… wcale mi się nie podobała. Wręcz uważałam ją za pokłon PO do konserwatyzmu, sprzecznością z „młodzieżową” i „nowoczesną” PO. Pani ta jest zbyt nijaka na tak niewdzięczne stanowisko. Aby w kwestiach równouprawnienia coś uzyskać, aby zmusić rząd i parlament do zajmowania się ważnymi społecznymi problemami trzeba być osobą z jajami. W Polsce to jednak nie możliwe, aby pełnomocnikiem do spraw równego traktowania/statusu kobiet i mężczyzn, czy jak to nazwać był mężczyzna. Od 2005r. niemożliwe jest, aby była to też konkretna kobieta. Wstawia się więc byle kogo, kto nie robi nic, kto ujawnia się tylko jak palnie jakieś głupstwo.
W tej jednak sprawie Pani Radziszewska atakowana była niemal równie histerycznie jak obecnie sklepy z dopalaczami. Jeszcze nigdy przenigdy nie widziałam/słyszałam, aby tam gdzie była histeria odbywały się jakieś merytoryczne rozmowy na konkretne argumenty. Nie chce pisać o tej sprawie, ale chyba nie da się bez tego obejść. Od razu zaznaczę, że to co chce głośno napisać tu będzie dopiero na samym końcu. Za Orwellem urządzę tam sobie „2 minuty pogardy”, a chwile później wyleje pomyje na Mariusza Błaszczaka, bo właśnie widzę go w TV i aż brak mi słów na wyrażenie tego co o tym miernym „polityku” myślę.
Nie wiem od czego zacząć, co jest kluczowe dla mej postawy. Zacznę od kwestii równości. Nierówność społeczne wobec pewnych grup bierze się z poczucia, że coś jest „gorsze” (w znacznie szerszym znaczeniu tego słowa z przypisaniem mu wszelkich negatywnych odczuć psychicznych jakie wytwarza się w ludziach o jedynie słusznej postawie), poczucia zagrożenia swej jedynie słusznej postawy i konieczności obrony, wredoty i egoizmu ludzkiego, które usprawiedliwią wszystko byle dogodzić sobie samemu i swojemu otoczeniu… wielu wielu innych czynników. Nie od dziś wiadomo, że najlepszą metodą na zakorzenianie w społeczeństwie tolerancji jest edukacja. Najlepszą metoda na sprawiedliwość społeczną jest edukowanie. Edukowanie jest najlepsze na wszelkie krzywdy, bo tylko widząc bezsens pewnych podstaw można wprowadzać inne podstawy.
Jak edukować społeczeństwo w kierunku tolerancji dla inności innych, w tym inności seksualnych? Przecież nie da się tego zrobić bez pokazywania tego, że inni ludzie istnieją, są miedzy nami i wcale nie są tacy straszni. Wcale nie są aż tak inni aż tak bardzo, bardziej niż niby nam podobni. Jak zwalczyć stereotyp żałosnego pedzia z idealnie ułożonymi włosami, wypiłowanymi paznokciami, odstającym małym palcem podczas trzymania filiżanki, śmiesznie się śmiejącego, z apaszką albo jakimś niemal damskim szalem? Za tym idzie kolejny stereotyp: prawdziwego mężczyzny, który nie dba o siebie aby nie być posądzonym o bycie żenującym pedziem. Społeczeństwo będzie się bać takich ludzi, dopóki normalni mężczyźni o homoseksualnej orientacji nie będą pokazywali, że homoseksualista to nie to samo co żenujący pedzio. Po pewnym czasie społeczeństwo się przyzwyczai i nikt już nie będzie patrzył się na takich ludzi, jak na małpy w zoo.
A co robią homoseksualiści? Ukrywają się. W TV/radio/prasie itp. można spokojnie powiedzieć, że jest się heteroseksualistą. Jakaś tam pani posłanka do jakiegoś tam pana posła może bez wahania powiedzieć, że ten ma żonę. Homoseksualizm jest natomiast traktowany jako coś wstydliwego, coś co trzeba ukrywać. Nawet jeśli wszyscy wiedzą o orientacji kogoś, to muszą to ukrywać przed oficjalnym światem (co innego gadać o tym za plecami). Homoseksualizm jest przecież tak wstydliwą kwestią, że nie wolno o tym mówić. Czy nie jest to elementem braku tolerancji/niezrozumienia/tłamszenia inności? W tym przypadku wywołanym przez Pani Radziszewską, to nie ta Pani tłamsiła, ale sam poszkodowany i środowiska niby walczące o prawo tego Pana do swobodnego życia tak jak mu się podoba. Nawet nie wiadomo co Radziszewska chciała powiedzieć.
