Kopiuj/wklej

Natchniona trochę tym bezczelnym Panem, całkowicie zgadzając się z nim w pewnej kwestii (choć nie uważam, że napastliwość w szerzeniu “dobrej nowiny” jest słuszną metoda, wszak zniża dane poglądy do poziomu inkwizycji i moherowych beretów), poczyniłam gdzieś komentarz. Tak mi się spodobał (cóż za próżność i narcyzm w pełnej krasie), że postanowiłam umieścić go jako “moje złote myśli”. ;]

Z brakami w wykształceniu religijnym to jest tak, że kiedy się nie wie jak mściwy był bóg judaistyczny dla swoich ludzi, to jakoś łatwiej się żyje… może właśnie te zbuntowane anioły przeciwstawiły się tej mściwości i brutalności wobec ludzi, i sieją dobro.. Bo jeśli te wszystkie straszne rzeczy opisane w Biblii, oraz te wszystkie czyny KK na niewiernych w imię boga, są efektem dobroci, to czy może być coś jeszcze gorszego?? ;]

16 komentarzy

  1. telemach powiedział

    17/11/2008 @ 11:19

    ;-)

    P.S: Ty naprawdę sądzisz, że z miłośnikami idei egzorcystycznej można dyskutować poważnie?

  2. Szemhazaj powiedział

    17/11/2008 @ 19:22

    “Moherowe Berety” to kobiety, które na pokaz chodzą do kościoła. Są zwykłymi dewotkami. Po za tym, człowieku, robisz z siebie idiotę, pisząc “Bóg” z małej litery. Pewnie chcesz pokazać “że ty nie masz szacunku do Boga”, ale robiąc takie byki, robisz z siebie debila. Ktoś kto jest wykształcony, oczytany, kulturalny itd. Nie popełnia takich błędów. To tak samo jak pisanie nazw państw z dużej litery. Ale widać, rośnie nam tu głąb.

    Wybór czy chcesz wierzyć należy do Ciebie. Każdy sam o tym decyduje. Ale pamiętaj, wspomnisz jeszcze kiedyś moje słowa.

    Życzę Ci wszystkie dobrego i 3maj się. Bye

  3. Zdesperowany Królik powiedział

    17/11/2008 @ 23:04

    Drogi Telemachu: jednak nie można ;]

    Droga “chamico małoletnia”:

    Nie chodziło mi w żadnym wypadku o “na pokaz” lub nie, a jedynie o zawiść i jad wydalający się od tych ludzi. Ten sam, który teraz wydałaś z siebie stając z nimi w jednym rzędzie “obrońców wiary”, Potwierdzając tylko słowa Anny o tym że nie jesteś w stanie podjąć się jakiejkolwiek dyskusji.

    Czy Zeusa albo Jupitera też określasz mianem “Bóg” pisanym wielka literą? Wielkie litery są zarezerwowane dla imion rzeczy/postaci materialnych, lub fikcyjnych, ale określenia tych rzeczy/postaci takie jak: stół, kot,chmura, pisane są już małą literą. Rozumiesz już? Pewnie nie, ale jak dokładnie przemyślisz np. to co pisałaś na swym blogu (o wypowiadaniu i zdradzaniu pełnego imienia swojego boga) to przekonasz się, że “bóg” to nie jest jego imię.

    Poza tym zwróć uwagę na to, że sama popełniłaś kilka błędów ;]

    Zupełnie inna kwestią jest szacunek do czegoś czego nie ma. Po prostu nie można o nim mówić w takiej sytuacji.

    Bądź pewna: nie wspomnę Twoich słów nigdy. Ale Ty za to wspomnisz moje, kiedy się okaże, że pomyliłaś się w wyborze bóstwa w które wierzysz, i to te inne jest prawdziwe ;]

  4. telemach powiedział

    18/11/2008 @ 14:40

    Agresja bierze się we wszystkich znanych mi przypadkach z niepewności.

  5. Tristan-C powiedział

    18/11/2008 @ 16:33

    W ogóle nie zrozumiałem tego co tu napisaliście.Pro Ateisci spierają się z katolami laikami.Toż to bezsens..A prawda jest tylko jedna.
    To ja jestem bogiem.. uświadom to sobie..
    Ty też jesteś bogiem tylko wyobraź to sobie..

