Kaczy kuper

2krzesłaNiektórzy popełniają wyjątkowo dużo gaf. Niektóre z tych gaf są niesamowicie żenujące. Jedna z nich jest Artur Borubar i Roger Pererio. Nie dość, że jest wyrazem lekceważenia tego czym emocjonuje się duża część rodaków, to jeszcze wskazuje na problemy z nietolerancją alkoholu (bo wątpię, żeby takie przejęzyczenie było efektem tylko pomyłki oraz, że pozwolili by na to spece od wizerunku).

Żenujące jest jednak jeszcze coś: szukanie takich gaf na silę, wyśmiewanie na silę. W ubiegającym tygodniu hitem było to zdjęcie, choć nie wielkiej wagi (na co wskazywało umiejscowienie tego niusa w serwisach mniejszej “powagi”).

Co takiego mnie w tym żenuje? Zachowanie ludzi, którzy wyśmieli prezydenta zakrywając tym swoje kompleksy.

Co ja widzę na tym zdjęciu? Próbę wyjścia z niezręcznej sytuacji w jakiej postawiono (może celowo, może nie) prezydenta, poprzez utrzymanie jednakowej odległości między przedstawicielami wrogich obozów politycznych. Próbę bycia ponad podziałami. W zasadzie należy się uznanie za to zachowanie (oczywiście w kontekście wcześniejszych zachowań  Zapewne gdyby prezydent się nie spóźnił dodatkowego krzesła by nie było.

Ostatnio za mocno się bulwersuję :-)

4 czerwca

Doszłam dziś do bardzo brutalnego wniosku:

W Polsce nie będzie normalnie, nie będzie można budować kraj póki nie wymrą ludzie urodzeni przed 1980r. Podejrzewam, że nawet i później nie będzie pięknie, bo obecne wydarzenie niezbyt pozytywnie odbijają się na młodych.

Wiem, że to brutalne i nietaktowne i niesamowicie chamskie, ale póki co każdy bezpośrednio skażony Solidarnością ciągnie tylko Polskę w dół. Krew mnie zalewa, kiedy przy byle okazji byle kto, a w szczególności związki zawodowe jako naczelne dziwki polityczne, wycierają sobie brudne gęby Solidarnością.

Każde państwo, naród potrzebuje czegoś czym mógłby się chwalić, aby mieć dobrą opinię, szacunek. Dlatego też stara się jak najbardziej wybielić swoje przewinienia i jak najmocniej chwalić się przed światem tym co chwalebne. My w Polsce też nie jesteśmy uczeni o niegodziwościach naszych historycznych przodków, oburzamy się jako naród gdy mówi się o Jedwabnem, nie rozumiemy co takiego mają przeciw nam Rosjanie za Moskwie w 1612r. Inne narody robią to samo tyle, że mają większą siłę przebicia. A Polacy: Polacy potrafią się tylko oburzać i marudzić pod nosem.

Potrzeba Polsce lepszej promocji, głośnego mówienia o naszych zasługach, chwalenia się Cudem nad Wisłą i Solidarnością. Kiedy w podręcznikach na zachodzie kształtuje się obalenie muru berlińskiego jako upadek komunizmu, my musimy mówić światu głośno o Wałęsie i Okrągłym Stole. Potrzebujemy Wałęsy jako symbolu, bez względu jakim by był. Zamiast wykłócać się z nim należałoby dać mu się puszyć na wykładach, aby mówił młodzieży i zagranicznym dziennikarzom jaki jest wielki.

Teraz jest fantastyczna okazja, żeby się promować na świecie i przypomnieć o sobie. Tyle, że zamiast zewrzeć siły dla ogólnego dobra, zawiste szuje wolą zrobić rozróbę. I tak zamiast wrażenia, że polacy to fantastyczny naród gotowy do wielkich rzeczy, będziemy nadal uważani za kłócącą się dzicz. I nie widze ratunku, póki ta zawzięta dzicz nie zniknie z powierzchni ziemi. I mam to gdzieś, że moje dzisiejsze wrażenie jest “zbyt ostre”, chamskie, nietaktowne.

