Brudaski kontra czyścioszki

Podczytuje forum… pisałam już o tym ;]

Ostatnio przeglądałam wątek o zmywaniu makijażu i pełne oburzenia wpisy o tym jak to można o 2 w nocy po pijaku nie traktować się toną kosmetyków „myjących”. Strasznie mnie to śmieszy, że dla niektórych kobiet „higiena”, „czystość”, „mycie twarzy” to hasła nieodzownie kojarzące się nie z wodą, ale z kilkoma kosmetykami (mleczkiem, tonikiem i tym podobnymi). Co te głupie kolorowe pisma robią z kobietami? Kiedyś czytałam wręcz, że nie powinno się myć twarzy wodą. W jaki sposób nacieranie się kosmetykami, które zawsze pozostawiają coś na twarzy, ma być nazywane zmywaniem czegokolwiek? Jak można uważać twarz potraktowaną takim czymś za czysta?

Reklamy