  6. Zdesperowany Królik powiedział

    18/11/2008 @ 22:11

    Nie ma czegoś takiego jak “pro ateista” ;]

    “Agresja bierze się we wszystkich znanych mi przypadkach z niepewności.”

    Właśnie dlatego, kiedy zaczyna się ostro, mam jakieś dziwne wrażenie “wygranej” w potyczkach słownych. ;]

    Teiści zazwyczaj reagują agresją słowną, kiedy brak im argumentów, a przeciwnik zagraża ich “sensowi życia”, jaki nakreślany jest przez religie. To taki system obronny. Ludzi pewnych swojej wiary jest niewielu. Właśnie agresja słowna jest tego dowodem.

  7. moriarae powiedział

    19/11/2008 @ 21:15

    czy to dlatego nigdy zesmy sie nie poklocili w tych sprawach? ;]

  8. llatarnik powiedział

    22/11/2008 @ 00:42

    Ateiści mają dziwny, nielogiczny zwyczaj. Komentują Stary i Nowy Testament, naiwnie sądząc, że w ten sposób mogą przesądzić o istnieniu lub nieistnieniu Boga. W ten sposób marnują swój czas, głupcy, prawda? Bardzo lubią też podpierać się nauką, a przecież żaden prawdziwy naukowiec nie zajmuje się kwestią istnienia czy nieistnienia Boga, bo wiadomo przecież, że z samej definicji Boga jako Bytu Doskonałego, nie może istnieć żadne zjawisko, zdarzenie, które dowodziłoby, że Boga nie ma, no bo cóż takiego szczególnego mogłoby się wydarzyć, by można było istnienie Stwórcy wykluczyć i udowodnić, że Bóg nie istnieje? CZEKAM NA ODPOWIEDŹ.

    Dzielę ludzi na 4 kategorie
    1/ .ci, którzy wiedzą, że Bóg istnieje,
    2/. ci, którzy wiedzą, że Boga nie ma,
    3/. ci, którzy wierzą, że Bóg istnieje,
    4/. ci, którzy wierzą, że Bogo nie ma,

    Ludzie pierwszej i drugiej kategorii są wg mnie głupcami. Ludzie drugiej kategorii są szczególnie groźni w swej głupocie, ponieważ często powołują się na naukę i podają się za naukowców…

    Teraz o wyższości moherów nad “naukowymi” “postępowymi” ateistami. Moherowe babcie doskonale znają przypowieść w ewangelii, w której w ciągu jednej nocy apostoł, św. Piotr trzykrotnie zwątpił i wyparł się że zna Jezusa a więc wyparł się swojej wiary. Wiedzą, że ludzką rzeczą jest wątpić, odchodzić od wiary i później do niej wracać. Ateiści zaś zwątpienie w swój pierdu-naukowy ateizm traktują nie jako twórcze myślenie, ale jako straszne przestępstwo, niemal postradanie zmysłów.

    Rzeczą ludzką jest myśleć, wątpić, upadać, podnosić się, zmieniać poglądy. Tak robią ludzie o otwartych umysłach – niezależnie od tego czy są wierzącymi czy też w istnienie Boga nie wierzą…

  9. Zdesperowany Królik powiedział

    22/11/2008 @ 01:31

    A wierzysz w intergalatktycznego krokodyla, słoniki całe za złota, Zeusa?? Nieistnienia tego typu tworów również nie da się udowodnić. To super wybieg dla niektórych wierzących. Daje im prawo do niezastanawiania się. Ślepej wiary w wynaturzenia bandy biznesmenów. Bo to przecież ona kształtuje wiarę. Tę samą wiarę, która 2tys. lat temu miała zupełnie inny kształt i inne dogmaty. Ale co to za argumentacja? Osoba pewna swej wiary przyznałaby: “co prawda to jest nielogiczne, ale na tym polega moja wiara i dobrze mi z tym, wiec chce aby tak zostało”

    Tylko osoba nie pewna stara się silić na logiczne argumenty, jednocześnie gwałcąc wszelkie zasady logiki.

