to get hung about.
Strawberry Fields forever.”

Ornitologicznie

Dookoła mnie robi się coraz bardziej odludnie, a zarazem coraz bardziej ptaszyście. Można powiedzieć, że ptaki ilością jak i różnorodnością jakieś 2 lata temu dorównały do poziomu z dzieciństwa, a rok temu znacznie ten poziom przekroczyły. Jako miłośnik przyrody i wróg cywilizacji ucieszyłam się niezmiernie ;]

Do 4 roku studiów Juwenalia w moim mieście odbywały się na początku czerwca, kiedy to wiele wszelakich szkół prywatnych i lżejszych kierunków ma już wolne. My jednak na budownictwie w tym okresie ostro zapierniczamy z projektami. Na 4 roku Juwenalia odbywały się w maju, zatem w końcu mogłam w nich uczestniczyć pełną gębą. Pewnego dnia wracałam sobie do domu około 2 w nocy. Wtedy pierwszy raz w życiu usłyszałam tak piękny śpiew. Cała melodia, składająca się z 5-6 zwrotek, śpiewana donośnym głosem w całkowitej ciszy, w parku na przeciw. Usiadłam na kamieniu pod domem i słuchałam tego ptaszka do 4 w nocy. Później robiło się coraz cieplej i świt nastawał coraz wcześniej. Ptaszek również coraz wcześniej się uaktywniał. W kluczowym momencie śpiewał już około 23. W tym okresie koło parku toczyła się budowa. Myślałam, że to może w związku z hukiem, ptaszkowi pomyliło się i śpiewa dopiero po nastaniu ciszy.

W następnym roku zaprzestano budowy i nastał okres zatrzęsienia ptactwa. Pierwszy raz na moim ogrodzie widziałam kosa. Przeżywałam ataki szpaków, w szczególności po ścięciu trawy, kiedy robaki były łatwo dostępne. Gawrony i kawki postanowiły zasiedlić park nieopodal i przelatywać nad moim ogrodem. Był też jakiś pięknie śpiewający ptak, tym razem jednak śpiewał troszkę krócej i jakby ciut inaczej, wieczorem przed zmierzchem, a nie w nocy.

Teraz jest już wiosna, choć znów jest zimno i pada śnieg ;] Czarne ptasiory gromadzą się i coś kombinują. Czasem robią zloty na nowo wybudowanym (jeszcze nie do końca – na razie jest tylko stan surowy). Już powoli robią sobie gniazda. Kos zagarnął mój ogród jako swój teren i odgania inne ptaki o podobnej jemu wielkości. Sikorek jakoś nie rusza, więc te spokojnie przylatują gromadami po kasze i suchy pokrojony chleb. Od czasu do czasu przylatuje nasza znajoma sójka. Sroki są rzadziej (a kiedyś miały u nas gniazdo i 3 lata z rzędu obserwowałam rodziców i młodocianych). Czasem widać inne ptaki, których jeszcze nie rozpoznałam.

Ponieważ sezon na ptactwo się rozpoczyna, znów wszczęłam swą edukacje ornitologiczną. Z tej okazji chciałam polecić fajną stronę z głosami różnorakich ptaków, niestety bez zdjęć. Przy okazji opowiedzieć o moich przypuszczeniach:

Rok temu, tym śpiewającym ptakiem, bez żadnych wątpliwości był kos. Widzieliśmy go z bliska.
Śpiewał dokładnie tak: Kos

Dwa lata temu śpiew był jednak inny i o innej porze. Bardziej przypominał ten: Słowik Szary 1, Słowik Szary 2. Całkiem podobnie, jednak bardziej donośnie i z wyraźnymi seryjnymi „uderzeniami językiem” (nie wiem jak to inaczej nazwać). Ponadto przeczytałam, że „woli śpiewać z wyżej położonych miejsc (do 10m)” oraz „W Polsce słowik szary należy do ptaków średnio licznych lęgowo. Przylatuje do nas w kwietniu-maju, a odlatuje w sierpniu-wrześniu.”… co się również zgadza. Tylko, że słowik w centrum miasta? I to w dodatku tylko przez rok, kiedy w następnym roku słychać było śpiew podobny (jak dla mało wprawionego muzycznie i mało obeznanego ornitologicznie ucha).