Tylko tu nasuwa się pytanie: Jak do cholery homoseksualiści chcą uzyskać zrozumienie i normalnie żyć, skoro sami się ukrywają, wstydzą samych siebie, dyskryminują?
Po drugie w tej całej sytuacji nastąpiła dyskryminacja „nie homoseksualistów”. Kiedy ktoś rozmawia np o sprawach in vitro, religii w szkołach, uprzywilejowywania kobiet… tfu tfu zrównywania statusu kobiet i mężczyzn, otwarcie mówi się o tym kto jest katolikiem/feministką, a kto nie. W tych kwestiach wszyscy rozumieją, że skoro się jest „kimś”, to znaczy, że ma się pewne poglądy na pewne tematy,prezentuje pewne postawy, które to dopiero definiują „to coś”. Za każdą postawą kryją się podstawy mniej lub bardziej ideologiczne, a postawa z kolei napędza kolejne przemyślenia i doprowadza do dalszych wniosków. Wszystko jest skomplikowane w życiu i się niesamowicie zazębia. Nic nie jest samo w sobie. Jeśli tylko rozmawia się w kwestiach orientacji seksualnej nagle homoseksualizm w żaden sposób nie jest determinowany przez pewne spojrzenie na świat i sam nie determinuje do dalszych rozważań i postaw… nic tu się nie przeplata i nie zazębia. Homoseksualista w kwestiach homoseksualizmu nigdy nie rozmawia jako homoseksualista, zawsze jest bezwzględnie obiektywny. Za to katolik o sprawach katolicyzmu zawsze rozmawia jako katolik. Konserwatysta o kwestiach konserwatyzmu zawsze rozmawia jako konserwatysta. I mało tego: zarówno katolik jak i konserwatysta i inni im podobni z tego względu są skażeni i często nie wiedzą o czym mówią. Przecież to jest do cholery krzywdzące dla pewnych grup, i to nie dla tych „mniejszościowych” i „nierównych”.
Tak więc ostatecznie:
- Pani Radziszewska nie zrobiła nic złego mówiąc, że pewien Pan wypowiadał się jako homoseksualista, bo to nic wstydliwego, a może być pomocne przy zrozumieniu tego Pana (no chyba, że uchwalić zakaz publicznego prezentowania własnych postaw dla absolutnie wszystkich)
- Pan homoseksualista i środowiska walczące o równouprawnienie nie maja prawa dyskryminować homoseksualistów poprzez spychanie ich do ciemnych głębin wstydu i zapomnienia
Burza jednak się rozpętała. Zaproszono do TVP Info Panią Radziszewską i jeszcze jedną z Partii Kobiet. Prowadząca była bardzo uprzedzona i dawała się ponieść ogólnej histerii. Pani z Partii Kobiet lekceważąco i pogardliwie uśmiechała się pod nosem nie słuchając Pani Radziszewskiej, czym dyskryminowała Radziszewską. Ta podpierała się ustawami, dyrektywami, mówiła z sensem. Pozostałe Pani urządzały sobie sesje histerycznego forsowania swoich poglądów poprzez blokowanie logiki i rozumu.
W pewnym momencie padły słowa: „Przecież Pani jest ministrem do spraw równouprawnienia. Przecież Pani powinna być feministką”. Cycki,ręce i w ogóle wszystko mi opadło. Jak można być, aż tak ociemniałym, żeby nie rozumieć, że minister do spraw równouprawnienia nie może być reprezentantem absolutnie żadnego lobby społecznego? Ze samo sformułowanie „do spraw równouprawnienia” oznacza również reprezentowanie praw mężczyzn tam gdzie są dyskryminowani? Że równouprawnienie nie oznacza podwyższania przywilejów tylko jednej grupy społecznej? I oni takie baby biorą do telewizji..
Ta napuszona Pani po raz kolejny pokazała mi, że feministki są jedna z grup charakteryzujących się największą hipokryzją.