    Żaden prawdziwy naukowiec nie bada natężenia bóstw w czasoprzestrzeni, niczym “pogromca duchów”… ale wielu naukowców, jako autorytety, zajmuje kontr-propagandą. Bo trzeba mówić ludziom indoktrynowanym od dziecka, że istnieją inne poglądy, i że powinni ruszyć mózg i sami dojść do nich, zamiast ślepo podążać za żądnymi pieniędzy organizacjami religijnymi, żerującymi na bezmyślności.

  10. telemach powiedział

    24/11/2008 @ 16:22

    @llatarnik
    “Dzielę ludzi na 4 kategorie
    1/ .ci, którzy wiedzą, że Bóg istnieje,
    2/. ci, którzy wiedzą, że Boga nie ma,
    3/. ci, którzy wierzą, że Bóg istnieje,
    4/. ci, którzy wierzą, że Bogo nie ma,”

    Z faktu, że dokonałeś podziału ludzi na 4 kategorie, bynajmniej nie musi wynikać, że ludzie istotnie się na 4 kategorie dzielą. Jest to podział subiektywny oparty o…no właśnie o co? O Twe przeświadczenie, że ani chybi tak być musi?
    A co powiesz na temat ludzi, ktśrzy podejrzewają, że wiedza nie jest dostępna? A co z tymi, którzy są przekonani, że wiara ich opuściła? Co z tymi, którzy wierzyć pragną nie mogąc oprzeć się zwątpieniu?
    Przedziwny ten podział.

  11. llatarnik powiedział

    28/11/2008 @ 04:55

    “Ślepej wiary w wynaturzenia bandy bizmesmenów”? Jakbym czytał archiwalny poradnik agitatora. Skoro jednak zniżamy się do takiego poziomu, to coś wyjaśnię. Ta “banda biznesmenów” przynajmniej nie stara się kłamliwie twierdzić, że nauka potwierdza, że Bóg istnieje. Wielu jest za to nawiedzonych, pierdolniętych ateistów, przeświadczonych o swojej wielkości i racji, sami udają naukowców i KŁAMLIWIE twierdzą, że nauka wyklucza istnienie Boga.

    Dogmaty wiary? Czy gdybyś chciała np plemionom z dżungli amazońskiej objaśnić budowę silnika turboodrzutowego przelatującego nad głową samolotu, plotłabyś jakieś niezrozumiałe dla nich techniczno-matematyczne dyrdymały, czy też posłużyłabyś się uproszczeniami, symbolami? Taki sam problem jest ze zrozumieniem i opisaniem Istoty z założenia doskonałej istnieje dziś. Człowiek wprawdzie posługuje się pojęciami nieskończoności np w matematyce, ale nie jest w stanie rozumowo ogarnąć tego pojęcia swoim umysłem.

    Buddyjskie, judaistyczne czy chrześcijańskie księgi liczą często tysiące lat. Nie były kierowane do wąskiej grupy wykszkałconych elit, ale do ludu.

    Wasi ateistyczni guru typu Marks czy Engels i ich tak niedawno napisane “naukowe” dzieła są już dziś pośmiewiskiem, chociaż były pisane tak niedawno, bo przecież nic się z nich nie sprawdziło. Nieszczęśnika Nietzsche i jakie praktyczne skutki jego dzieła przyniosły, też lepiej nie wspominać.

    Czy wychowanie dzieci w ateistycznej indoktrynacji pierdu-naukowej nie jest gorszym złem i ograniczeniem wyboru? Przecież i tak dorosły człowiek ma prawo wyboru. Wychowanie zaś w ateiźmie przypomina mi rozumowanie pewnej mojej sąsiadki – nie puszczę dziecka na lodowisko, bo jeszcze nogę złamie. Gdy dorośmie, to jak będzie chciało, to nauczy się jeździć na łyżwach. Oczywiście normalny człowiek rozumuje inaczej – dorosłemu człowiekowi będzie wstyd uczyć się jeździć na łyżwach, więc niech nauczy się już jako dziecko, by jak dorośnie miało wybór – czy chce chodzić na lodowisko czy też nie…

  12. llatarnik powiedział

    28/11/2008 @ 05:16

    “A co powiesz na temat ludzi, ktśrzy podejrzewają, że wiedza nie jest dostępna? ”

    Powiem, że nie wiedzą czy Bóg istnieje czy też nie

    ————-

    “A co z tymi, którzy są przekonani, że wiara ich opuściła?”