Mało tego: Pamiętam dokładnie przepiękną piosenkę Beatlesów, z której wynikało, że to kos śpiewa nad ranem ;] Szkoda, że nigdzie nie ma opisanych godzin, w których ptaki śpiewają zazwyczaj…

A na koniec tego, zapewne nudnego, wywodu o ptaku, który niesamowicie mnie zauroczył/zniewolił 2 lata temu … wyżej wspomniana piosenka:

War is over if you want it…

najbardziej wzruszająca piosenka świąteczna na świecie ;]

cholernie antywojenna i pacyfistyczna. A niedawno była 28 rocznica śmierci Johna Lennona…. ten Pan mnie wzrusza co raz…

Z tylu różnych dróg przez życie, każdy ma prawo wybrać źle

[TEKST]

Choć pewno nie potrafię wyczuć klimatów jakie towarzyszyły powstaniu tego utworu. Choć nie wiem do końca co mnie tak do niego ciągnie…

Te ostatnie wersy towarzyszą mi przez całe życie, kiedy kusi mnie żeby ustawiać życie innym.

Więc jeszcze seta, znakomicie,
Padniemy, ale zgódźmy się,
Że z tylu różnych dróg przez życie,
Każdy ma prawo wybrać źle…

I trzeba przyznać ponadto, że twórczość Stanisława Staszewskiego to jest to, co w twórczości Kazika Staszewskiego lubie najbardziej.

Janis Joplin

Oglądałam dziś, niedawno ciekawy program biograficzny o Janis Joplin. A może bardziej wywiad?

Tak czy siak: można nakręcić naprawdę dobry film, sklejając go z fragmentów wywiadów i piosenek. Sam artysta najlepiej potrafi opowiedzieć o swoim życiu i samym sobie. Nie potrzeba napuszonych znajomych, którzy nagle uwielbiają główną osobowość programu i uważają się za najlepszych przyjaciół, choć poza okiem kamery było i jest zupełnie inaczej. Nie potrzeba pustych frazesów jakiegoś narratora, który sam nie wierzy w to co mówi (ale przecież nie wypada mówić źle, wiec trzeba słodzić na silę).

Choćby cały program poświęcono na opowiadanie o nieprzyjemnościach Janis Joplin w szkole i rodzinnym mieście, o odizolowaniu, niechęci do niej itp… nic nie przedstawi tego tak dobrze jak ona sama podczas wywiadu, kiedy wróciła do miasta na zjazd z okazji 10-lecia ukończenia szkoły… Było też kilka innych wywiadów o sławie i byciu sobą, skrępowania przed kamerą…

Dlatego właśnie uważam ten program za świetny. Poprostu nie zagłuszał nadętymi bzdurami tego co i jak mówiła o sobie sama Janis Joplin.

Taki sobie manifest 2

Zawsze po winie włącza mi się opcja „miłość” i mogę godzinami rozprawiać o tych wszystkich bredniach typu: jaki świat byłby piękniejszy gdyby „make love not war” nie upadło.

Nie jestem zwolenniczką astrologii i wszelkich metafizyk, ale w przypadku celów wyższych (przekonywania, że można żyć w pokoju i „niewpierniczaniu się” w cudze życie) jestem skłonna poprzeć te wszystkie pierdoły o erze wodnika i takich tam. BA! Uważam,że do tego wszystkiego mogą doprowadzić ludzie, a nie jakieś gwiazdy miliony lat świetlnych od nas. Ale jeśli inni tego potrzebują, to niech się tym karmią. Wszelkie brednie są piękne póki niosą ze sobą piękne idee.

Taki sobie manifest

Let the sunshine in

Ja wiem, że bez wczucia się w klimat epoki i sytuacje musicalową, ciężko pojąć wspaniałość tego utworu, jego podniosłość, jego siłę manifestu, piękno idei przez niego przekazywanych… ale ja tam to wszystko odczuwam.

Wersja sceniczna, najlepsza (moim zdaniem), dużo lepsza niż z filmu.

