“A gdy będę umierał”

W jednym z mieszkań na osiedlu Chomiczówka policjanci, w sypialni, na półce zauważyli stojącą urnę.

Urna została zabezpieczona, a 62-letni mężczyzna stawił się w komendzie na przesłuchanie. Podczas wykonywania czynności przez policjantów, okazało się, że mąż zmarłej kobiety miał problemy z pochowaniem żony, w miejscu, które ona wskazała i dlatego tak długo przechowywał jej prochy w mieszkaniu. Mężczyzna oświadczył, że nie wiedział, iż jego postępowanie jest niezgodne z prawem.

Urna z prochami już została przewieziona na cmentarz i złożona w rodzinnym grobie. 62-letni mężczyzna odpowie teraz za przechowywanie w mieszkaniu prochów zmarłej żony.

Mężczyźnie grozi za to kara grzywny. [źródło]

To, że nie można pochować ciała gdzie się chce jest niby logiczne. Ciało ulega rozkładowi i może zanieczyszczać wodę. Niby wszystko ok. Tyle, że jeśli pomyśleć o tych wszystkich martwych chomikach, psach, kotach i innych stworzeniach domowych i dzikich, to już z lekka jest nielogiczne. Przyjmijmy, że chodzi o masowe pochówki, wszak ludzi w miastach szczególnie jest dużo i niemożliwe byłoby równomierne rozłożenie ciał, a przez to wszelakich produktów rozkładu. Mniejsza z tym.

Już dawno doszło do moich uszu, że nie można również pochować byle gdzie prochów ludzkich. Problemu skażenia w tym przypadku nie ma. Zapewne chodzi o godność po śmierci czy inne takie brednie. Tyle, że jeśli spojrzeć na to nie przez pryzmat jedynie słusznej poprawności (nawet ciężko powiedzieć jakiej, bo jak wytłumaczyć manie pochówków?), to okazuje się, że staje się to kwestia całkowitego zniewolenia ciała ludzkiego.

Mogłoby się wydawać, że jestem człowiekiem wolnym. Moge swobodnie wyrażać swoje myśli (choć czysto z założenia, bo nie wolno mi przecież “mówić źle” o pewnych grupach ludzi), mogę sama decydować o swojej przyszłości, muszę brać odpowiedzialnośc karną za swoje w pełni autonomiczne wybory. Jednak w żaden sposób nie wolno mi decydować o tym, co stanie się po mojej śmierci. Co prawda mogę sobie wybrać w jakiej będę formie (gnijącej padliny, czy też w formie sproszkowanej po odprowadzeniu do atmosfery gazów cieplarnianych), ale nie gdzie będę się znajdować. Państwo odgórnie zażyczyło sobie abym była pochowana na cmentarzu. A jeśli nie chce? Moi bliscy będą musieli popełnić przestępstwo i podmienić moje prochy. Czy zatem jestem właścicielką własnego ciała?

2 komentarzy

  1. Jurgi Filodendryta powiedział

    12/05/2009 @ 22:07

    Argument o „godności zwłok” kuriozalny i definitywnie szyty pod jedno wyznanie. Godny pochówek w przypadku każdej religii (a obecnie nawet w przypadku każdego człowieka indywidualnie) może być rozumiany inaczej. Dla przykładowo ruchów pogańskich, do których mi blisko, będzie to stos pogrzebowy i rozsypanie prochów na łonie natury (niedozwolone w tym kraju).

    Powinien ktoś chyba wytoczyć państwu polskiemu proces o dyskryminację z powodów wyznaniowych.

  2. Zdesperowany Królik powiedział

    15/05/2009 @ 13:58

    Być może.
    Poszanowanie ludzi po śmierci być może powinno być regulowane prawnie, aby komuś nie przyszło do głowy sprowadzać zwłok do kraju w kontenerach na mięso, albo wyrzucać ich na wysypisko śmieci. Ale w pewnym przypadkach dochodzi do absurdalnych sytuacji, gdzie właśnie o poszanowaniu ludzi i ich woli odnośnie swojego ciała nie ma mowy.


Napisz komentarz