    Jeżeli kogoś wiara opuściła, to znaczy, że wierzył w Boga, ale teraz nie wierzy.
    ————-

    Co z tymi, którzy wierzyć pragną nie mogąc oprzeć się zwątpieniu?

    Nie wierzą w istnienie Boga. Zwątpienie przecież oznacza przejściowy lub trwały brak wiary.

  13. telemach powiedział

    28/11/2008 @ 11:46

    Drogi llatarniku – odnoszę wrażenie że albo ja nie wypowiedziałem się precyzyjnie albo ty nie zrozumiałeś pytania. Możliwe jest także, że oba przypuszczenia są prawdziwe. Powtórzę zatem:
    Dokonałeś kategorycznego podziału wszystkich ludzi na 4 kategorie. Dalsze rozumowanie wyprowadziłeś z tej systematyki. Moje pytanie brzmiało: DO KTOREJ z postulowanych 4 KATEGORII ZALICZYSZ WYMIENIONE PRZYPADKI?

  14. Zdesperowany Królik powiedział

    28/11/2008 @ 14:22

    Drogi Llatarniku:

    Nie tylko Twoje komentarze odnośnie udowadniania nieistnienia bóstw (bo przecież nie chodzi o jednego judaistycznego boga) są uzasadniane tym, że ktoś coś powiedział to tak jest, a jeśli ktoś twierdzi, że tego nie ma to musi to udowodnić. A to nie prawda. Ateiści nie muszą nic udowadniać, że bóstw nie ma i tego nie robią. Wskazują jedynie nielogiczność w argumentacji teistów o istnieniu takich bóstw.

    Postaw się w sytuacji człowieka, który nagle staje przed dogmatem istnienia czegoś irracjonalnego. W takim wypadku dokonujesz analizy przyczyn powstania tego dogmatu, jego ewolucji (bo religie niezaprzeczalnie ewoluowały: od świętych kamieni i drzew, poprzez nadawanie tajemnych mocy gwiazdom i Księżycowi, do upersonifikowanych bóstw), zależności miedzy różnymi religiami itp.

    Łatwo można dojść do wniosku, że obecne systemy religijne nie są obiektywnymi świadectwami istnienia (tu załóżmy, że jakieś tajemne moce/bóstwa naprawdę istnieją) tego co przedstawiają, ale są tworem całkowicie ludzkim. I nawet jeśli się naprawdę objawiają, to nie są tym czym są w rzeczywistości.

    Przecież nawet taka religia judaistyczna, czy późniejsze jej przekształcenie w chrześcijaństwo, miałaby zupełnie inny kształt gdyby nie naleciałości z religii egipskiej, ludów podbitych przez Żydów, rzymskiej. Nawet przez ostatnie 2tys lat kreacja chrześcijańskiego boga przybierała różnorodne formy. Z bóstwa jednoosobowego z synem w połowie spłodzonym przez niego samego i kobiety (tak podobne jest to do greckich herosów-półbogów, a przecież chrześcijaństwo rozwijało się w w dużej mierze w Grecji), chrześcijańskie bóstwo stało się z czasem czymś w postaci 3 w 1. Pierwsi chrześcijanie/świadkowie naoczni pewnie przewracają się w grobach. Poszukaj dokumentów jakiegoś cesarza rzymskiego z czasów, kiedy chrześcijaństwo stało się religią narodową Rzymu, mówiących w prost o zniekształcaniu wierzeń chrześcijańskich do pewnych celów.

    Buddyzm i hinduizm jest jeszcze bardziej zróżnicowany i poprzekształcany, w zależności od regionu. Jak w takiej sytuacji uwierzyć w jakąkolwiek religie kiedy na pierwszy rzut oka widać, że nie jest prawdziwa, a jedynie dostosowana (w dalszym ciągu zakładając, że tajemne siły istnieją)?

    Taki zwykły niezindoktrynowany człowiek staje przed faktem uwierzyć/nie uwierzyć… jak myślisz co zazwyczaj wyjdzie z tych rozważań?

    Jak widzisz to nie ten statystyczny niezindoktrynowany człowiek, który nie uwierzył, ma za zadanie udowadniać. On bierze pod rozmyślania to co jest i ocenia.