Palikot

Ostatnio olewam politykę, bo krew mnie zalewa. Przez okres jakiś 5-3 lat (zależnie od punktu widzenia) interesowałam się nią mocniej niż standardowy człowiek mojego pokolenia. W okresie kampani parlamentarnej dzień zaczynałam od solidnego przewertowania kanałów informacyjnych, a następnie serwisów internetowych. I co mi to dało? Po tym okresie czytam tylko nagłówki i z góry wiem co znajduje się w środku :-)

Najnowsze trendy w Polityce polegają na robieniu przedstawień, a przoduje w tym Palikot. Wielu się oburza na niego, ale ja naprawdę nie widzę różnicy między przedstawieniami komediowymi Palikota, teoriami spiskowymi Kaczek, mdłych melodramatów miłosnych Tuska. No może Palikot mówi trochę bardziej “językiem ludu” :-)

“Pomyślałem: jeśli im wolno, to dlaczego nie wolno mnie? Może i ja powinienem wedrzeć się do siedziby Sierpnia, przykuć dłoń do kaloryfera i zażądać od szefa związku spełnienia listy moich postulatów? Wykorzystać ich broń – maksimum terroru, minimum wysiłku? I taką oto drogą doszedłem do Listy 10+1, czyli 10+1 postulatów Janusza Palikota skierowanych do związkowców Sierpnia ’80″ [źródło]

Nie widzę też różnicy między pochodem pijanych kibiców Legii ulicami miasta i demolowaniem wszystkiego na drodze, a pochodem pijanych związkowców i demolowaniem. Dlatego cieszy mnie niezmiernie to, że ktoś w końcu odpłaci się związkowcom. Podejrzewam, że Palikot i tak zrobi z tego “delikatną” reklamówkę w TV. Mi się marzy jednak zabijanie drzwi, palenie opon pod oknami szefostwa związku, syreny, demolowanie barierek itp. Jetem przekonana, że to jedyna możliwość, aby związkowcy i PiS w końcu doszli do wniosku, że na użycie siły odpowiada się działaniami policyjnymi. Być może nawet zaświta im w głowie, że to wcale nie są “demonstracje pokojowe”.

Szał ciał i wielki bulwers

Ostatnimi dniami mamy do czynienia z strasznym zbulwersowaniem narodu polskiego. Biorąc pod uwagę jak bardzo naród polski się bulwersuje, można by powiedzieć, że to nasza cecha narodowa ;]

Pewien dawny polityk jest szczęśliwy (nawet jeśli to tylko jego złudzenie), wiec staje się naturalnym obiektem ataku. To przecież takie naturalne, że człowiek szczęśliwy jest złem wcielonym i wzbudza bulwersując. Bawi mnie jednak to do jakiego stopnia doszło to wszystko.

Bulwersuje się każdy. A to nagle okazuje się, że człowiek nie ma prawa do rozwodu i bez względu na to w jakiej sytuacji rodzinnej się znalazł, musi w niej tkwić, bo nagle wszyscy kultywują wartości chrześcijańskie. A to jakaś zawistna baba nagle oburza się językiem narzeczonej, choć sama lepszego języka nie stosuje. Nagle okazuje się, że rozmawiający normalną, zwyczajową polszczyzną musi być idiotą, bo nie odzywa się “językiem wyższym”. Nagle wszyscy robią się poważni i nie tolerują żartów (w szczególności tych głupkowatych), wszak nikomu normalnemu takie żarty się nie zdarzają. Najciekawszym odkryciem ostatnich dni było to, że status narzeczonego/narzeczonej nie jest związany z oficjalna zgoda na zawarcie małżeństwa w przyszłości, lecz statusem cywilnym (zamężny mężczyzna, w trakcie rozwiązywania małżeństwa, nie może nazywać narzeczoną kogoś, komu się oświadczył ze skutkiem pozytywnym).