Analiza muzyczna

W związku z manią analizowania siebie, w pewnym momencie mego życia musiałam dojść do wniosku skąd się wzięły pewne moje poglądy. Dziś wywód na tematy muzyczno/pacyfistyczne.

Wszystko zaczęło się od chwili kiedy byłam małą dziewczynką. W TVP (kiedyś to był program z misja: masą dokumentów i dobrych filmów) leciał kilku odcinkowy program o historii muzyki rozrywkowej XX wieku. Ponieważ byłam dziwnym dzieckiem i pochłaniałam naprawdę dużo dokumentów, oglądałam i ten. Historyjki o narkotyzujących się murzynach z Harlemu, grających bluesa, przyjęłam z zaciekawieniem. Kiedy nastał odcinek o latach 60-tych zwaliło mnie z nóg. Mniej więcej w tym samym czasie w TVP leciał program o gościu, którego życiowym osiągnięciem było LSD, i co ważne w tym panu – zamroził się na wypadek możliwości przywracania trupów do życia w przyszłości. Nie mam pamięci do nazwisk, wiec dopiero w późnej przyszłości wpadło mi ono w ucho ;]

Kiedy myślę nad tym, dlaczego akurat ten okres muzyczny tak mnie poruszył, dochodzę do wniosku, że to ze względu na idee jakie ze sobą niósł. I nie chodzi o to, że byłam już wtedy pacyfistka, rozważającą różnorakie niuanse wojen, pokoju na świecie, miłości itp. Wtedy dopiero kształtowały się moje poglądy. W jakiś sposób to co wychodziło ze mnie na zewnątrz do świadomości, pokrywało się z tym co widziałam w programach. Pokrywało się z tymi wszystkimi manifestacjami przeciw wojnie w Wietnamie  i śpiewaniu „Give peace a chance” przez tysiące ludzi. Mówienie o eksperymentowaniu ze świadomością, ładnie współgrało z moim bardzo zarysowanym JA, bardzo wyodrębnionym z masowości społecznej.

To był okres, w którym dzieci przestają mechanicznie podążać za moralnością przekazywaną im przez rodziców i zaczynają sami jej szukać. Ja nie poszłam na łatwiznę i nie przeskoczyłam na z góry daną moralność religijną, lecz szukałam jej głębiej, stale analizując to co mówią mi wewnętrzne pokłady mojego JA. Jedni nazywają to sumieniem, inni pod i nad świadomością. Ja jednak coraz bardziej skłaniam się do jakiegoś „wnętrza”, które jest przekazane nam jako „świadomość pokoleń” czy jakoś tak to się nazywało. Jako wyewoluowane działania. Kiedy tak bliżej się zastanowić to, na to co moralność nazywa „dobrem” składają się same korzystne dla społeczeństwa czynności. Można śmiało przyjąć, że jest to przekazywane dalej jako niemal cecha gatunkowa.

Tak więc z jednej strony to moje skłonności przyczyniły się do wybrania akurat ideologii hipisowskiej. Z drugiej zaś można śmiało stwierdzić, że to ona pokierowała mnie dalej ku moim poglądom. To ona ułożyłą to, co cicho podpowiadało mi moje JA, w wyraźne hasła. A przy tym wyznaczyła sztywno moje zainteresowania muzyczne.

Nowy musical

Postanowiłam przerzucić się na nowego musicalu. [Archiwum]

Wszystko to spotkało się z pewnym ciągiem zdarzeń, usilnie przypominającym mi o moim maniakalnym pacyfizmie. A to wybory w USA i dokument o kandydatach (patrz [TU] ), a to moje wczorajsze dociekanie przyczyn katastrofy tunguskiej, dziś dokument o kulisach powstawania  Hair. Padło właśnie na musical.

Wszędzie przez moje muzyczne życie przetaczają się jacyś narkomani i zboczeńcy. Cholera nawet Bob Dylan przechodził przez okres religijnie muzycznych uniesień. Czy i ja kiedyś dosięgnie muzycznej „grzeczności” w jakiejkolwiek formie? :D

…. dopisze cos później