    Dla głębszego zobrazowania tego o czym piszę przytoczę przykład: Stajesz przed kwestia uwierzyć/ nie uwierzyć w krążący po orbicie w okół Słońca czajniczek, który jest zbyt mały żeby go dostrzec teleskopem. Nie można udowodnić jego istnienia, wiec to nie kwestia wiedzy, ale wiary. Do tego zostajesz zasypany różnymi przykładami oddziaływania czajniczka na życie ludzi, które równocześnie mogłoby być wywołane inna przyczyną. Co robisz ?? Zaczynasz wierzyć, bez dowodów na jego istnienie? Czy nie wierzysz i udowadniasz to, że nie istnieje (czego nie uda Ci się zrobić, bo doktryna jest tak utworzona, że udowodnienie czegokolwiek nie jest możliwe).

    Przed takim samym wyborem staje każdy zwykły niezindoktrynowany człowiek, kiedy styka się z poszczególnymi religiami świata.

    Działania ateistów na forum publicznym nie są udowadnianiem nieistnienia bóstw, lecz domaganiem się zaprzestania przymusowej indoktrynacji, poprzez ukazywanie sprzeczności i hipokryzji w systemach wierzeń. mówieniem “nie ma powodu żeby wierzyć w to w co wy wierzycie, to nie jest jedynie słuszna ideologia, więc dajcie ludziom wolność wyboru i nie indoktrynujcie ich”.

    Spójrz jeszcze na inny aspekt: Ty też nie wierzysz. Nie wierzysz w cała masę bóstw istniejących na świecie. 2/3 świata nie wierzy w Twojego boga. Ale Ty nie wierząc w te setki bóstw nie mówisz innym “udowodnijcie, ze mój nie istnieje”. Również KŁAMLIWIE twierdzisz, że Twoja religia jest dowodem na nieistnienie innych bóstw. Ateiści nie wierzą w TYLKO o jednego więcej niż Ty. Dlaczego wiec mają robić coś czego Ty nie masz zamiaru robić?

    Ateiści nie mają podstaw wierzyć w bogów hinduskich tak samo jak Ty. Hindusi nie maja podstaw wierzyć w chrześcijańskiego boga tak samo jak ateiści. Zacznij patrzeć na ateizm jako na postawę niewiary w te same bóstwa w które Ty nie wierzysz.

    A co do Marksa, Engelsa i Nietzschego: równie dobrze mogłabym odbić piłeczkę, i zarzucić Ci bycie czcicielem dziedzictwa inkwizytorów, i propagowania “kultury śmierci” z dawnych czasów KK. Ale narzucanie poglądów ludziom o odmiennych poglądach, jest zabiegiem sprowadzania rozmowy do pyskówki i napiętnowaniem, w obliczu niemożności obronienia swego zdania. Ja się do tego poziomu nie zniżę. A i tłumaczyć Ci sprawy Nietzschego i odżegnywania się jego rodziny od tego co z jego poglądami zrobili genialni propagandyści III Rzeszy (lepsi od tych kościelnych), nie mam zamiaru. Nie sprowadzisz rozmowy na inny tor tylko dlatego, że w tym sporze nie jesteś w stanie wygrać.

  15. moriarae powiedział

    29/11/2008 @ 21:43

    „Teraz już tylko jakiś Bóg może nas zbawić. Pozostaje nam jedynie możliwość jakiegoś rodzaju przygotowania się, poprzez myślenie i poezję, na ukazanie się lub nie tego boga w czasie upadku świata, gdyż wobec nieobecności tego boga w świecie, my upadamy”.

    M. Heidegger

  16. Jurgi Wyśmiewca powiedział

    04/12/2008 @ 08:50

    @Szemhazaj — poza religią, warto również uważać na lekcjach języka polskiego, wówczas miałbyś jakieś pojęcie o tym, co i kiedy piszemy wielką lub małą literą. Tak FYI: zależnie od kontekstu i znaczenia wypowiedzi pisze się: Słońce lub słońce, Księżyc lub księżyc, Galaktyka lub galaktyka oraz (co za szok) Bóg lub bóg. Bo „bóg” w ogólnoście nie jest imieniem własnym, a nazwą funkcji.
    Zajadłość nie zastąpi wiedzy…


Napisz komentarz