Wszyscy tacy święci, intelektualni i wspaniali…. tylko jakoś nie widać tego na ulicy…

Największą jednak radość sprawiają mi krytycy polityczni. Niegdyś ośmieszali, bo przecież to był “marionetkowy premier”, zwyczajny nauczyciel fizyki sterowany przez wodza. Jednym słowem był beeee, nieważny, nieistotny, starano się go zmarginalizować. Potem “marionetkowy premier” stał się super bohaterem, który postanowił wybić się z szeregów i za to został stłamszony i wygoniony, dla innych stał się nadzieją. Teraz tego “marionetkowego premiera” gani się za to, że nic nie zrobił kiedy był premierem i nagle to jego wina (a przecież mówiono, że nic nie mógł zrobić).

Wszyscy ganią pewne partie za brak demokracji wewnętrznej, za to, że blokuje się głosy odmienne od aktualnej linii politycznej, ze zamyka się usta jej politykom. A kiedy ktoś ma tego dość i wychodzi z niej, nagle wszyscy zaczynają od niego wymagać, aby żył według standardów, od których przecież odszedł.

Zewsząd słychać głosy oburzenia i zbulwersowania zachowaniem pewnego polityka, pewnej stacji TV, pewnych gazet. Tym, że ten płytki temat o bardzo niskim poziomie w ogóle wypłynął. Nikt nie zwraca jednak uwagi, że wypływa on dla nich po to żeby mogli popsioczyć, że to oni są na niskim poziomie, bo interesują się tym, bo kupują to, bo wszyscy zarabiają na tym, że oni się bulwersują. Nikt nawet nie puknie się w głowę i nie pomyśli na jak niskim poziomie i jak bulwersujące jest wtykanie nosa w prywatne sprawy innych osób i publiczne ich komentowanie…

Wszyscy lubią czuć się lepiej. Nie wszystkich jednak stać na “wysoki poziom”. O wiele łatwiej jest sprawić tak, aby zdewaluować poziom innych.

Temat zastępczy

Życie polityczne zaczyna mnie coraz mniej interesować, a to wszystko przez coraz większe ogłupianie publiczności. Ma to miejsce za pośrednictwem tematów zastępczych, a kiedy jest źle wręcz “pocieszaczy”. Co raz: a to jakiś polityk palnie głupstwo nad którym debatuje cały kraj, a to jakąś mini aferę się wynajdzie i skreśli nic nieznaczących ludzi. A wszystko po to aby prasa nie szperała/węszyła, aby ludzie mieli poczucie uczestnictwa w życiu politycznym, aby ludzie zajmowali się tym co krzykliwe i zrozumiałe im, a nie jakąś gospodarką i trudnymi wyrazami.

Za PiSu też się o niczym poważnym nie mówiło, jeno o jakiś bredniach, ale przynajmniej śmiesznie było. Teraz nowa władza nawet godnej nas rozrywki nie reżyseruje. Jedynie biedny Palikot ociera pot z czoła, siląc się na nowe zadymy. Marnie mu to wychodzi, bo choć błazen nadworny i krzykacz, to zamiast śmieszyć – prawdę mówi. Prawdę brutalna i niekulturalną, ale jakże bliską nam, szarym ludziom niedotkniętym przymusem konwenansów.

Swojskim podwórkiem nie zajmuję się juz od dawna. Za to ostatnimi czasy żenuje mnie nad wyraz “cud nad Hudson”. Amerykański system konsumpcji chyli się ku upadkowi, więc trzeba dać prostemu ludowi uciechę i otuchę. Zjawił się zatem nowy bohater dokonując niebywały cud. Cudem tym co prawda jest standardowe zachowanie w tej sytuacji (posadzenie samolotu jak najbezpieczniej w miejscu bezludnym), jednak rozgłos w okół niego jakby conajmniej latał z prędkością naddźwiękową, w ciasno skrojonym uniformie i pelerynce. Cóż, nie ważne jaki bohater, ważne ile miejsca w gazetach i wiadomościach telewizyjnych zajmuje.

Lincz we Włodowie

Sprawa ta była kontrowersyjna od samego początku. Powodowała najwięcej zacietrzewienia (dziś to moje ulubione słowo), najbardziej oburzała, gromadziła najwięcej komentarzy. Sprawa do oceny trudna, jednak przeważnie gromadząca opinie bardzo jednostronne. Widząc jej zawiłości ciężko się wypowiedzieć. Ciężko też się powstrzymać od bronienia drugiej strony medalu w wątkach jednostronnie popierających pewna ocenę, nie widzących nic poza białością i czarnością. Bo sprawa ma jeden odcień i jest to idealnie wypośrodkowana na skali.

Do napisania tej notki skusił mnie ten komentarz. Nie chcę się jednak bezpośrednio do niego ustosunkowywać, gdyż musiałabym poprzeć “druga stronę”. Zresztą często to robię. Dziś jednak nie chcę tego robić. Mam jakieś poczucie chęci opisania wszystkiego po kolei. Dodam jednakże jeszcze jeden komentarz polityczny do tej sytuacji.

Aby dobrze zrozumieć to co chcę opisać, należy zapoznać się z moim zdaniem na temat społeczeństwa, roli człowieka w społeczeństwie oraz tego co ludziom jako społeczeństwu wolno wobec innej jednostki [dostępne TU]. Jest to zdanie bardzo ważne, gdyż to właśnie ten pogląd stoi u podstawy mojego zapatrywania się na kare śmierci, jak również linczu jako rodzaju tejże kary.

Wcześniej już wyjaśniłam, że społeczeństwo jako zrzeszenie ludzi ku polepszeniu swej doli, ma prawo określać zasady funkcjonowania w nim. Podobnie jest z innymi tworami. Tworząc kółka literackie, kluby sportowe, fundacje, mamy prawo tworzyć regulaminy i oczekiwać przestrzegania ich pod groźba usunięcia lub ograniczenia praw. Społeczeństwo jest tworem zrzeszającym o najwyższych kompetencjach. Jego prawem/obowiązkiem, jako zrzeszeniu zrzeszeń i jednostek, jest pilnowanie wolności osobistej. Wolność ta jest zdefiniowana jako możliwości wykonywania wszystkiego o ile nie krzywdzi to innych (tak w swobodnym tłumaczeniu). Do tego celu społeczeństwo wyznacza sobie prawo, czyli spis tego co wolno, należy, jest zabronione.

Człowiek ma prawo posiadać maczetę i robić z nią co chce. Może np odrąbać sobie rękę, może posiekać wszystko w swoim domu. Nie ma prawa jednak robić tą maczetą nic co by wkraczało w sferę życia i własności innych ludzi. Nie może biegać i ranić postronnych osób. Jeśli to robi, czyli sprawia zagrożenie, społeczeństwo może (a wręcz dla dobra innych musi) mu odmówić prawa do swobodnego życia w obrębie  społeczności. Cała sprawa linczu rozegrała się dlatego, że organy zobowiązane do pilnowania tego, nie dopełniły swych obowiązków.

Tu należy zadać pytanie:
Czy ludzie tworzący społeczeństwo, widząc nieporadność organów, które zostały stworzone przez społeczeństwo (prawo, sądy, policja, areszty), ma prawo przejąć odpowiedzialność w swoje ręce ??

Wydaje się ze tak. Sęk w tym, iż rzadko kiedy udaje się wykonać to w granicach prawa (gdyby się dało, organy nie byłyby potrzebne). Przykładem mogą być nielegalne manifestacje, kiedy organ jakim jest rząd/prezydent ma gdzieś ludzi i działa wbrew/na niekorzyść ich. Przykładem może być działalność wszelkich opozycyjnych organizacji podziemnych, walczących przeciw “złu”: komunizmu, nazizmu,  a działające wbrew prawu. W takich przypadkach nikt nie odważy się krytykować i domagać się respektu dla prawa.

Można powiedzieć, że w tym przypadku doszło do czegoś gorszego niż drukowanie ulotek. To prawda: miał na miejscu mord. Jednak nieuchronność wobec prawa przysługuje wszystkim w takim samym stopniu: drukującemu zakazane ulotki i mordującemu za “sprawę”. Aby było “uczciwie” należy dopuszczać oba wypadki, lub oba piętnować i karać. Albo domagamy się bezwzględnego poszanowania prawa (nawet jeśli jest złe, lub nie działa tak jak trzeba), lub przyjmujemy, że ludzie maja prawo do łamania prawa dla dobra swojego i innych.

Można powiedzieć, że nie trzeba było mordować. Wystarczyło związać i więzić. To też jest bezprawne. Wszystko co mogli zrobić Ci ludzie, nie żyjąc jak owieczki czekające na rzeź i ewentualne załatwienie sprawy samoobroną, było bezprawne. Za wszystko należałaby się im kara.  Mieli siedzieć i czekać aż ktoś nawinie się pod maczetę? Mogli, lecz na ich miejscu każdy zbuntował by się przeciw prawu, lub przynajmniej myślałby o tym. Nie każdy w taki sposób.

Mamy więc dwa fronty:
- jeden opowiadający się za bezwzględnym szanowaniem prawa, nawet jeśli chroni kogoś, kto prawa nie szanuje, co prowadzi do dalszej możliwości łamania prawa i krzywdy osób niewinnych
- drugi opowiadający się za braniem prawa w swoje ręce w sytuacji “obrony” (nie wiadomo kogo, na pewno nie obrony własnej), nawet za cenę postępowania dokładnie takiego przed którym broni się kogoś/czegoś.

Spójrzmy jednak na samych sprawców linczu. Czy różnili się czymkolwiek od recydywisty z maczetą? Byli zdolni zamordować i sprofanować zwłoki człowieka. Byli chojrakami, bo mieli przewagę. Dopuścili się zabójstwa z zimną krwią. Mogli przecież związać i przetrzymywać tego starszego człowieka, aż ich wielki obrońca na stanowisku (Zbigniew “Zero” Ziobro) zajmie się sprawą.

Jakoś nie potrafię nie czuć pogardy do kogoś zdolnego do takich czynów. Bez względu czy to jest ktoś kto dokonuje linczu, idzie do wojska i wyjeżdża na wojnę bezpośrednio go niedotyczącą i wątpliwą moralnie, sędzia skazujący na kare śmierci, kat wykonujący ją, osoba domagająca się kary śmierci. Bez względu czy ktoś dokonuje morderstwa, lub jest mu przychylny. Człowiek nie ma prawa ingerować w kwestie życia i śmierci, bo nie jest to w jego kompetencjach. A już szczególnie jeśli robi to z zemsty i do tego usprawiedliwia się jako “dobry człowiek”. Mordując morderce sam staje się mordercą. Do takich ludzi czuję wyjątkową pogardę, raz za czyn, dwa za hipokryzję.

Mamy więc do czynienia z grupą morderców mordujących morderce. Za sam mord należy się im pogarda i kara. Oni jednak bywają uważani za bohaterów. Patrząc z drugiej strony: czy nie stali się tylko narzędziem społecznym do wykonania czegoś, czego nie potrafiły odpowiednie instytucje?

Jak w tak zagmatwanej moralnie sprawie ocenić wyrok? Uważam, że to dobrze, że karą jest bezwzględne więzienie. Nie potrafię jednak powiedzieć, czy kara jest za niska, czy za wysoka. Czuję pogardę dla tych ludzi za to czego potrafili dokonać (tego ŻE potrafili), jednak widzę czynniki łagodzące.

Jedyne co można stwierdzić z pewnością to to, że porażkę poniosły instytucje, że system jest niewydolny, że jednostka jest w pułapce tego co powinno ją wspierać.

W tej sprawie wszytsko i wszyscy są zli. Wszyscy i wszytsko zasługuje na kare. Ale też wszytskich i wszytsko da się jakoś usprawiedliwić.

Choroba filipińska

Kiedy wszyscy łącznie z PiSem naśmiewali się z choroby filipińskiej Kwaśniewskiego, lewica próbowała sprawę załagodzić, uciszyć rozgłos, który rozbrzmiał aż nadto. Niektóry próbowali bronić, inni krytykowali otwarcie, choć nie krzyczeli.  Nie szczekali w stylu “a wy sami pijecie”. Jakby polska lewica nie była żałosna, nigdy nie zniżyła się do tak dziecinnych zagrywek jak Jarosław Kaczyński. Jakby ledwo co z piaskownicy wyszedł…

Prezes przypomniał, ze niedawno w Sejmie przemawiał z mównicy poseł kompletnie pijany i media się tym nie interesowały.
- Jeśli media nadal będą interesowały się panią poseł Kruk to my pokażemy tamte sprawy – powiedział Kaczyński. Prezes PiS nie odpowiedział jednak na pytanie, o jakiego posła chodzi.
Jarosław Kaczyński powiedział, że jak media będą ciągnęły sprawę Elżbiety Kruk, to pokaże inne tego typu przypadki.

Źródło

A jednak istnieje!

A jednak! Poza propagandą i szopką wyborczą w USA istnieje coś więcej. BA! Nawet jest to kandydat na prezydenta. TVN24 przez przypadek “podał” to do informacji, pokazując kolejny żałosny nius z wyborów w Stanach.
Coraz bardziej mam wrażenie, że są one nie “zadumą nad przyszłością świata” (wszak dotyczą największego mocarstwa), ale kolejnym odcinkiem jakiegoś tasiemca telewizyjnego.
Niestety zapomniałam jak ma na nazwisko, ale wiem, że jest na N ;]

McCain *

Oglądałam dziś taki długi bardzo program dokumentalny o McCainie i Obamie. To co mnie poruszyło to słynne bohaterstwo wojenne McCaina biorące się z tego, że był więźniem przez kilka lat. W międzyczasie Wietnamczycy wiedzieli czyim jest synem i traktowali go jako narzędzie propagandowe, mówiące swym rodakom “mamy syna admirała więc jesteśmy super”. Nie mogło mu się stanąć nic złego, bo kto pozbawił by się propagandy i osłabił morale swego narodu walcząc z najeźdźcą?

Ciekawa jest również sprawa jego kariery wojskowej. Dziadek admirał. Ojciec admirał… to i synowi nie było ciężko… Gdyby nie był uszkodzony ruchowo pewnie i on byłby admirałem. A tak musiano wpychać go do polityki…

* Wcale nie uprawiam tu propagandy anty McCainowskiej, bo uważam, że to nie ma znaczenia kto będzie prezydentem. I tak kto inny pociąga za sznurki. Jedynie jestem maniakalną pacyfistką i mam wrogi stosunek do mundurowych.

Można się już śmiać

“- Tu się już tylko można śmiać – skomentował Lech Kaczyński”

No to oficjalnie już można… Pewnie szykują na jutro jakieś poważne atrakcje. Nie mogę się doczekać. Dawno nie oglądałam kabaretów, ale czy ten będzie w TV na żywo?

Cytując opis na gg znajomego: “Kto ma pilota ten ma władze” (nawiasem gratuluje świetnych opisów – nie musze pisać komu, pewnie sam się odezwie:) )