Każdy chyba zastanawiał się jaki powinien być jego partner życiowy. Na forach, przy piwie, w TV, wszędzie o tym się rozmawia od czasu do czasu. Ludzie mówią o poczuciu humoru, bezpieczeństwie, urodzie, zamożności, szaleństwie, spokoju. Ja zawsze mówiłam o fizyku teoretycznym. Nie żeby to był konieczny wymóg, ale to dużo mówi o tym czego potrzebuje w życiu.
Każdy ma jakieś potrzeby życiowe, do spełnienia których potrzebna jest mu druga osoba. Albo w ramach niemożności spełnienia czegoś samemu, albo po prostu do towarzystwa… albo dla pieniędzy ;]
Ja jestem typem “wilka stepowego”. Nie potrzebuje znajomych, przyjaciół. Ludzie czasem wręcz drażnią mnie i wole żeby na mnie nie zwracali uwagi. Jednak potrzebuje do życia kogoś dla kogo warto by ciągle się rozwijać, kogoś kto by mnie stymulował intelektualnie. Aby tak się działo musi on być obeznany w dziedzinach z którymi ja mam trudności, a jednocześnie w takim samym stopniu jak ja interesuje się “jego” dziedzinami, interesować się tym w czym ja jestem dobra. To wszystko po to aby ciągle się inspirować na wzajem, utrzymywać swoja wiedzę na wysokim poziomie. Dodatkowo potrzebuje mieć przy sobie człowieka otwartego, który jest w stanie surowo analizować każdy problem świata. Gotowego wynaleźć każdy argument, niezależnie czy byłby po jego myśli czy nie. Lubie takie “kłótnie intelektualne”, ale na koniec lubię wysuwać wnioski w miarę jak najbardziej obiektywne. Chciałabym tego samego od idealnego partnera.
W dziedzinach naukowych zawsze najciężej szło mi z fizyka. Niby wybrałam sobie techniczny fach, wiec powinnam fizykę i matematykę mieć w jednym palcu. Nie mogę powiedzieć żebym miała jakieś problemy, ale jakoś tak…. po prostu pasjonowałam się innymi przedmiotami, bardziej przyrodniczymi czy humanistycznymi (z dzisiejszego punktu widzenia, bo przecież jeden z największych humanistów wszech czasów- Leonardo Da Vinci ogromną cześć życia poświęcił inżynierii). Matematyka była dla mnie od zawsze tylko przedmiotem do badania prawdziwych nauk. Fizyką się interesowałam, ale od początku chciałam zbyt wiele, za zbyt trudne sprawy się zabierałam, ignorując podstawy. I tak nigdy nie opanowałam wzorów, nigdy nie umiałam ich przekształcać, ale zawsze jak było trzeba to nadrabiałam (dlatego zdołałam ukończyć studia na kierunku technicznym). Astronomia zawsze mnie pasjonowała. Będąc w 8 klasie podstawówki, miałam przeczytanej wszystkie książki o astronomii, ze szkolnej biblioteki. Tyle, że to co najbardziej ciekawe w niej właśnie zahacza o fizykę – więc leże na tym polu.
Rozumiecie już skąd ten fizyk teoretyczny? Miał mi przybliżać to czego nie rozumiem w nocy przed snem, a ja miałam czuć się zaspokojona intelektualnie;]
Oczywiście fizyków teoretycznych na świecie jest zbyt mało. Nie udało mi sie nawet zobaczyć na oczy takowego (no chyba że w telewizji) ;] Jednakże moge powiedzieć, że nie narzekam. To co mi się udało poderwać spełnia moje oczekiwania. Zawsze, kiedy coś naukowego mną zawładnie, moge o tym pogadać z nim, i nigdy nie ma “daj spokój, ferie są a ty o szkole”- kiedyś to usłyszałam od znajomego zaczynając wątek rozmowe o ulubionych książkach. A poza tym moja miłość jest strasznie kłotliwa i zawzięta, i nie ma siły żeby jakaś rozmowa ideologiczna nie była ciekawa i nie kończyła się ciekawymi wnioskami. Boje się tylko, że z czasem przestanie nam zależeć i będziemy jak warzywa intelektualne. Już mi zaczyna “wisieć” wszytsko. Mam nadzieję, że to tylko chwilowe.