Nie lubię feministek, bo one nie lubią kobiet

Abstrahując od tego kto to powiedział, gdzie, czy mówił to jako funkcjonariusz państwowy, czy osoba prywatna… Ja też ich nie lubię, ale z innych względów. Zastanowiwszy się jednak nad tym tekstem dochodzę coraz częściej do wniosku, że to prawda. Widać to na forach internetowych, widać w nastawieniu tak zwanych „kobiet wyzwolonych” do tak zwanych „kur domowych”… widać to wszędzie. Bez względu na to, że feminizm ma różne oblicza, że niektóre kobiety mianujące się feministkami są w rzeczywistości tylko zdesperowanymi kurami domowymi.. bez względu na wszystko… gdyby zrobić ankietę wśród feministek odnośnie przykładowej kobiety-kury domowej, zażartej katoliczki, obrończyni ogniska domowego, przeważające głosy wobec niej byłyby gardzące, a nawet obraźliwe. A przecież to feministki powinny stać na straży wolności kobiet do robienia tego co chcą w życiu i spełniania się w tym.

Ja też nie lubię feministek, ale z innego powodu: bo feministki dyskryminują kobiety i mężczyzn. Oczywiście nie wszystkie, ale z całej różnorodności feminizmu trudno znaleźć te, które oponują za równouprawnieniem. Bo równouprawnieniem nie jest przecież lobbowanie ku własnym korzyściom i obrona własnych przywieli. Inną sprawą jest to, że osoby będące za równouprawnieniem nie powinno nazywać się feministkami, bo ta nazwa sama w sobie zaprzecza równouprawnieniu.

Feminizm ma różne oblicza. Jednym z nich była taka jedna znana (ostatnio tylko z sporadycznego szczekania w TV) kobieta (nie jestem w stanie przypomnieć sobie jej nazwiska). Uzewnętrzniała ona na antenie poglądy, które najczęściej daje się słyszeć u ust osób uznających się za feministki. W pewnym momencie powiedziała coś co dyskredytuje ją jak i środowisko w imieniu którego się wypowiadało jako osobę/grupę inteligentną. Chodziło o to, że kobietom należą się przywileje, bo kobiety muszą pracować, a do tego rodzić i wychowywać dzieci (to po przecinku jest niemal dokładnie tym co powiedziała).

Ta wypowiedz zwaliła mnie z nóg. Ta pani nie zdaje sobie sprawy, że nie dość, że podtrzymuje szkodliwe dla kobiet stereotypy, to jeszcze dyskryminuje mężczyzn odbierając im prawo do uczestniczeniu w wychowywaniu dzieci. Jaka jest zatem różnica miedzy takim feminizmem (najczęściej spotykanym w Polsce), a tym niezwykle ociemniałym ciemnogrodem mentalnym jakim jest konserwatyzm społeczny? Jedyną różnicą jest to, że feminizm domaga się za to samo kasy, stanowisk i przywieli.

Kobieta nie dość, że nie musi po pracy sama wychowywać dzieci, to jeszcze nie może odbierać prawa ojca do opieki nad dzieckiem!!

Z pewnego artykułu opisującego ankietę na dość dużej próbie wynikało, że 75% kobiet uważa, że to one powinny odbierać dzieci z przedszkola, zwalniać się z pracy kiedy dziecko jest chore. Jeszcze więcej uważało, że to one powinny iść na urlopy wychowawcze. Z tego jasno wynika, że 75% kobiet uważa, że powinna izolować mężczyzn od opieki nad dziećmi, robić z nich niedzielnych ojców. Czy w takich okolicznościach dziwne jest, że to mężczyźni z masą wolnego czasu awansują zawodowo i zarabiają więcej? Może pierwszym co feministki powinny robić w walce o równouprawnienia w drodze do kariery zawodowej, jest wybijanie tym 75% kobiet, że musza zajmować się dziećmi oraz że nie wolno im odbierać praw mężczyzn do wychowywania dzieci.

Reklamy

1 komentarz

  1. airborell said,

    13/10/2009 @ 21:07

    100% poparcia (tylko popraw te „przywieli” :). Tak, te feministki, które chcą kasy za siedzenie w domu i wychowywanie dzieci, w zdumiewający sposób zbliżają się poglądami do korwinistów.


Skomentuj

Wprowadź swoje dane lub kliknij jedną z tych ikon, aby się zalogować:

Logo WordPress.com

Komentujesz korzystając z konta WordPress.com. Wyloguj / Zmień )

Zdjęcie z Twittera

Komentujesz korzystając z konta Twitter. Wyloguj / Zmień )

Facebook photo

Komentujesz korzystając z konta Facebook. Wyloguj / Zmień )

Google+ photo

Komentujesz korzystając z konta Google+. Wyloguj / Zmień )

Connecting to %s

%d blogerów lubi to: