Sprawa ta była kontrowersyjna od samego początku. Powodowała najwięcej zacietrzewienia (dziś to moje ulubione słowo), najbardziej oburzała, gromadziła najwięcej komentarzy. Sprawa do oceny trudna, jednak przeważnie gromadząca opinie bardzo jednostronne. Widząc jej zawiłości ciężko się wypowiedzieć. Ciężko też się powstrzymać od bronienia drugiej strony medalu w wątkach jednostronnie popierających pewna ocenę, nie widzących nic poza białością i czarnością. Bo sprawa ma jeden odcień i jest to idealnie wypośrodkowana na skali.
Do napisania tej notki skusił mnie ten komentarz. Nie chcę się jednak bezpośrednio do niego ustosunkowywać, gdyż musiałabym poprzeć “druga stronę”. Zresztą często to robię. Dziś jednak nie chcę tego robić. Mam jakieś poczucie chęci opisania wszystkiego po kolei. Dodam jednakże jeszcze jeden komentarz polityczny do tej sytuacji.
Aby dobrze zrozumieć to co chcę opisać, należy zapoznać się z moim zdaniem na temat społeczeństwa, roli człowieka w społeczeństwie oraz tego co ludziom jako społeczeństwu wolno wobec innej jednostki [dostępne TU]. Jest to zdanie bardzo ważne, gdyż to właśnie ten pogląd stoi u podstawy mojego zapatrywania się na kare śmierci, jak również linczu jako rodzaju tejże kary.
Wcześniej już wyjaśniłam, że społeczeństwo jako zrzeszenie ludzi ku polepszeniu swej doli, ma prawo określać zasady funkcjonowania w nim. Podobnie jest z innymi tworami. Tworząc kółka literackie, kluby sportowe, fundacje, mamy prawo tworzyć regulaminy i oczekiwać przestrzegania ich pod groźba usunięcia lub ograniczenia praw. Społeczeństwo jest tworem zrzeszającym o najwyższych kompetencjach. Jego prawem/obowiązkiem, jako zrzeszeniu zrzeszeń i jednostek, jest pilnowanie wolności osobistej. Wolność ta jest zdefiniowana jako możliwości wykonywania wszystkiego o ile nie krzywdzi to innych (tak w swobodnym tłumaczeniu). Do tego celu społeczeństwo wyznacza sobie prawo, czyli spis tego co wolno, należy, jest zabronione.
Człowiek ma prawo posiadać maczetę i robić z nią co chce. Może np odrąbać sobie rękę, może posiekać wszystko w swoim domu. Nie ma prawa jednak robić tą maczetą nic co by wkraczało w sferę życia i własności innych ludzi. Nie może biegać i ranić postronnych osób. Jeśli to robi, czyli sprawia zagrożenie, społeczeństwo może (a wręcz dla dobra innych musi) mu odmówić prawa do swobodnego życia w obrębie społeczności. Cała sprawa linczu rozegrała się dlatego, że organy zobowiązane do pilnowania tego, nie dopełniły swych obowiązków.
Tu należy zadać pytanie:
Czy ludzie tworzący społeczeństwo, widząc nieporadność organów, które zostały stworzone przez społeczeństwo (prawo, sądy, policja, areszty), ma prawo przejąć odpowiedzialność w swoje ręce ??
Wydaje się ze tak. Sęk w tym, iż rzadko kiedy udaje się wykonać to w granicach prawa (gdyby się dało, organy nie byłyby potrzebne). Przykładem mogą być nielegalne manifestacje, kiedy organ jakim jest rząd/prezydent ma gdzieś ludzi i działa wbrew/na niekorzyść ich. Przykładem może być działalność wszelkich opozycyjnych organizacji podziemnych, walczących przeciw “złu”: komunizmu, nazizmu, a działające wbrew prawu. W takich przypadkach nikt nie odważy się krytykować i domagać się respektu dla prawa.
Można powiedzieć, że w tym przypadku doszło do czegoś gorszego niż drukowanie ulotek. To prawda: miał na miejscu mord. Jednak nieuchronność wobec prawa przysługuje wszystkim w takim samym stopniu: drukującemu zakazane ulotki i mordującemu za “sprawę”. Aby było “uczciwie” należy dopuszczać oba wypadki, lub oba piętnować i karać. Albo domagamy się bezwzględnego poszanowania prawa (nawet jeśli jest złe, lub nie działa tak jak trzeba), lub przyjmujemy, że ludzie maja prawo do łamania prawa dla dobra swojego i innych.
Można powiedzieć, że nie trzeba było mordować. Wystarczyło związać i więzić. To też jest bezprawne. Wszystko co mogli zrobić Ci ludzie, nie żyjąc jak owieczki czekające na rzeź i ewentualne załatwienie sprawy samoobroną, było bezprawne. Za wszystko należałaby się im kara. Mieli siedzieć i czekać aż ktoś nawinie się pod maczetę? Mogli, lecz na ich miejscu każdy zbuntował by się przeciw prawu, lub przynajmniej myślałby o tym. Nie każdy w taki sposób.
Mamy więc dwa fronty:
- jeden opowiadający się za bezwzględnym szanowaniem prawa, nawet jeśli chroni kogoś, kto prawa nie szanuje, co prowadzi do dalszej możliwości łamania prawa i krzywdy osób niewinnych
- drugi opowiadający się za braniem prawa w swoje ręce w sytuacji “obrony” (nie wiadomo kogo, na pewno nie obrony własnej), nawet za cenę postępowania dokładnie takiego przed którym broni się kogoś/czegoś.
Spójrzmy jednak na samych sprawców linczu. Czy różnili się czymkolwiek od recydywisty z maczetą? Byli zdolni zamordować i sprofanować zwłoki człowieka. Byli chojrakami, bo mieli przewagę. Dopuścili się zabójstwa z zimną krwią. Mogli przecież związać i przetrzymywać tego starszego człowieka, aż ich wielki obrońca na stanowisku (Zbigniew “Zero” Ziobro) zajmie się sprawą.
Jakoś nie potrafię nie czuć pogardy do kogoś zdolnego do takich czynów. Bez względu czy to jest ktoś kto dokonuje linczu, idzie do wojska i wyjeżdża na wojnę bezpośrednio go niedotyczącą i wątpliwą moralnie, sędzia skazujący na kare śmierci, kat wykonujący ją, osoba domagająca się kary śmierci. Bez względu czy ktoś dokonuje morderstwa, lub jest mu przychylny. Człowiek nie ma prawa ingerować w kwestie życia i śmierci, bo nie jest to w jego kompetencjach. A już szczególnie jeśli robi to z zemsty i do tego usprawiedliwia się jako “dobry człowiek”. Mordując morderce sam staje się mordercą. Do takich ludzi czuję wyjątkową pogardę, raz za czyn, dwa za hipokryzję.
Mamy więc do czynienia z grupą morderców mordujących morderce. Za sam mord należy się im pogarda i kara. Oni jednak bywają uważani za bohaterów. Patrząc z drugiej strony: czy nie stali się tylko narzędziem społecznym do wykonania czegoś, czego nie potrafiły odpowiednie instytucje?
Jak w tak zagmatwanej moralnie sprawie ocenić wyrok? Uważam, że to dobrze, że karą jest bezwzględne więzienie. Nie potrafię jednak powiedzieć, czy kara jest za niska, czy za wysoka. Czuję pogardę dla tych ludzi za to czego potrafili dokonać (tego ŻE potrafili), jednak widzę czynniki łagodzące.
Jedyne co można stwierdzić z pewnością to to, że porażkę poniosły instytucje, że system jest niewydolny, że jednostka jest w pułapce tego co powinno ją wspierać.
W tej sprawie wszytsko i wszyscy są zli. Wszyscy i wszytsko zasługuje na kare. Ale też wszytskich i wszytsko da się jakoś usprawiedliwić.